Podglądacze

piątek, 9 listopada 2018

Rozdział XIX - Walka o wolność

Tadam! Kolejny rozdział "Podwójnego" przed Wami ;) Jest trochę dłuższy ale rozwiązuje parę tajemnic - mam nadzieję że Wam się spodoba ^^

p.s. Wybaczcie, że kończę w takich momentach ale ja po prostu kocham trzymać w napięciu ;D
p.p.s Konkursowy one shot w ten weekend! ;) 


Im dłużej się skupiała, tym więcej szczegółów przypominała sobie ze swojego pobytu w celi 152. Co prawda luki w pamięci były wciąż spore tak jakby większość pobytu przespała. Mgliście pamiętała, że żołnierz który ją zaczepiał dzisiejszego poranka przewijał się co jakiś czas za kratami celi przyglądając jej się z głodem w oczach. Pamiętała również czarnowłosego mężczyznę odwiedzającego ją dość często i przynoszącego jej jedzenie. Powoli docierało do niej jaki związek ma spożywanie czegokolwiek w tym miejscu a jej pustka w głowie. Wciąż nie pamiętała nic więcej ponad parę dni wstecz jednak wiedziała, że jest coś ważnego. Coś co wciąż jej umykało. Czuła niepokój. Miała wrażenie, że powinna o czymś ważnym pamiętać lecz nie mogła przypomnieć sobie o czym.
Informacje, które nieświadomie podsunęli jej dzisiejsi goście okazały się bardzo przydatne.
Była na jakiejś misji. Nie była na niej sama. Obecnie była więźniem.
Wiedziała, że musi się stamtąd wydostać. Czuła, że jest w niebezpieczeństwie. Czegokolwiek chcieli od niej ci ludzie skończyła się im cierpliwość.

Zadał zmierzch. W miarę jak robiło się ciemniej, dziewczyna coraz bardziej się denerwowała. Wiedziała, ze strażnik przyjdzie. Przynajmniej taką miała nadzieję. To była jej jedyna szansa. Może i miała amnezję ale czuła w sobie coś co popychało ją do ucieczki. Wiedziała co musi zrobić, choć nie do końca wiedziała jeszcze jak.
Leżała z zamkniętymi oczami nasłuchując uważnie. Dzięki temu usłyszała kroki o wiele wcześniej. Próbowała w głowie ułożyć sobie mapę. Kroki zawsze nadchodziły z prawej strony. Najpierw usłyszała szybsze uderzenia tak jakby ktoś schodził po schodach. Następnie powolne kroki, które rozbrzmiewały coraz głośniej przyprawiając ją o dreszcze. Wiedziała, że to on. Strażnik. Przyszedł tak jak zapowiedział. A ona miała nadzieję, że zdąży zadziałać zanim on dokończy to co zaczął rano. Tak jak podejrzewała kroki urwały się tuż przed jej celą. Usłyszała złośliwy pełen zadowolenia chichot a następnie szczęk zamka. Przełknęła ślinę mając nadzieję, że "gość" nie zauważył drżenia jej ciała. Podszedł powolnym krokiem i kopnął ją niespodziewanie w brzuch. Mimowolnie skuliła się i jęknęła. Nie spodziewała się tego.

- Nie śpij kotku. Bo Cię ominie najlepsze

Otwarła oczy i zobaczyła, że stoi nad nią przebiegając po jej ciele lubieżnym wzrokiem.

- Coś Ci rano obiecałem..

Powoli i z pewnością siebie nie odrywając od niej głodnych oczu, mężczyzna sięgnął do paska od spodni. Serce w jej piersiach zadudniło rozpoczynając szaleńczy bieg. Ogarnął ją strach. Co ona sobie myślała? Wielki, silny facet a ona chciała sobie z nim poradzić sama? Osłabiona i bez pamięci?
Mimowolnie do oczu zaczynały spływać jej łzy. Oddychała coraz szybciej obserwując jak strażnik  rozpina spodnie ze wstrętnym uśmiechem na twarzy. Już miała zamiar zacząć krzyczeć gdy nagle jak błysk flesza powróciło do niej wspomnienie. Ten wzrok. Czarne oczy patrzące na nią pożądliwie. Dokładnie ta sama sytuacja tyle że rozgrywająca się w jakimś pokoju. Młody chłopak stojący nad nią i rozpinający pasek od spodni. Wspomnienie pojawiło się i znikło lecz w niej pozostało uczucie. W tedy była bezbronna. Teraz nie jest. Musiała działać.

- Jeśli mnie tkniesz stracisz życie.

Groźba wypowiedziana zdecydowanym głosem na chwilę rozstroiła strażnika po czym wybuchnął śmiechem jakby usłyszał naprawdę dobry żart.

- Zabawna jesteś..

Pochylił się, złapał ją za skraj spodni i już zamierzał je zedrzeć gdy poderwała się i przystawiła mu do gardła ostrą jak brzytwa blachę. Blaszana miska okazała się dla niej dość miękka żeby ją rozerwać i uzyskać całkiem ostrą broń.
Wyraz zaskoczenia w jego oczach był wart ran, które powstały wewnątrz jej dłoni pociętej ostrą krawędzią. Podniósł ręce do góry a ona przyciskając ostrze do szyi utoczyła pierwsze krople krwi.

- Nie wygłupiaj się i to odłóż. I tak stąd nie wyjdziesz.

Obrót zdarzeń nie do końca dotarł do strażnika.

- Pod ścianę. -zarządziła twardym głosem.

Wstali powoli nie zmieniając dystansu między sobą. Mężczyzna posłusznie podszedł pod ścianę z wyrazem wściekłości wypisanym na twarzy. Zaczynał rozumieć co aktualnie się działo.

- Pożałujesz..

- Pieprz się.

Odwarknęła i wykonując wdzięczny obrót znokautowała mężczyznę. Będzie nieprzytomny parę ładnych godzin.
Popatrzyła na otwarte drzwi celi i po jej plecach przebiegł dreszcz podniecenia. Wolność była na wyciągnięcie ręki. Zerknęła ostatni raz na strażnika leżącego pod ścianą i skierowała się do wyjścia. Przekroczyła próg i otaksowała korytarz po swojej lewej i prawej stronie. Kilkanaście metrów w prawo i powinna się znaleźć na schodach ale co dalej? Zerknęła na pozostałe cele nad którymi wyryte były liczby. Nad jej własną widniało wyraziste 152. Cela po prawej miała numer 154 natomiast ta po lewej 153. Wiedziała że wyjście jest po prawej stronie. Stamtąd zawsze nadchodził strażnik. Jednak coś ciągnęło ją w lewo. Wgłąb więzienia. Co to było? Nie wiedziała. Czuła tylko, że musi tam iść. Że nie może wyjść zanim czegoś jeszcze nie zrobi. To było to coś co ciągle jej umykało. Pobiegła zatem najciszej jak mogła wgłąb korytarza zerkając przelotnie na numery. 145.. 120.. 96.. 57..
Zza niektórych krat widać było innych więźniów leżących bezwładnie w swoich celach. Chciałaby ich wszystkich oswobodzić jednak wiedziała że nie może. To wzbudziłoby alarm. Dlaczego zatem biegła wgłąb korytarza? Nagle mignął jej przed oczami numer 16 i nie wiedzieć dlaczego stanęła jak wryta. 16? Cela 16? Coś jej to mówiło.

-"Jej towarzysz też sprawia nam problemy. Może powinniśmy zadziałać na odwrót? Ją wziąć do celi 16 a jego do 152? Wiadomo, że ona byłaby bardziej podatna na działania prowadzone w tej celi..."

Ponowny przebłysk w jej głowie sprawił, że podeszła do krat. Towarzysz.. Nie mogła sobie przypomnieć nikogo kto jej towarzyszył a postać leżąca pod kamienną ścianą absolutnie nic jej nie przypominała. Szare włosy zabarwione czerwoną posoką, czarny dopasowany strój? Podjęła decyzję nim o tym pomyślała. Kopnęła w zamek sprawiając, że kraty stanęły przed nią otworem. Odgłos pękającej stali bynajmniej nie obudził śpiącego mężczyzny, podeszła zatem do niego i kucnęła ostrożnie dotykając jego ramienia. Spał tak mocno? Przez jej kark przeszedł dreszcz. A jeśli nie żyje?
Wstrzymała oddech i delikatnie odwróciła mężczyznę na plecy. Krzyknęła i momentalnie chwyciła się za usta. W oczach wezbrały się jej łzy. Nawet jeśli znała tego mężczyznę to w obecnym stanie na pewno by go nie poznała. Sino bordowa twarz nie przypominała jej nikogo kogo by znała. Obfite krwiaki, złamany nos i głębokie rany oszpecały mężczyznę. Popuchnięte oczy i wargi świadczyły o tym, że nie postępowano z nim zbyt delikatnie. Pochyliła się ostrożnie i wstrzymała oddech nasłuchując. Delikatny powiew owionął jej ucho uświadczając, że mimo swojego stanu mężczyzna żyje. Odetchnęła z ulgą i delikatnie potrząsnęła więźniem. Usłyszała ciche pełne bólu jęknięcie wydobywające się spomiędzy krwawiących warg.

"-A weźcie ją jak chcecie. Im szybciej się jej pozbędę tym lepiej. Jest jak kula u nogi. Byłem w trakcie pozbywania się jej osobiście gdy przerwały mi to jakieś bezczelne niekulturalne chuje."

Kolejny przebłysk pamięci mignął jej w głowie. Ten człowiek chciał się jej pozbyć? Wiedziała, że na pewno wypowiedział te słowa. Może to on ją tu wpakował? Może chciał żeby ją złapano? Co jeśli uwolni go tylko po to żeby dokończył to czego nie zrobił? O nie.. Walczyła o wolność. Nie mogła sobie pozwolić na błędy. W mgnieniu oka wstała pozostawiając mężczyznę samemu sobie. Bez podparcia osunął się po ścianie, przy której siedział i runął na ziemię nie mając siły by się utrzymać w pionie ani zamortyzować upadku. Kolejne westchnienie bólu dobiegło do jej uszu sprawiając, że zachwiała się robiąc kolejny krok. Biła się z myślami. Niepotrzebnie tu po niego przyszła. Cokolwiek zrobił, pewnie zasłużył sobie na taki los. Stała już w drzwiach gdy odwróciła się jeszcze przez ramię i zastygła. Drżąca dłoń unosiła się za nią. Zapewne nie widział jej przez zapuchnięte oczy lecz wyczuł kim jest. Połamane palce z powyrywanymi paznokciami drżały utrzymywane w powietrzu nieludzko długo. Nie mogła.. Nie mogła tak zostawić tego człowieka. Może i chciał się jej pozbyć lecz teraz walczył o życie. Walczył o wolność podobnie jak ona. Poza tym.. Czuła w sercu, że nie zrobiłby jej krzywdy. Czuła, że ten ktoś jest ważny. Dla niej. Podbiegła do niego i pomogła mu się podnieść. Nie ustałby na nogach więc uwiesiła sobie jego ramie na swoich barkach i spróbowała zrobić krok. Nie był w stanie iść.

- Cholera.. co robić.. - warknęła sama do siebie przyglądając się pół-przytomnemu mężczyźnie.

Miała tylko jedno wyjście. Nie będzie łatwo. Wzięła go na barana i wybiegła z sali. Ruszyła w stronę swojej obecnej celi i prawdopodobnego wyjścia gdy usłyszała cichy szept przy uchu

-Zawróć..

Stanęła jak wryta spoglądając na swojego towarzysza.

- Torby.. Trzymają je.. przy końcu korytarza.. Magazyn.. Musimy.. odzyskać..

Widać było że wiele go kosztuje wypowiedzenie tych kilku słów. Stała przez chwilę skołowana nie wiedząc co robić. Nie mogli zostać tu ani minuty dłużej. Jednak..  Uderzyła ją myśl, że skoro pamiętał gdzie trzymają ich rzeczy, to może pamiętał wszystko. On nie miał amnezji. Skoro wysilił się na tyle, żeby jej to powiedzieć, to musiało być ważne. Zawróciła więc i przemknęła wgłąb korytarza.

- Uważaj.. tu.. czasem siedzą.

Kiwnęła głową i rozglądnęła się pilnie. Korytarz zakręcał w lewo skąd dochodziło światło. Podchodząc bliżej usłyszała śmiechy dobiegające zza zakrętu. Zsunęła mężczyznę z pleców i podeszła na palcach do krawędzi ściany. Wychyliła się wstrzymując oddech i zobaczyła, że w sali na końcu jest otwarty pokój skąd dobiegało światło. W świetle drzwi zobaczyła jedynie jednego mężczyznę siedzącego bokiem do wyjścia i prawdopodobnie prowadzącego karcianą rozgrywkę z pozostałymi strażnikami. Dalej korytarz ponownie skręcał w prawo. Naprzeciw niej wielkie drewniane drzwi opisane były dużymi literami "MAGAZYN". Mógł zobaczyć ją kątem oka, jednak nie miała wyboru. Powoli postawiła pierwszy  krok modląc się, żeby strażnik nie odwrócił głowy. Nie spuszczając wzroku z mężczyzny postawiła kolejny i kolejny krok będąc coraz bliżej drzwi. W końcu do nich dotarła i pociągnęła za klamkę. Dziękowała wszystkim bóstwom jakie mogła znać, że drzwi ustąpiły bez problemu. Wślizgnęła się za nie rozglądając się po niewielkim magazynie. Było tam parę plecaków. Które do cholery są ich? Szybko przetrząsnęła parę toreb w nadziei, że coś jej się przypomni. W jednym z ostatnich znalazła paczkę papierosów. Coś zabłysło jej w głowie. Oczami wyobraźni zobaczyła dym papierosowy wydychany z zabandażowanych ust. Jak dotąd intuicja jej nie zawiodła. Wzięła plecak na bok i w następnym znalazła narzędzia chirurgiczne. Tym razem kolejny przebłysk pamięci niosący bardzo przyjemne doświadczenia. Zobaczyła jak zakłada rękawiczki i z pietyzmem rozkłada narzędzia. Tak. To była jej torba. Zarzuciła je sobie na plecy i ostrożnie wychyliła się zza drzwi. Krzesło było puste. Wstał, żeby zrobić obchód? Miała nadzieję że nie. Podbiegła do mężczyzny pozostawionego przy ścianie i położyła koło niego torby. Zarzuciła go sobie na plecy i spojrzała na zdobyte plecaki. Jak ma się do cholery z tym wszystkim zabrać?

- Chwyć się najmocniej jak możesz. Pobiegniemy.

Zakomenderowała do swojego towarzysza a ten w odpowiedzi zaplótł ręce i ścisnął ją mocniej nogami. W dwie wolne ręce złapała torby i ruszyła przed siebie. Było jej cholernie ciężko a pobyt w celi 152 zdecydowanie ją osłabił jednak wiedziała, że nie ma wyboru. Życie ich dwóch zależało od tego czy da radę. Przebiegła całą długość korytarza nie oglądając się za siebie patrząc jedynie przed siebie. Tylko raz oderwała wzrok od swojego celu, żeby zerknąć na salę 152. Strażnik wciąż leżał nieprzytomny. Jeszcze kilkanaście metrów i dojdą do schodów. Stanęła przy krawędzi ściany dysząc ciężko i zerkając, czy droga jest wolna. Jak narazie była. Ruszyła więc pędem po schodach przeskakując po dwa stopnie. Czuła, że adrenalina napędza ją do wykonywania nieludzkiego wysiłku. Instynktownie wiedziała, że kwestią czasu jest wszczęcie alarmu.
Pokonała schody i stanęła na środku kolejnego korytarza. Nie mogła się zatrzymywać, bo czuła, że jak postoi chwilę dłużej to nie będzie w stanie biec dalej. Zobaczyła po swojej prawej kolejne schody,  tym razem skąpane w słońcu. Pobiegła nimi mając nadzieję, że prowadzą do wyjścia. Pokonawszy je z ulgą zobaczyła na końcu kolejnego korytarza drzwi, które musiały prowadzić na zewnątrz. Pobiegła do nich nie przejmując się już konspiracją. Czuła, że i tak nie da rady się przemknąć niezauważona, a im dłużej będzie się skradać tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś ją zobaczy. Ruszyła z impetem przebiegając korytarz, nie zwracając uwagi na głowy wystawiane z poszczególnych pokoi. Liczyła na to, że szok wywołany ich pojawieniem, da im szansę na ucieczkę. Kopniakiem otworzyła drzwi i wybiegła na dziedziniec wciąż niepowstrzymana.  W jej żyłach pulsowała adrenalina a ona miała wrażenie, że jest nic nie może jej zatrzymać. W kocu do jej uszu dobiegł głośny sygnał alarmowy. W końcu jej oprawcy zrozumieli co się dzieje. Minęła strażników stojących przy bramie, którzy biegali rozkojarzeni wypatrując zagrożenia. Dopiero gdy ich minęła zrozumieli co się dzieje i ruszyli za nią. Słyszała krzyki i przekleństwa lecz ona biegła dalej patrząc wyłącznie przed siebie. Mknęła uliczkami miasta mając nadzieję, że zgubi swoich porywaczy, jednak była tak charakterystyczna, że nie sposób było jej się ukryć. Czuła już niemal oddechy na karku i zaczynała ogarniać ją panika. Wiedziała, że z każdym krokiem słabnie. Jeszcze chwila i ją dopadną. Nie miała gdzie uciec. Nie miała gdzie się schować. Była osłabiona, obłożona nieludzkim ciężarem w obcym miejscu i nie zdolna do jakiejkolwiek walki. Sprawa wyglądała na przegraną. Jeszcze chwila i ich złapią a w tedy wiedziała że będzie to ich koniec. Jej i zmaltretowanego mężczyzny uwieszonego na jej plecach. Jedyne co w ten krytycznej sytuacji przychodziło jej do głowy to to, że nie może przegrać tej walki. Walki o wolność.



Ta determinacja ! 😍😗




wtorek, 30 października 2018

One shot - OK

One shot króciótki i w niekonwencjonalnej formie ale stasznie mnie zainspirował jeden z moich ulubionych artów, który wrzucam poniżej ;) "Podwójny" już niedługo podobnie jak shot konkursowy ;) "OK" macie na przystawkę ;D 

Napiszcie czy podoba wam się forma takich "liścików?"



1.X.18


Szanowny Panie Hatake,

Zapraszam po odbiór wyników.

Z poważaniem
Doktor Sakura Haruno




2.X.18


Szanowna Pani Haruno,

Dziękuję za informację. Zjawię się niedługo.

P.s. Czemu tak oficjalnie? 

Z poważaniem
Hatake Kakashi




3.X.18


Szanowny Kakashi-sensei

Powiadomienia o odbiorze wyników wysyłam automatycznie. 

Pozdrawiam
Sakura Haruno




6.X.18


Szanowna Pani Doktor

Rozumiem, że powróciliśmy do oficjalnych stosunków. Zaskakujące biorąc pod uwagę ostatnią wizytę.

Kakashi Hatake



10.X.18


Kakashi..

Nie możemy.. Ani Ty ani ja. Jestem Twoim lekarzem a Ty moim pacjentem. Nic poza tym.

Pozdrawiam
SH



11.X.18


Różowa.

Jeszcze nie tak dawno ja byłem Twoim nauczycielem a Ty moją uczennicą. Mam to gdzieś i jak zauważyłem, w pewnych sytuacjach Tobie także jest to obojętne. W zasadzie.. jest Ci w tedy wszystko jedno bylebym tylko nie przestawał... I nie zamierzam. 

KH




14.X.18


Szary

Grasz nie fair.. Wiesz, że mam słabą silną wolę w tym przypadku. Ale.. Oni nie mogą się dowiedzieć. Musimy z tym skończyć. To się nie może powtórzyć. Mówię poważnie. 

SH




15.X.18


Różowa

Mówisz tak za każdym razem. 
20.10 tam gdzie zwykle?

KH




19.X.18


Ok.

SH







niedziela, 21 października 2018

Rozdział XVIII - Stracona pozycja

Zbliżamy się do końca.. wątku więzienia! Pewnie tak jak mi Wam też brakuje wątku KakaSaku? 

Wyniki konkursu ogłoszę.. pisząc one shota! Mam już wybrany motyw więc czekajcie w niepewności 😈



Kolejny dzień z rzędu obudził ją ból głowy. Nie wiedziała, od kiedy przebywa w tym miejscu. Rozglądając się po pomieszczeniu przez chwilę przeżyła szok nie wiedząc gdzie się znajduje i dlaczego. Po chwili mgliste wspomnienia wracały i kojarzyła, że jest gdzieś zamknięta. Jej umysł zdawał się być rozmyty tak, że czuła się kompletnie bezradna. Usłyszała kroki toczące się po korytarzu i już po chwili zobaczyła zamaskowanego strażnika podającego jej przez kraty posiłek, na który składała się jakaś brązowa ohydnie wyglądająca breja i szklanka wody.

- Masz zjeść i wypić wszystko.

Głos strażnika był nieugięty.

- Inaczej wejdę tam i nie będzie miło.

Już miał odchodzić gdy dziewczyna zawołała niesiona impulsem:

- Gdzie jestem? Co się dzieje?

Mężczyzna zatrzymał się w pół kroku i zerknął na nią intensywnym wzrokiem.

- Codziennie te same pytania.

Rozglądnął się niepewnie po korytarzu i podszedł do kraty jej celi.

- Podejdź. Nie mogę mówić głośno.

Posłusznie podeszła do wejścia przybliżając się na tyle, żeby usłyszeć szept. Dzieliło ich tylko kilkanaście centymetrów i stalowe kraty.

- Bliżej..

Niemal przytuliła się do zimnych prętów. Może w końcu dowie się czegoś co pozwoli jej ustalić w jakiej jest sytuacji? Nie spodziewała się jednak, że strażnik złapie ją nagle w niedźwiedzim uścisku. Próbowała się wyrwać ale była tak straszliwie słaba.

- Śliczna jesteś...

Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele dotykając piersi i zjeżdżając po brzuchu w dół.

- I tak stąd nie wyjdziesz wiesz? Tak jak ten Twój zasrany obrońca z celi 16. Jego wolę łamiemy siłą, Twoją złamiemy sposobem. Jesteś cholernie oporna na nasze miksturki ale już niedługo..

Poczuła gorący oddech na szyi i brutalne ugryzienie w ucho.

- Zerżnąłbym Cię.. Ale niestety nie możemy się z Tobą zabawiać. Krzyczałabyś o więcej... KURRRWA MAĆ!

Wymierzyła solidnego kopniaka w tył w nadziei że trafi między kraty. I trafiła. Ręce puściły ją a gdy odsunęła się od krat i zerknęła na strażnika ten zwijał się dysząc ciężko i trzymając się za krocze.

-Ty... mała.. kurwo... - wystękał próbując złapać oddech

Dziewczyna przezornie cofnęła się wgłąb celi modląc się, żeby strażnik nie posiadał klucza do zamka. Spojrzał na nią wściekle i splunął w jej stronę.

- Poczekaj... Zjawię się.. jak będziesz leżeć skopcona.. Walą mnie rozkazy. Wypieprzę Cię tak że pożałujesz!

Wyprostował się niezdarnie i odszedł wgłąb korytarza. Różowowłosa stała jeszcze przez chwilę niepewna czy na pewno chce próbować posiłku przygotowanego przez strażnika. Podeszła i zabrawszy miskę z podłogi powąchała ostrożnie brązową breję. Ryż? Kasza? Nie była pewna. Nim się zorientowała pochłonęła połowę porcji. Sama nie wiedziała dlaczego rzuciła się na jedzenie jednak już po chwili zarówno miska jak i szklanka były puste. Spojrzała niepewnie na naczynia i odeszła w kąt celi gdzie miała swoje posłanie ze słomy. Usiadła i zaczęła intensywnie myśleć.

Sytuacja w której się znalazła była co najmniej dziwna. Niepokojąca. Zamknęła oczy i postarała się ogarnąć swoje położenie. Była w jakiejś celi. Była czyimś więźniem. Od kiedy tu była? Nie wiedziała. Czego od niej chcieli? Tego też nie wiedziała. Czy ona cokolwiek wiedziała? Jak się nazywa.. Kim jest.. Cholera!

Zamachnęła się pięścią i trafiła w ścianę obok niej. Jakież było jej zdziwienie gdy kamień z którego zrobiono ścianę ukruszył się. Była aż tak silna? Jakiś głos w jej głowie coraz donośniej domagał się skupienia. Usiadła po turecku i spróbowała zebrać myśli.
Była w celi. Była więźniem. Była w kamiennej celi. Była czyimś więźniem.. Powtarzała to sobie w kółko jak mantrę w nadziei, że coś wpadnie jej do głowy. Nagle doznała przebłysku. Przypomniała się jej rozmowa ze strażnikiem.

"- Codziennie te same pytania." - czy nie tak powiedział? Dlaczego zadawała codziennie te same pytania?

Wstała i zaczęła przechadzać się po celi zataczając krąg. Codziennie zadawała te same pytania.. Te same pytania.. Cholera! Pytała się codziennie o to samo dlatego że nie pamiętała że już o to pytała! Dlaczego nie pamiętała? Czy w ogóle pamiętała dzień poprzedni? Choćby jak wytężała umysł, nie mogła przypomnieć sobie co robiła wczoraj. Jedyne co pojawiło się przed jej oczami to postać mężczyzny w czerni z czerwonymi oczami. Był u niej wczoraj? A może przedwczoraj? A może tydzień temu? Im więcej pytań zadawała tym bardziej denerwowały ją odpowiedzi, których nie znała.

Nie wiedziała ile czasu spędziła nad rozmyślaniami ale odgłosy kroków stawianych na korytarzu wzbudziły jej niepokój. Rozglądnęła się po sali i podjęła decyzję, którą podpowiedział jej instynkt. Położyła się na swoim posłaniu i udawała, że śpi. Gdy odgłos kroków ucichł tuż przed jej celą nie miała wątpliwości, że nieznajomi goście przyszli właśnie do niej.

- Kurwa mać.. Znów za duża dawka.. Nic z niej nie będzie jak ją tak odurzacie!

Głęboki męski głos wyraźnie wzburzonego mężczyzny całkowicie nic jej nie mówił, za to głos osoby odpowiadającej uruchomił dziwny alarm w jej głowie.

- Spokojnie Mahito-sama. Pracuję nad nią. Jest oporna na działanie naszych mikstur prawdopodobnie przez zdolności medyczne. Jej organizm reaguje obronnie na nasze specyfiki. Jednak ta dawka była ostatnia. Następny będzie specyfik, który zapewnia całkowitą uległość nie powodując przy tym efektu otępienia. Już niedługo.

- Mam nadzieję! Nie zamierzam czekać w nieskończoność!

Słychać było ciężkie westchnienie mężczyzny nazwanego Mahito. Jego głos złagodniał.

- Jej towarzysz też sprawia nam problemy. Może powinniśmy zadziałać na odwrót? Ją wziąć do celi 16 a jego do 152? Wiadomo, że ona byłaby bardziej podatna na działania prowadzone w tej celi. On pewnie nie oparłby się naszym specyfikom..

- Przeprowadzimy dziś ostatnią próbę a potem wymienimy ich miejscami. Ale niech mi Pan da jeszcze jeden dzień. Potem wdrożymy Pański pomysł.

Chwila ciszy zawisła w powietrzu podczas gdy starszy mężczyzna najwyraźniej podejmował decyzję. Z kolei w głowie dziewczyny kotłowały się myśli. Skądś znała ten głos.

Masz jeden dzień. Potem zamiana. Do końca tygodnia chcę znać cel ich misji i efekty. Inaczej zapłacisz za to osobiście.

- Oczywiście Mahito-sama. Dam z siebie wszystko.

No jasne! To on odwiedzał ją co noc w celi! Tajemniczy czarnowłosy mężczyzna!

- Nie masz wyjścia. Inaczej nie uzyskasz tego po co tu przyszedłeś i pożałujesz, że w ogóle się tu pojawiłeś.

Dwaj odwiedzający skierowali się w głąb korytarza w milczeniu a różowowłosa dziewczyna usiadła prosto w pełni skupiona.

A zatem miała jeden dzień. Jeden dzień by coś zrobić. Biorąc pod uwagę fakt, że miała pod ręką jedynie metalową miskę po jedzeniu, szklankę, trochę słomy i stare wiadro a także cholernie mało czasu i olbrzymią dziurę w pamięci jej pozycja była raczej stracona.




Kartoteka AsiorekKP

Moje zdjęcie
Jestem autorką opowiadań, która uwielbia zagłębiać się w niuanse uczuć i skomplikowane emocje, które pisze życie. I porwałam się z motyką na księżyc próbując opisać zawiłe relacje, mogące powstać pomiędzy tą dwójką bohaterów.