Podglądacze

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One shot. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2019

Oneshot - Żywa

Kochani... Szalenie dziękuję Wam za tyle słów wsparcia. Naprawdę to wspaniałe, że pomimo tego że jestem tylko marną autorką bloga o tematyce anime i czyta mnie kilka osób na krzyż to te właśnie osoby okazały mi naprawdę świetne wsparcie ;) Zbieram się powoli i muszę Wam powiedzieć że chyba znów zaczynam żyć  ;) Dlaczego? Odpowiedź w miniaturce ;)


Ta zima była inna niż wszystkie. Nie było ani grama śniegu a ktokolwiek na niego liczył otrzymywał od niebios co najwyżej strugi zimnego deszczu. I tak też było tej nocy. Wracali z klubu gdzie trochę wypili. Ona i on. Szarowłosy przystojny mężczyzna i różowowłosa młodziutka kobieta. Wciąż jeszcze śmiali się z widoku pijanych mikołajów wypijających w klubie kolejną flaszkę sake, kupioną za ciężko zarobione na świątecznych eventach pieniądze.

Nigdy nie sądziła, że kończąc relację z Sasuke kiedykolwiek jeszcze będzie chciała się angażować. Nie zamierzała nawet szukać. Ale życie pisze własne scenariusze i podsunęło jej kogoś samo nie pytając o zgodę. Przyglądała mu się uważnie cały wieczór widząc wzrok którym ją obdarzał. Tak inny od tego co znała. Skrywający iskry pożądania czekające na to by je rozniecić. Czuła mimowolnie, że przyciąga ją do niego siła o którą by się nie podejrzewała. Czy tak było od początku czy to tylko whisky z colą, którą tak namiętnie dziś pili?

To nie było ich pierwsze spotkanie. Jednak pierwsze w trakcie którego naprawdę poczuła coś czego nie czuła już dawno. Nadzieję. Pożądanie. Zauroczenie. Szczęście tak proste i bezproblemowe, że miała ochotę się roześmiać.

Chciał jej. Widziała to w jego oczach. Przez cały wieczór taksował ją wzrokiem dając do zrozumienia, że podoba mu się to co widzi. Obawiała się, że i ona nie była mu dłużna.

I szli tak w strugach grudniowego deszczu w bliżej nieokreślonym kierunku dopóki nie zarzucił w cholerę powściągliwości, zastąpił jej drogę i pocałował tak, że zapomniała.

Zapomniała, że nie powinna. Że miesiąc temu opłakiwała swój związek. Zapomniała jak się nazywa i jak nazywa się on. Zapomniała wszystkich "ale" i wszystkich "nie powinnaś". Bo ten pocałunek ożywił jej martwe serce i sprawił, że pogalopowało jak szalone ucząc się na nowo bić.

W środku martwej nocy otulającej martwe miasto i w strugach deszczu poczuła się bardziej żywa niż przez ostatnie kilka lat.

czwartek, 28 listopada 2019

Oneshot - SasuSaku - Zimny trup

Trochę osobisty. Trochę oczyszczający. Trochę... mój

I znowu jazda po Uchihah ale.. przeczytajcie a zrozumiecie.



- Ej.. Zamieszkajmy razem.

Czarne spokojne oczy nie oderwały się ani na moment od ekranu telefonu.

- Już o to pytałaś.

Temperatura lodu. Tak jakby przed chwilą nie kochali się namiętnie a ona wciąż czując tamte uniesienia pozwoliła sobie puścić wodzę fantazji.

- Wiem tylko tak sobie myślę, że może zmieniłeś zdanie?

Zagadnęła wesoło bawiąc się kosmykiem jego włosów. Poruszył głową tak, żeby kosmyk opadł z powrotem na swoje miejsce. Nie dotykany.

- Czemu miałbym?

Różowowłosa uniosła się na łokciu tak, żeby móc studiować uważnie twarz ukochanego. Może dostrzeże choć cień wahania? Może w końcu dobierze argument, który trafi do jej chłopaka? Mieli już swoje lata i czuła, ze powinni iść dalej. Hinata już dawno była żoną Naruto, lada dzień miał się odbyć ślub Ino i Saia a oni.. Oni wciąż.. ze sobą chodzili? Zaczynała łapać się na tym, że wstydzi się już go nazwać chłopakiem. Teraz to już bardziej partner a to z kolei było takie.. Nieokreślone.

Może nawet by jej to nie przeszkadzało gdyby nie fakt, że nie poruszyli się ani o milimetr od 8 lat. Może byłoby inaczej gdyby mieszkali razem przynajmniej udając, że się rozwijają. Myślała, że jeśli ona przeprowadzi się do centrum Konohy wyprowadzając się od rodziny to on dostrzeże, że powinien zrobić to samo? Przeliczyła się jednak. W siedzibie klanu Uchiha było mu bardzo wygodnie.

-No nie wiem.. Może czas spróbować czegoś innego niż to?

Omiotła dłonią jego pokój, który nosił jeszcze ślady młodzieńczości - stare biurko, zdezelowaną tarczę na shurikeny oraz zbiór zdjęć z dzieciństwa. I tak cud, że udało jej się przeforsować zakup podwójnego łóżka - inaczej wciąż zostając u niego na noc robiliby to na jego pojedynczym posłaniu.

- Mi tak jest dobrze. Nie lubię miasta.

Zamilkła. Jak zawsze. Podczas gdy ona starała się dobierać słowa on walił prosto z mostu. Och jak ona się powstrzymywała! Zdawała sobie sprawę ze swojego charakterku i dlatego zawsze próbowała załatwić wszystko polubownie. Szkoda, że przeważnie tylko ona.

- Sasuke.. Chociaż byś spróbował..

Po jej ciele przeszły ciarki gdy skierował na nią swój wzrok. Wiedziała, że go zdenerwowała.

- Powiedziałem nie Sakura!

Zamilkła. Ponownie. Nie wiedziała, czy bardziej boli ją odmowa czy sposób w jaki to zrobił.
Od jakiegoś czasu wszystko się psuło. Dawał jej coraz mnie miłości. Coraz mniej ciepłych uczuć płynęło od niego podczas gdy paradoksalnie ona czuła je coraz mocniej. I może przez to zaczęła zauważać, że on nie patrzy na nią już tak jak kiedyś. Właściwie to nawet rzadko kiedy na nią patrzył.

Odwróciła się i również odpaliła telefon tłumiąc łzy. Trudno. Kolejny raz wyzbiera się, wróci do swojego mieszkania w centrum Konohy i upije się tak, żeby na chwilę przestać o tym wszystkim myśleć.

Bo on był jej pierwszym. Z nim chciała być. Ale od jakiegoś czasu odnosiła wrażenie, że on nie chce być z nią. Że jest z nią z przyzwyczajenia i wygody a to chyba bolało najbardziej. Kiedyś... Kiedyś czuła, że znalazła bratnią duszę. Gdy już się zeszli była najszczęśliwszą osobą na świecie choć miała jedynie 17 lat. Była w stanie walczyć o nich pomimo tego, że jej rodzina tego nie akceptowała. Dopóki była z nim mogła wszystko.

Liceum, studia, pierwsza praca... Wszystko to przeszli razem. Nie wyobrażała sobie tego wszystkiego bez jego wsparcia. Zawsze uważała się za silną kobietę i teraz nie umiała zrozumieć dlaczego pozwala sobie na takie traktowanie. Już dawno powinna odejść. Wszystko jest proste gdy nie słucha się serca.

- I co znowu się obrazisz?

Prychnęła czując, że cała radość jaką czuła jeszcze kilka chwil temu ulotniła się na dobre.

- Nie. Mam dość deja-vu.

Przęłknęła łzy. Nie będzie kolejny raz robić scen. On jednak doskonale ją znał i wiedział co chodzi jej po głowie.

- Jasne. Przecież to moja wina. Ja się nie staram. Ja przecież w ogóle nic nie robię.

Ironia w jego słowach rozsierdziła ją. Tak właśnie do cholery było!

- Nie no przecież skąd.

Próbowała gryźć się w język jednak na niewiele się to zdało. Usłyszała ciężkie westchnięcie i szelest kołdry. Gorące ramię owinęło się wokół jej talii.

- Po prostu mam ostatnio słaby humor. Zrozum.

Rozumiała. Za każdym razem do cholery wybaczała. I wracali do tej pieprzonej karuzeli, która wznosiła się i opadała z regularnością godną podziwu. Jakoś zawsze ich kryzysy miały związek z jego "brakiem humoru". Jednak dziś fala goryczy się przelała i dotarło do niej w końcu dobitnie czego tak naprawdę było im brak. Wiedziała co musi zrobić choć bolało jak cholera.

 Wyślizgnęła się po raz ostatni z ciepłego ramienia czując jak niewidzialne nici, które zawsze ich łączyły w końcu urywają się ze starości i zużycia. Usiadła ubierając się powoli i spojrzała na niego po raz ostatni. Była warta czegoś więcej.

I zrozumiała, że tak naprawdę reanimowała trupa, który już dawno był zimny.






poniedziałek, 5 sierpnia 2019

One shot konkursowy - ItaSaku - Dla większego dobra

Kochani oddaję w Wasze łapki one shota, który jest dla mnie całkowitą nowością. Nigdy nie pisałam paringu ItaSaku - choć lubię to połączenie^^  Mam nadzieję, że udało mi się oddać realność Itachiego a jednocześnie wyciągnąć z niego coś wartościowego co byłoby podstawą do zaistnienia ItaSaku ;) Jednocześnie ostrzegam, że ten one shot jest dość trudny i może się okazać, że dopiero za drugim razem stanie się całkowicie jasny ;D Miłego czytanka!

P.s. Wybaczcie, ze najpierw ten shocik konkursowy ale KakaHana sprawia mi małe problemy ^^ Ale już niedługo go dodam i od razu wpadnie też rozdział "Podwójnego" ;)

Komy mile widziane!


Gdy pierwszy raz go zobaczyła wiedziała, że to ktoś potężny. Samo patrzenie na niego napawało ją przerażeniem, a jej ciało drżało czując potężną moc płynącą od postaci w czarnym płaszczu ozdobionym krwistymi chmurami. Równie krwistymi co oczy spoglądające srogo znad kołnierzyka wprost na nią.

Wyglądał tak znajomo a jednocześnie tak obco. Jakby już kiedyś go widziała a jednocześnie nie widziała go nigdy.

Instynktownie zakryła pozostałych własnym ciałem, choć tak naprawdę nie miała z nim najmniejszych szans.

Wszyscy razem nie mieli.

Wiedziała, że nie powinna patrzeć mu w oczy ale działały tak hipnotyzująco... Przyciągały... Jak oczy węża, który szykuje się do ataku.

Wiedziała, że przegrała w momencie gdy zrobiło się ciemno. Genjutsu...

Już po nich.

***

Otwarła oczy i zobaczyła bezkresne błękitne niebo. Miała wrażenie jakby ktoś po prostu włączył jej mózg. Nie pamiętała by działanie jakiegokolwiek leku tak szybko ustępowało. Usiadła i rozejrzała się wokół jednak nie rozpoznała miejsca w którym się znajdowała. Była w środku jakiegoś lasu.

I w tedy go dostrzegła

Siedział na gałęzi drzewa rosnącego nieopodal. Wyglądał jak pantera przyczajona w koronach drzew. Obserwująca ofiarę... Czuła, że drętwieje pod tym spojrzeniem. Opierał rękę o zgięte kolano, niemal luzacko.

Gdyby nie ten wzrok.

Tym razem jego spojrzenie nie było już tak przerażające. Nie palące czerwienią lecz przytłaczające czernią. Patrzył na nią uważnie.

- Dasz radę iść?

Czy ona się przesłyszała? Jego usta niemal się nie poruszały. A jednak w tym lesie była tylko ona i on. Czemu o to pytał zamiast z miejsca pozbawić ją życia?

Był przecież Akatsuki.

A jednak przekrzywił głowę widocznie oczekując odpowiedzi. Powoli skinęła głową nie spuszczając go z oczu, jednak nic się nie stało. Nie zaatakował. Przyglądał się jej jeszcze chwilę po czym przymknął oczy i wstał. I gdy już myślała, że ją zaatakuje on odwrócił się plecami chcąc odejść. Nie wiedziała czemu ale nagle poczuła, że chce go zatrzymać.

- Zaczekaj!

Sama się zdziwiła słysząc swój głos. Czy ona zwariowała? On chyba też zdziwił się jej prośbą bo odwrócił się do niej bokiem. Obserwując.

Ten wzrok... Taki znajomy a jednak obcy. Niesamowicie intensywny. Ukrywający coś wielkiego. Nie mogła jednak dostrzec co dokładnie.

- Puszczasz mnie wolno?

Było to dziecinne pytanie ale sama nie dowierzała temu co właśnie się działo. Czy on darowywał jej życie? Nie ma się co oszukiwać. Nie dałaby mu rady. Mógłby ją zabić w mgnieniu oka a jednak odwracał się do niej tyłem i chciał odejść. To było nielogiczne.

- Nie jestem mordercą.

- Och. Naprawdę?.

Nie wiedziała dlaczego ale ogarnęła ją złość i chęć wywołania jakiejkolwiek reakcji w tym zimnym mężczyźnie.

Sama zdziwiła się ilością jadu jaką włożyła w te słowa. Ale to on przecież wymordował całą swoją rodzinę! A teraz mówi coś tak niedorzecznego! To przez niego Sasuke został na świecie sam!

Nie zdążyła nawet mrugnąć a już stał naprzeciw niej. Bezszelestnie. Wpatrywał się w nią swoimi czarnymi jak noc oczami. Widziała w nich złość.

- Nic o mnie nie wiesz.

- Wiem bardzo dużo!

Górował nad nią stojąc niewzruszenie jak skała. Jego włosy tańczyły na wietrze jednak reszta ciała niemal skamieniała. Wydawał się wręcz niezniszczalny. Tym bardziej dziwiła się sobie, że tak sobie pozwala. Gdy zobaczyła go wcześniej gotowego do walki, z czerwonymi płonącymi oczami bała się jak nigdy. Teraz ośmielona jego stoicyzmem chciała wywołać w nim jakąś żywą reakcję. Jedyne co było w nim teraz dynamiczne to oczy. Świecące gniewem - jednak wciąż czarne.

- Nic o mnie nie wiesz.

Znów powtórzył jakby poprzedniego zdania nie zrozumiała.

- Gdybym chciał już byłabyś martwa. - dodał jakby to cokolwiek zmieniało.

- Zabiłeś swoją rodzinę! Wymordowałeś ich!

Odwrócił się chcąc odejść a ona próbowała w przypływie głupoty złapać go za rękę. Rozpłynął się w powietrzu by pojawić się tuż za nią.

- Nic o mnie nie wiesz.

- TO MI DO CHOLERY POWIEDZ! - poczuła jak emocje biorą nad nią górę.

- GDYBYM CHCIAŁ JUŻ BYŁABYŚ MARTWA!

Znów się powtórzył jakby była niesfornym dzieckiem, które nie rozumie co się do niego mówi.

I nagle zrozumiała. O wiele więcej.

- Ale... nie chcesz tego...

Jej głos zniżył się do szeptu. Wiedziała, że to prawda.

Wszystko to była prawda.

Nic o nim nie wiedziała ale gdyby chciał już by nie żyła. A żyła. I stała naprzeciw niego.

- Chroniłaś ich.

Jak przez mgłę przypomniała sobie ich spotkanie. Gdy stał przed nią tak jak teraz wpatrując się w nią czerwonymi oczami sharingana. Próbowała zasłonić innych własnym ciałem. Zupełnie nielogicznie jednak instynktownie.

- Przypominasz mi mnie. Kiedyś.

Nie wiedziała co na to odpowiedzieć. Przestępca rangi "S" Itachi Uchiha stoi przed nią i zamiast po prostu ją zabić najzwyczajniej w świecie tłumaczy jej czemu ją oszczędził. Niech ją ktoś obudzi z tego dziwnego snu. Chwila.. Chroniła... Gdzie reszta?!

Rozglądnęła się po lesie jakby magicznie wszyscy z jej oddziału mieli się tam pojawić.

- Gdzie...

Nim zdążyła dokończyć Uchiha wskazał jej kierunek nie spuszczając jej z oczu. Było w nim coś przyciągającego. Mówił nawet mniej niż Sasuke ale to co przekazywał między wierszami było warte więcej niż milion słów. Czy to możliwe, że wcale nie był taki jak myślała?

 Postawiła niepewnie parę kroków wciąż nie odwracając się do niego tyłem. Obserwując czy aby na pewno może odejść. Gniew w jego oczach zniknął. Znów były niewzruszone. I znów ukrywały coś większego niż obojętność. Tak cholernie przyciągały.

Gdy była już kilkanaście metrów od niego odwróciła się gotowa do biegu. Przystanęła jednak wpół kroku. Jednocześnie chciała i nie chciała odejść. Zerknęła do tyłu na stojącego niczym posąg Uchihe i kiwnęła głową niepewnie unosząc kącik ust do góry. Może to złudzenie ale i on kiwnął głową i rozpłynął się w chmarze kruków.

Stała jeszcze przez chwilę wpatrzona w odlatujące ptaki po czym ruszyła na poszukiwania przyjaciół.

Wiedziała, że tu wróci.

I wróciła.

Następnego dnia pojawiła się tam nie wiedząc do końca dlaczego. Ciągnęło ją do tego miejsca. Jakby przeżyła tam coś niewytłumaczalnego i nie mogła żyć dalej nie wyjaśniając tego.

Rozglądnęła się po polanie jednak nikogo nie zauważyła. Usiadła więc i czekała.

Przez parę dni przychodziła i i po prostu czekała... nie wiedząc do końca na co. Miała nadzieję go jeszcze zobaczyć. Może nawet uda się jej z nim porozmawiać? Przez wszystkie te dni miała nieodgadnione wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Nikogo jednak nie widziała.

- Życie Ci nie miłe.

Leżała na trawie i wstyd się przyznać ale przysypiała, gdy ze słodkiego odpoczynku wyrwał ją znajomy głos. Zerwała się by zobaczyć, że On siedzi tuż obok. Tak jak poprzednio bezszelestnie. Ubrany w płaszcz Akatsuki jakby chciał ją przestraszyć. A może po prostu się do niego przyzwyczaił? Nie wiedziała.

- Po co tu przychodzisz?

- A Ty?

Wypaliła niewiele myśląc. Jakież było jej zdziwienie gdy Uchiha zerknął na nią przelotnie nieodgadnionym wzrokiem. Jakby.. się speszył?

- Byłem ciekaw.

- Czy wrócę tak? A może czy przestanę przychodzić?

Znów zerknął na nią tym nieodgadnionym wzrokiem. Cholera czy on w ogóle umiał rozmawiać?

- I to i to.

Zaskoczył ją. Nie sądziła, że dostanie odpowiedź.

- Podobno jesteś kobietą Sasuke.

Zaczerwieniła się. Nikt nigdy tak o niej nie powiedział. I nie wiedziała dlaczego ale pierwszy raz nie chciała, żeby tak o niej myślano.

- Jesteśmy tylko przyjaciółmi z jednej drużyny. Nic więcej.

Speszona spuściła wzrok. Dlaczego o to pytał?

- To dobrze.

Zdziwiona spojrzała na Uchihę, który z kolei patrzył wciąż po prostu przed siebie.

- Nie pasuje do Ciebie

Jeśli nie była wcześniej czerwona to pewnie w tym momencie zaczerwieniła się jak piwonia. Nie wiedziała czy bardziej jest wściekła, że ktoś ośmielił się powiedzieć coś takiego czy bardziej onieśmielona, że ktoś ją stawiał w centrum uwagi. Sasuke nie pasuje DO NIEJ. Nie na odwrót.

Patrzyła niemo na starszego Uchihę oczekując jakiegoś wyjaśnienia.

- Ty myślisz o innych. On tylko o sobie.

Tego się nie spodziewała. Ale.. Miał rację.

- Tak jak Ty? - zagrała chcąc jakoś upewnić się co do tego co podejrzewała.

Spuścił wzrok i przymknął oczy. Teraz dopiero odgadła jakie uczucie kryje się w tych oczach. Potwierdziło jej przypuszczenia. Ból. Ogromny ból.

-Wcale tak nie jest... - nie wiedziała, czy bardziej chce pocieszyć jego czy utwierdzić siebie w tym przekonaniu.

Chyba zwariowała. Siedziała obok seryjnego mordercy który wyzabijał dziesiątki swoich bliskich a jedyne co czuła to żal i troskę. O niego.

- Masz rację.

Zdziwiła się słysząc te słowa. Jak to miała rację?

- Tak jak Ty.

Musiała odczekać chwilę, żeby zrozumieć o co chodzi. On uważał...

"Tak jak Ty"...

On... uważał, że on myśli o innych... a nie o sobie? Przypomniała sobie opis rzezi klanu Uchiha i zalała ją furia.

Zerwała się z trawy na której siedziała i wściekła zaczęła krążyć w te i z powrotem mierząc go lodowatym spojrzeniem.

- Ooo tak... myślałeś o innych gdy... wyrzynałeś swój klan prawda? Gdy zabijałeś niewinnych...

Zamilkła gdy podniósł wściekły wzrok. Przeraziła ją nieoczekiwana czerwień. Wszystko wokół się  rozmyło i wiedziała, że wpadła w jego genjutsu. I gdy już chciała się uwolnić i przygotować do walki zobaczyła młodszą wersję Itachiego jak rozmawia z ojcem.

***

Pokazał jej wszystko. Od początku. Do samego końca.

Dopiero w tedy pojęła. W pełni. Zrozumiała. Wszystko.

Gdy uwolnił ją ze swojego genjutsu jej twarz była mokra od łez. Z wnętrza jej dłoni ciekła krew, którą utoczyła raniąc się przez zaciśnięte pięści. To było... to było potworne. Niewyobrażalne.

- Ja również myślę o innych.

Mówił to niemal beznamiętnie. Gdyby nie ta nutka rozpaczy, którą dosłyszała pomiędzy słowami. Tak wielki ciężar...

Podeszła do niego powoli, uklękła naprzeciwko i ich spojrzenia się skrzyżowały. Jej zielone zapłakane oczy i jego już czarne tak podobne do oczu Sasuke. Jednak tym razem nie były beznamiętne jak zawsze. Skrzyły się skrywając ból popełnionych czynów. Dla większego dobra.

Nie wiedziała dlaczego ale widok tych zrozpaczonych, po raz pierwszy odsłoniętych oczu wyzwolił w niej niesamowite pokłady czułości. Nim zdążyła się zastanowić chwyciła jego twarz w dłonie i pocałowała go. Odsunął się od niej chwytając za ręce i patrząc w oczy z niemym pytaniem.

- Pozwól mi..

Nie wiedziała dokładnie o co prosi... Może była wciąż wstrząśnięta wizją, którą jej pokazał? A może nagle wszystko co o nim wiedziała poukładało się w końcu w logiczną całość?

Chciała po prostu ukoić ten ból.

I on jej na to pozwolił.

Przyciągnął do siebie i pocałował z takim pragnieniem o jakie by go nie posądzała. Całował gwałtownie i desperacko jakby chciał ukoić szalejące w swoim wnętrzu demony. A ona pierwszy raz w życiu poczuła się naprawdę we właściwym miejscu i właściwym czasie.

Czuła się chciana. Pożądana. Niezbędna. Potrzebna.

Zatracili się w tym oboje. Ona po raz pierwszy w pełni zrozumiała jak wiele cierpienia zniósł ten mężczyzna dla tysięcy całkowicie sobie nieznanych ludzi, a on w końcu poczuł, że ktoś rozumie przez co przeszedł. Dla większego dobra.

Jedyne czego chciała to zedrzeć z niego ten płaszcz. Stał się tak bardzo nie na miejscu. Całkowicie do niego nie pasujący...

 Nie wiedziała kiedy to się stało ale nagle kochała się z nim w najbardziej intymny sposób. Oboje dawali i brali zachłannie to co dawało drugie. Połączeni cichym porozumieniem dusz. Nigdy jeszcze nie przeżyła takiego niesamowitego uniesienia.

Gdy po wszystkim leżeli koło siebie w ciszy, patrzył na nią uważnie a w jego onyksowych oczach dostrzegła nowe uczucie. Ulgę.

Może to było szalone. Może nie postępowała racjonalnie. Ale wiedziała, że postępuje właściwie.

I wiedziała że to nie jest ich ostatnie spotkanie.





Chyba najlepszy fanart jaki mogłam znaleźć do tego shota ;D Brakuje tylko peleryny Akatsuki ^^




Tutaj tekst bardzo pasuje mi do sytuacji z shota ;]




środa, 17 kwietnia 2019

One shot - It's over

Daję wam krótkiego szota na przystawkę 😊 Tym razem kto inny jest zły 😈

Prace nad kolejnym rozdziałem trwają 😘

OSTRZEŻENIE: Przekleństwa w małych ilościach 😏


Przykucnął na gałęzi uważając na każdy szmer.

Noc. Jego ulubiona pora.

W nocy nie widać prawdy. Widać tylko zarys rzeczy i zdarzeń, które mówią obserwatorowi jedynie o części tego co obserwuje.  Ciemność zakrzywia świat i sprawia, że jest bardziej znośny. Tak przynajmniej sądził.

Oddychał powoli i głęboko zmieniając swoje ciało w strunę wyczuloną na najmniejsze drgnięcie. Poruszał się płynnie i precyzyjnie tak, by nie wydać z siebie najmniejszego dźwięku. Poprawił maskę i wlepił wzrok w uśpiony obóz rozpościerający się pod nim. Wszyscy już spali a ostatnie strużki dymu unosiły się nad wygasłym ogniskiem stanowiąc jedyny ruch wśród stoicyzmu jaki prezentował się u jego stóp.

Dawno nie był na misji. Zrezygnował z ANBU żeby się niepotrzebnie nie narażać. Posłuchał kogoś odsuwajac na bok swoją naturę. Wielki błąd, który boleśnie odczuł.

Musiał wrócić. Potrzebował tego, żeby znów być cieniem skradającym się w nocy. Wykonującym brudną robotę. Zabijającym z zimną krwią. To dawało ukojenie. Pomagało nie myśleć. ANBU dawało to czego teraz najbardziej potrzebował. Pozwalało pozbyć się uczuć.

Wszystko skończone.

Tak po prostu.

Skreśliła 2 lata z ich życia ot tak. Po tym wszystkim co razem przeżyli. Po uprzedzeniach jakie musieli pokonać. Po tym ile poświecił by z nią być. Ile szyderstw i gróźb zniósł. Ile dał jej z siebie.

Wróciła do Uchihy.

Kurwa dlaczego zawsze wszystko sporwadza się do Uchihy?!

Głupi.. Miał nadzieję, że z tego wyrosła. Że to była tylko szczenięca miłość ze złym zakończeniem. Jakże gorzko się pomylił.

Przed oczami stanął mu wczorajszy dzień. Kiedy otworzył drzwi do ich mieszkania i zastał ją z nim. Pieprzącą się w ich łóżku. Kurwa ich łóżku!

Wybuchnął autentycznym śmiechem, gdy speszona zerwała się z i owinięta pościelą, którą sama wybrała jeszcze tydzień wcześniej zaczęła się gorączkowo tłumaczyc. "To nie tak jak myślisz!"

A co do cholery innego można myśleć?! Tylko jedno. Wszystko skończone. It's over.

Nie wiedział dokładnie jak nazwać to co teraz czuł. Zawód? Wściekłość? Gorycz? Uczucie, że gdzieś tam w głębi się tego spodziewał? Czy też może wstręt do samego siebie, że jej zaufał?...

Że mimo swoich podejrzeń pozwolił jej zbliżyć się do siebie. Że wpuścił ją do swojego serca i umysłu... Że rozgościła się tam dając nadzieję na szczęście.

Złapał swój plecak i wyszedł. Bez słowa.

Skierował się do siedziby ANBU i wziął pierwszą morderczą misję jaką mu zaproponowali. Wyruszył od razu. Założył, że będzie wiedziała że ma się pakować.

Teraz wysunął z pochwy kunaia i zmierzył go w ręce. Uspokoił oddech, który nie wiedzieć kiedy przyspieszył i odrężył napięte ciało. Musi się wyciszyć. Teraz jest tylko i wyłącznie on i misja, którą trzeba wykonać.

Zeskoczył z drzewa i bezszelestnie zakradł się do najbliższego namiotu. Czuł jak jego adrenalina podnosi się do góry a serce zaczyna coraz mocniej bić ekscytując się na myśl o tym co go czeka.

O tak... Będzie zabijał. Zadawał ból. Potrzebował tego. I miał wielką nadzieję, że chociaż jeden z tych ludzi, których pozbawi życia tej nocy będzie brunetem o czarnych oczach.



Łapcie tu wkurzonego Kakasia 😈







czwartek, 4 kwietnia 2019

One shot - Odskocznia

Heloł heloł! Co to za pustki na tym blogu? Gdzie reszta? Co tu tak cicho?  <odgłosy świerszczy i przelatującego krzaczka> 😂

Kto nie zauważył, jest kolejny rozdział "Podwójnego szpiega" - Rozdział XXIII - Czas na zmiany! Kto ma zaległości w komentowaniu proszę nadrobić 😝

Łapcie szybcioszka na zaostrzenie apetytu 😊 Docecie że nie jadę po Uchihach! 😄
Taka Sakura wydaje mi się całkiem możliwa, co myślicie?

Łapcie nutkę przy której pisałam
😈 https://www.youtube.com/watch?v=O8Z-T5VcP88&list=RDO8Z-T5VcP88&start_radio=1


Ciężki skórzany worek bujał się w rytm uderzeń niczym wahadło zegara odmierzające nieubłaganie mijający czas. Jednostajne, mocne ciosy wyznaczały hipnotyzujący rytm dzięki któremu myśli swobodnie przepływały przez jej umysł. Tylko ona i worek. Nic innego na świecie nie istniało.

Czuła jak z każdym uderzeniem zostawia na nim część złości i goryczy. To był idealny spowiednik. Nie oceniał. Nie prawił kazań. Tylko przyjmował uderzenia działając jak najlepszy terapeuta na świecie.

Miała 25 lat. Wszyscy jej znajomi poukładali sobie już życie. Mieli swój dom, rodziny, dzieci. A ona? Ona do cholery była sama....

Ale... w końcu to ona tak wybrała.

Przyjęta do ANBU w wieku 17 lat była najlepszym medykiem jakiego mieli w historii. Nie było misji, której nie zakończyłaby sukcesem. Była drapieżnikiem. Gryzła i drapała żeby przeżyć. Żeby być najlepsza w tym co robi. I stała się najlepsza. Tu był jej dom. Tu była jej rodzina. Uzależniła się od tego uczucia. Od bycia najlepszą. Podziwianą, cenioną, chwaloną. To było jak najlepszy narkotyk na świecie - powodujący ekscytację i poczucie spełnienia jakiego nie dałoby jej nic innego.

 Czuła że żyje. To dawało jej kopa i sprawiało że czuła się szczęśliwa.

To miało niestety swoją cenę. Ciągłe misje i treningi uniemożliwiały założenie rodziny. Była sama. Nie miała możliwości być z kimkolwiek na poważnie. Czasem dopadały ją takie momenty jak ten, kiedy gorycz samotności przytłaczała ją. Wtedy potrzebowała się wyrzyć. Musiała to z siebie wyrzucić, a nic tak nie pozwalało rozładować emocji jak porządny trening.

- Hej

Znajomy głos wyrwał ją z serii skomplikowanych ciosów. Dreszcz podekscytowania przebiegł przez jej kręgosłup. Zerknęła w stronę dowódcy jednostki, który wchodził na pole treningowe i skinęła mu głową.

Hatake Kakashi. Półnagi Hatake Kakashi.

Bardzo lubił ćwiczyć w samych spodniach od dresu. Ona też to bardzo lubiła. Jego tors był wyjątkowo przyjemnym widokiem. A i przebywanie na prywatnym polu treningowym jednostki ANBU miało swoje plusy. Nie musiał nosić maski.

Czuła jak zmierzył ja od góry do dołu. Miała na sobie to co zwykle. Spodenki, biustonosz sportowy i rękawice. Włosy związane jak zwykle w niedbały kok po kilku godiznach uderzania o worek wysmykiwały się tańcząc wokół jej twarzy. Zwalczyła w sobie pokusę poprawienia ich.

- To co zwykle Haruno? Jesteś monotematyczna.

Prychnęła pod nosem. Uwielbiał ją wytrącać z równowagi. Tak jakby sprawdzał ile wytrzymają jej nerwy. Jednak dziś nie miała ochoty na słowne przepychanki.

- Już kończę - sapnęła i wykonała kolejną skomplikowaną serię uderzeń popisując się przed dowódcą. Uwielbiała udowadniać mu że jest dobra.

- Nie wyganiam Cię.

W skupieniu zakładał swoje rękawice przystając naprzeciw sąsiedniego worka.

- Wiem.

To lubiła w ich relacji. Zero zbędnych słów. Tylko to co niezbędne. Konkretne. To nie było paplanie Naruto czy nieskładne półsłówka Hinaty. Nie było to też milczenie Sasuke. To była prosta piękna relacja.

Usłyszała pierwsze uderzenia i wiedziała, że też ma parszywy dzień. Nie wiedziała dlaczego ale umiała to rozpoznać bez przyglądania mu się. Każdy w tej przeklętej jednostce miał czasem takie dni. Uderzali w swoich rytmach oboje zatopieni we własnych myślach. To było niesamowite. Trenowali obok siebie a ona i tak czuła bliskość. Czuła współprzeżywanie. Choć byli osobno to w tym momencie walczyli razem.

Przez chwilę jeszcze chłonęła to niesamowite uczucie jedności, po czym uderzyła ostatni raz i złapała worek. Pot ściekał jej po plecach a mięśnie drżały od wysiłku. Unormowała oddech i zabrała się za zdejmowanie rękawic przyglądając się Hatake.

Był niesamowitym widokiem. Skoncentrowany, skupiony i do granic możliwości perfekcyjny. Każdy jego ruch był przemyślany a uderzenie celne. Poczuła strzałę pożądania biegnącą przez jej ciało. O tak. Był mężczyzną, którego można było pożądać.

Wrzuciła rękawice do swojej torby, złapała butelkę z wodą i skierowała się do wyjścia przechodząc tuż obok trenującego dowódcy. Prowokując.

Wiedziała jak na niego zadziałać. Poczuła gwałtowne szarpnięcie i już opierała się o swojego dowódcę. Trzymał ją zaborczo - tak jak lubiła najbardziej. Wpijał się w jej usta z głodem, który budził w niej bestię. Oddała mu łapczywie pocałunek szarpiąc za szare zbunotwane włosy. Ich języki walczyły o dominację tak jak oni niejednej nocy. Pocałunek był namiętny, gwałtowny i tak szybko jak się zaczął tak szybko się skończył. Hatake puścił ją wracając do swojego przeciwnika.

- Bez pożegnania się nie wychodzi.

Poprawiła rozczochrane włosy i skierowała się do wyjścia zasłaniając opuchnięte usta. Nie byli razem. Łączyło ich czyste pożądanie. Tylko seks. Każde wiedziało, że nic dobrego by z tego nie wyszło. Między nimi było tylko to i tak miało zostać. Ale dzięki temu dało się zniesć wszystko co było w ich życiu złe.

I obojgu to pasowało. Zero zobowiązań. Zero planów. Tylko pożądanie. To była ich odskocznia.

Wychodząc z pola treningowego uderzyła ją myśl, że się myliła. Nie była tak do końca w tym wszystkim sama.



Macie tu trochę treningowej Sakury 😉



Chyba mój ulubiony 💗


Tak sobie ją wyobrażam 😏


Tu łapcie treningowego Kakashiego 😙
P.s. też bym sobie popatrzyła na taki poranny trening 😌😍


Taki widok z rana... Ahhh 😍


Ostrzeżenie! Brzydkie rzeczy robi ten dowódca! 😈





czwartek, 14 marca 2019

One shot - Symbol Klanu Uchiha

Wybaczcie mi ale praca magisterska niesamowicie mnie zżera.. Codziennie otwieram nowy rozdział "Podwójnego" i nie mam ani sił ani weny żeby coś napisać.. Ale pracuję nad tym uwierzcie! 

Narazie w trakcie czekania na rozdział wrzucam wam słodko-gorzki one shot ;]

BREAKING NEWS: UCHIHA ZNOWU CI ŹLI! ;D


Gorąca para unosiła się w malutkiej łazience niczym mleczne morze przetaczając się powoli wokół kobiety stojącej naprzeciwko lustra. Okryta białym ręcznikiem przeczesywała leniwie różowe włosy przyglądając się sobie w lustrze.

Uważne spojrzenie kobiety zagłębiło się w zielonych oczach osoby stojącej za taflą szkła. Oczach, które kiedyś były ciągle wesołe i szczere.

Teraz widziała w nich czujność i strach.

Odwróciła się by odłożyć szczotkę lecz przed oczami mignęło jej coś co spowodowało, że zamarła w pół kroku. Gdy dotarło do niej na co patrzy, zacisnęła mocniej usta i przymknęła oczy. Wciąż jeszcze o tym zapominała.

Ostrożnie spojrzała przez ramię na kobietę w lustrze, która patrzyła surowo na ogromną bliznę widniejącą na jej plecach. Znienawidzony znak. Wachlarz rozdmuchujący płonień. Symbol Klanu Uchiha. Znak, że do nich należy. Jak krowa lub inne zwierze, które można oznakować.

Pomimo tylu lat wciąż łapała się na tym, że zapominała o jego istnieniu. Choć paradoksalnie nie dało się zapomnieć tego w jakich okolicznościach powstał. Wykonany siłą. Wyryty kunaiem tak jak wydrapuje się serce w korze drzewa na znak miłości. Jednak to nie był symbol żadnego pozytywnego uczucia. Tylko zaznaczenie terenu. Tak, by nikt inny nie mógł jej tknąć.

Gorzki śmiech uciekł z jej ust wraz z samotną łzą płynącą po policzku. Jakaż ona była głupia. Młoda, zakochana idiotka. Sądziła, że będą szczęśliwi. Myślała, że on ją pokocha. Pomyliła się. On nie był zdolny do kochania. Tylko do posiadania.

Gdy uderzył ją pierwszy raz, była w takim szoku że to ona zaczęła go przepraszać. Mogła przecież nie zaczynać tamtej kłótni prawda? Mogła go nie denerwować. Widziała, że miał zły humor, więc to chyba normalne że puściły mu nerwy?

Jednak gdy zrobił to po raz drugi, trzeci, piąty.. Przestała rozumieć. Przecież się starała. Robiła wszystko tak jak kazał. Dlaczego taki się stał?

Za dwudziestym razem zrozumiała. On się taki nie stał. On już taki był. A ona w swojej ślepocie niczego wcześniej nie zauważyła.

Próbowała coś zrobić. Próbowała rozmawiać ze starszyzną klanu. Każdy patrzył na nią z góry. Wszyscy okazali się jej wrogami. Odwrócili się. Na wspomnienie tego co działo się w ich domu gdy wróciła, kolejne fale łez uciekły spod zaciśniętych powiek. Tyle lat a te wspomnienia wciąż były tak żywe. Wyzwiska. Uderzenia. Brutalny gwałt i wyryty kunaiem symbol klanu Uchiha, który miał jej przypominać gdzie jest jej miejsce i do kogo należy.

Z otchłani mrocznych wspomnień wyrwał ją dźwięk uderzenia w klamkę. Cała krew odpłynęła jej z twarzy gdy wstrzymała oddech. Wlepiła wzrok w drzwi, które powolutku zaczęły się otwierać. Boże.. Znalazł ją..

Jednak gdy w drzwiach pojawiła się malutka istotka o czarnych króciutkich włosach i równie ciemnych oczach, odskoczyła zakrywając plecy i otarła łzy starając się zatuszować ślady po tym co przeżywała przed chwilą.

- Mamusiuuu cemu tak dłuuuugoooo... Cekam i cekaaaam

Na ustach kobiety samoistnie zagościł uśmiech. Jej córeczka była czasem taką marudą.

- Sarada! Mówiłem, żebyś dała się mamie wykąpać! Mówiła, że przyjdzie za chwilę.

W drzwiach pojawił się wysoki szarowłosy mężczyzna przybierający surowy wyraz twarzy. Znała go na tyle, żeby wiedzieć że to marnie wystudiowana poza. On nie umiał być surowy gdy przychodziło do ich córki.

- Tatusiuu.. nie chce jus z Tobą malować! Ty w ogóle nie wies jak wygląda kotek a mama wie!

Wyciągnęła do niej trzymają w piąstkach laurkę, którą rysowała razem z szarowłosym. Faktycznie ten mężczyzna nie miał ręki do rysowania. Lecz było coś tak rozczulającego w tym, że w ogóle próbował, że uśmiech na jej twarzy zamienił się w szczery dźwięczny śmiech.

- Moi artyści.. Mama wam narysuje wszystko co chcecie


Mężczyzna zmierzył ją wzrokiem a ona widziała w jego oczach iskry. Podobało mu się to co widział. Patrzył na nią z miłością, mimo tego że wiedział co miała wyryte na plecach. To on pomógł jej uciec. I z czasem pokochał zarówno ją jak i jej córkę. Przygarnął je dając to, czego nie dostałyby w tamtym świecie. Bo teraz to był jej świat. Jej miejsce. Nie była już niczyją własnością. Była wolna.




Wiem że to Itachi ale coś takiego sobie wyobrażałam, gdy myślałam o symbolu klanu Uchiha na plecach Sakury ;] 






 A może kiedyś... ;)





czwartek, 14 lutego 2019

One shot - Tak

Przed wami coś walentynkowego :) Słodki one shot który śmiało mógłby być zakończeniem "Podwójnego szpiega" :) I wiecie co? To mogłoby się zdarzyć!

Za parę dni mamy rocznicę powstania bloga! :D Właśnie zdałam sobie sprawę, że również zaczynałam od shota walentynkowego więc jak to Persefona skwitowała: "Historia zatoczyła koło" ;D

P.s. Jeśli ktoś jest z takich co raczej nie lubi tego święta zapraszam do shota "Świętego Walniętego" ;D U mnie dla każdego coś dobrego!

P.p.s. Pisane przy piosence Demi Lovato - Tell me you love me . Choć tekst raczej mało pasuje to klimat teledysku mnie porwał no i ten ^^



Stali naprzeciw siebie. Spokojni. Szczęśliwi. Pełni miłości.

To była na prawdę piękna wiosna. Ich pora roku.

Dwa lata temu młode pąki liści zieleniły się gdy razem wyruszali na wspólną misję. Tyle w tedy przeżyli... Jeszcze jako przyjaciele.

Ostatniej wiosny razem obserwowali taniec opadających płatków w ogrodzie jego domu. Już jako bliscy.

Tej wiosny kiedy Konoszański park budził się do życia wypełniony śpiewem ptaków, oszałamiający kolorami kwitnących kwiatów i wszechobecnej zieleni - stali tam. W otoczeniu najbliższych. Razem. Trzymając się za ręce i patrząc sobie głęboko w oczy. Szczerzy. Pewni słuszności tego co miało się zdarzyć. Jakby od zawsze tak właśnie miało być.

Stał tam w garniturze. Bez maski. Z uśmiechem na ustach. Patrzył na nią i widział wszystkie te lata przez które ją znał. Od młodej dziewczyny, która szukała swego miejsca w świecie po dorosłą pewną siebie kobietę. Inteligentną. Mądrą. Dobrą. Choć jej ciało było czystą siłą to jej serce było delikatne i kruche. Pełne miłości do innych. Nawet jeśli przez to cierpiała to i tak pomagała innym. Taka właśnie była. I za to ją pokochał.

Na początku ich związku bał się. Nie chciał jej skrzywdzić. Obawiał się, że to co robią jest nieodpowiednie. Najbardziej na świecie nie chciał, żeby cierpiała przez bycie z nim. Ona jednak rozwiała wszelkie jego wątpliwości wkraczając do jego serca jak tajfun i obdarzając go uczuciem, na które miał nadzieję kiedyś w końcu sobie zasłużyć. Dała mu całe swoje serce nie prosząc o nic w zamian.

Stała tam. W białej sukni. Spoglądała na niego i nie mogła uwierzyć. Znała go całe życie. Prawy, szlachetny, altruistyczny. Nigdy nie pomyślałaby, że będzie kiedyś stał przed nią, bez maski, z tym cudownym błyskiem w czarnych oczach, delikatnym niemal nieśmiałym uśmiechem na ustach i będzie przysięgał jej miłość. Wszechogarniające szczęście rozpierało ją od środka i sprawiało, że niemal unosiła się nad ziemią.

Tak wiele w życiu przeszedł. Tak wiele wycierpiał. Jego życie od początku było naznaczone bólem. Przeżył więcej złych rzeczy niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Każdy inny człowiek załamałby się dawno temu. Jednak nie on. I choć nie wiedziała czym sobie na to zasłużyła to On zawsze był przy niej. Zawsze ją wspierał, bronił, pomagał. Był. Stał się oparciem pomimo tego, że sam potrzebował go o wiele bardziej. Ktoś kto mimo swojego cierpienia daje innym radość. Miłość do niego przyszła sama. Szczera, prawdziwa, bezinteresowna.

- ... Miłość nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego...

Oboje uśmiechnęli się porozumiewawczo znad swoich złączonych rąk. Obojgu przed oczami stanęły ich walki. Wciąż gdy spierali się ze sobą, rozładowywali emocje walcząc. Nigdy jednak nie posunęli się za daleko. Nie skrzywdziliby się. Tak na polu bitwy jak i w życiu.


- ... nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli z prawdą...

Błysk w ich oczach nieco przygasł gdy przypomnieli sobie ile kłamstw i niedomówień było kiedyś między nimi. Ile spraw trzeba było naprostować nim otworzyli się przed sobą. Teraz oboje cenili szczerość. Była to najważniejsza cecha ich związku.


- Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma...

Ich oczy ponownie się spotkały. Nie potrzebowali słów. Oboje wiedzieli, że zrobią dla siebie wszystko.


- Miłość nigdy nie ustaje... 

Uśmiechnęli się do siebie wiedząc, że to co ich połączyło przetrwa nawet śmierć.


- Kakashi, czy bierzesz sobie tą kobietę za żonę i przysięgasz jej bronić ze wszystkich sił swoich, kochać ze wszystkich sił swoich, szanować ze wszystkich sił swoich i objąć opieką jako głowa rodziny którą zaraz utworzycie?

Iskierki w czarnych oczach powiedziały jej więcej niż mogły jego słowa.

- Tak 

Przeważnie pewny siebie i twardy głos mężczyzny był tym razem delikatny i czuły. Tylko dla niej taki się stawał. Czuła się z tego powodu niesamowicie wyróżniona.

- Sakuro czy bierzesz sobie tego mężczyznę za męża i przysięgasz bronić go ze wszystkich sił swoich, kochać ze wszystkich sił swoich, szanować ze wszystkich sił swoich i objąć opieką jako strażniczka domowego ogniska rodziny, którą zaraz stworzycie?

Widział ją zawstydzoną, skromną ale i całkowicie szczęśliwą. Zawsze umiał wyczuć kiedy nie jest do końca szczera. Ktoś taki jak ona nie umie ukrywać uczuć. Czytał z niej jak z księgi. A teraz widział w jej oczach prawdę, szczerość i miłość która niezmiennie go zaskakiwała.

- Tak

- A zatem ogłaszam was mężem i żoną! Możecie się pocałować i rozpocząć najtrudniejszą misję w Waszym życiu!

Ich usta spotkały się a po ciałach przebiegł dreszcz. Jak zawsze gdy byli blisko siebie. Wszystko wskoczyło na swoje miejsce. To było zapisane od stworzenia świata. Połączyli się tak jak to było im pisane. Od zawsze.





Powiem wam, że czasem dłużej szukam arta do notki niż ją piszę xD To co pokazał mi internet w tym wypadku to kosmos (łącznie z tym, że jakaś para w Japonii brała ślub jako Kakashi i Sakura cosplay o.O)

Dajcie znać, które arty Wam tu najbardziej pasują ;) 


Ten wydaje mi się najlepszy jednak trochę nie podoba mi się wygląd Sakury ;D


Nr 2 mnie po prostu rozbroił :> Taki słodki że rzygam tęczą :D Chyba najlepszy jednak ten!

Z sensownych artów to jeszcze w oko mi wpadł ten ;)


 Tu Sakura wygląda ładnie ;) Ale chyba trochę przesadzona kiecka?

I taką sukienkę sobię wyobrażam:) Skromna, ładna, delikatna, romantyczna. Tak jak klimat tego shota :)




niedziela, 10 lutego 2019

One shot - Oddział zamknięty

Wybaczcie to opóźnienie ale byłam w trakcie sesji i trochę nie miałam głowy do pisania ;P

Kolejny stary one shot, który piszę od nowa. Jednocześnie się wkurzam i cieszę. Wkurzam bo tamten był naprawdę fajnie napisany. Cieszę bo mogę napisać go jeszcze lepiej ;) Zapraszam na Oddział Zamknięty!

Ostrzeżenie: Będzie przemoc, brutal i ogólny niesmak oraz lekki smutek - czytasz na własną odpowiedzialność  ;]

Obiecuję, że na walentynki będzie coś weselszego!



Przekroczył bramę Głównego Szpitala Psychiatrycznego Konohy czując niemiły uścisk w dołku. Nigdy nie lubił szpitali a zwłaszcza takich, gdzie nie ma klamek. Kiwnął strażnikowi i przeszedł przez główny hol. Dobrze znał ścieżkę, którą podążał. Przechodził nią już o wiele za dużo razy. Pokonywał kolejne strzeżone drzwi kiwając każdemu strażnikowi. Nie mógł znieść widoku ich pozbawionych wyrazu twarzy. Jakby tragedie, które rozgrywały się w tym miejscu w ogóle ich nie ruszały. A może to i lepiej? Może tylko dzięki temu sami nie wariowali? Może to był sposób, żeby nie oszaleć przez pracę w tym ponurym, szarym, pozbawionym współczucia miejscu. Schodził coraz niżej czując się jakby wkraczał w paszczę lwa. Pojedyncze krzyki i śmiechy dochodzące z sal chorych przyprawiały go o gęsią skórkę choć niewiele w życiu potrafiło go wystraszyć.

Dotarł do ostatnich drzwi przed którymi w dyżurce siedziała pielęgniarka odcinkowa. Korpulentna kobieta skinęła mu na powitanie i wygrzebała klucze z szuflady. Wyraz jej twarzy był równie obojętny jak wszystkich w tym miejscu. Nie chciałby mieć z nią do czynienia. Jej męska sylwetka zdradzała, że jeśli tylko by chciała, mogła powalić go na ziemię i przytrzymać na tyle długo, żeby nie mógł złapać tchu.

Otworzyła drzwi przepuszczając go. Szli długim korytarzem pozbawionym okien, na końcu którego były kolejne metalowe drzwi. Za tymi metalowymi były kolejne żelbetonowe i następne ołowiane Tyle zabezpieczeń..

W końcu stanęli przed ostatnimi - najcięższymi i najgrubszymi drzwiami jakie widział.

- 15 minut Hokage -sama.

Kiwnął głową. To była najprostsza metoda komunikacji w tym miejscu. Drzwi z trudem ustąpiły ukazując malutką salę bez okien i drzwi. Jedynym źródłem światła była migocząca jarzeniówka wisząca pod sufitem. Wszedł ostrożnie utkwiwszy spojrzenie w dziewczynie skulonej w kącie sali. I tak jak za każdym razem gdy ją widział poczuł ukłucie w sercu.

Jej skóra kiedyś brzoskwiniowa teraz blado-szara przywodziła na myśl trupa. Podkrążone i przekrwione oczy błądziły po pomieszczeniu lecz nic nie widziały. Jedynym radosnym kolorem były jej różowe włosy - niegdyś delikatne i zadbane - a teraz skołtunione i brudne. Widać po niej było, że bardzo schudła jakby nie mogła jeść albo jedzenie stawało jej w gardle. Obraz nędzy i rozpaczy.

Przestąpił krok na przód a drzwi za nim zamknęły się z hukiem. Dziewczyna nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Była całkowicie w swoim świecie.

- Sakura.. To ja Kakashi

Podszedł dwa kroki w przód jednak dziewczyna nie zareagowała. Wiedział, że musi podchodzić ostrożnie. Nie bez powodu strzegły jej takie drzwi. Już nieraz udowodniła jak silna potrafiła być. Zwłaszcza w momencie kiedy ją znaleźli..  Jednak teraz patrząc na nią Hatake wątpił czy mogłaby cokolwiek zrobić.

- Sakura.. Poznajesz mnie?

Dziewczyna przebiegła po nim mętnym przerażonym wzrokiem i wcisnęła się jeszcze bardziej w kąt pomieszczenia. Stłumił przemożną chęć by ją utulić. Smutek rozlewał się po jego ciele jak zaraza. Co doprowadziło ją do tego stanu?

Po to tu był. Żeby się tego dowiedzieć.

Kucnął przed nią i spróbował złapać jej spojrzenie. Podniosła na niego te niesamowicie zielone przestraszone oczy i jej wzrok na chwilę stał się jakby bardziej przytomny.

- Ka... ka...

Jej spojrzenie znów stało się mętne. Tylko tyle dało się z niej wykrzesać.

Sięgnął powoli do opaski na swoim lewym oku i uniósł ją mówiąc jednostajnie i powoli.

- Przyszedłem, żeby spróbować Ci pomóc. Nie zrobię Ci krzywdy. Nie bój się.

Pochwycił jej ufne spojrzenie i otworzył lewe oko ukazując czerwień sharingana. Widział wyraźnie jak wyraz jej twarzy się zmienia. Jak panika zaczyna ją owładniać. Nienawidził tego momentu ale to było konieczne. Tylko on w całej wiosce potrafił wejść w jej umysł. Aktywował sharingana i zagłębił się w jej myśli.

Tak jak od kilku tygodni, przeglądał dzień po dniu z jej wspomnień. Musiał znaleźć coś co by tłumaczyło jej stan. Co by tłumaczyło dlaczego znaleźli ją w jednym z zaułków kompletnie oszalałą i poranioną jakby zaatakował ją wściekły niedźwiedź.

Każdy dzień wyglądał podobnie. Wstawała, szła do szpitala na praktyki, wracała do domu, szła na spotkanie z narzeczonym, znów wracała do domu. Codzienne czynności, które nic nie wnosiły do sprawy. Znał je już niemal na pamięć. Sprawdzał każdy dzień po kolei na dwa tygodnie wstecz szukając choćby najmniejszej wskazówki. Westchnął zrezygnowany gdy doszedł do ostatniego dnia. Obraz urywał się dokładnie w momencie, kiedy wychodziła z domu na praktyki. Czarna nieprzepastna aura, której nijak nie mógł przebić. Tak jak zawsze. Już miał się wycofać i zrezygnować, gdy do głowy wpadła mu pewna myśl.

A gdyby tak? Może jej zaszkodzić.. Ale z drugiej strony.. Może to jest sposób?

Skupił się najmocniej jak potrafił i w duchu zmówił szybką modlitwę aby nie zrobić jej krzywdy. Splótł ręce i wykonał pieczęcie aktywując Mangekyou. Poczuł, że jego oko pali jakby ktoś wlał mu do niego wrzątek. Wrażenie za każdym razem było tak samo nieprzyjemne, jednak ku jego zaskoczeniu i uldze podziałało. Czarna mgła ustąpiła ukazując ciąg dalszy, który był dotąd nieosiągalny.

Zobaczył jak na zwolnionym filmie Sasuke, staje przed dziewczyną i bez słowa łapie ją w genjutsu. Mroczny cień zagościł w sercu Hatake. Od początku "trening" w Górach Północnych na który Sasuke udał się kilka dni przed odnalezieniem Sakury jest podejrzany. Oraz fakt, że ród Uchiha stanowczo odmówił zbadania dziewczyny z uwagi na jej narzeczeństwo z najmłodszym z rodu. Tłumaczyli się, że mogli by być stronniczy. Jakież było ich niezadowolenie, gdy Kakashi jako Hokage postanowił sam zbadać sprawę. Najwidoczniej zapomnieli o fakcie, że nie tylko oni posiadali sharingana.

Obserwował w napięciu jak Sasuke prowadzi niczego nieświadomą Sakurę do siedziby rodu Uchiha. Podążał za nimi aż do głównego budynku rady rodziny gdzie mijało ich coraz więcej członków kiwając im porozumiewawczo głowami na powitanie. Weszli do ogromnego holu skąd skierowali się do izby obrad. Czyżby Sakura brała udział w jakimś sekretnym spotkaniu?

Wiele razy zasiadał w tej sali uczestnicząc w obradach Policji Konohy jednak po dziś dzień nie miał pojęcia o klapie w podłodze, którą Sasuke otworzył i którą wprowadził zahipnotyzowaną Sakurę wgłąb podziemi.

Czuł, że to co zobaczy wcale mu się nie spodoba.

Wszedł za nimi w ciemność, schodząc schodami coraz niżej i niżej aż w końcu jego oczom ukazało się migotliwe światło pochodni. W końcu schody skończyły się prowadząc do olbrzymiej sali wypełnionej zakapturzonymi postaciami. Na samym środku pomieszczenia stał wielki kamienny stół z rzemieniami wiszącymi z każdego rogu.

Teraz już wiedział, że na pewno nie spodoba mu się to co zobaczy.

- Sasuke Uchiha.. - po sali potoczył się głos lecz nie można było zlokalizować, która postać wypowiedziała te słowa. Jedno było pewne. Znał ten głos bardzo dobrze. Głowa Rodu. Fugaku Uchiha.

- Przybyłeś tu jako dorosły mężczyzna, członek rodu Uchiha. Przybyłeś by prosić Radę o wykonanie Rytuału Próby na kobiecie która ma przyjąć nazwisko Rodu Który Stanowi Prawo.

- Proszę Radę o wykonanie rytuału - słowa Sasuke były w pełni poważne, jednak uśmieszek pełgający po jego ustach sprawił, że Hatake zrobiło się niedobrze.

- Karty Kodeksu mówią, iż Rytuał Próby jest jednym z najstarszych obrzędów przeprowadzanych w naszym rodzie na każdej kobiecie pragnącej przyjąć nazwisko Uchiha. Jest konieczny aby dowieść, że kobieta zasługuje na zaszczyt otrzymania nazwiska Rodu Który Stanowi Prawo. Muszę Cię uprzedzić że Rytuał Próby może przynieść tej kobiecie kalectwo, obłęd lub śmierć. Czy mimo to chcesz się go podjąć?

- Tak - Sasuke skinął głową udając, że jest mu ciężko. Kakashi znał go na tyle dobrze, że wiedział iż wcale tak nie jest.

- A zatem! Niechaj się stanie!

To było chore. Ród Który Stanowi Prawo? Co to do cholery za sekta!

Znikąd zaczęły dobiegać odgłosy bębnów, wyznaczające uderzenia serca Hatake. Mimo iż był tylko świadkiem oddałby wszystko by wyrwać dziewczynę z rąk tych chorych ludzi i uciec z nią jak najdalej. Niestety nie mógł tego zrobić. Patrzył na coś co się już stało. Młody Uchiha poprowadził niczego nieświadomą dziewczynę i brutalnie zdarł z niej ubranie na oczach wszystkich zgromadzonych postaci.

Chciał odwrócić wzrok. Tak bardzo nie chciał tego widzieć, jednak to czego był świadkiem całkowicie go sparaliżowało. Jak zahipnotyzowany patrzył jak Sasuke popycha ją na stół, przypinając ręce i nogi starymi wysłużonymi rzemieniami. W rytmie bębnów obszedł powoli stół jakby odgrywał jakąś niesamowicie ważną rolę. Jego ruchy i postawa wskazywały na pewność siebie i teatralność. Uśmieszek zmienił się w złowieszczy uśmiech szaleńca. Jednym ruchem rozebrał się i wspiął na stół.

Boże.. To na tym polegał "Rytuał Próby"..

Hatake widział dokładnie, jak oczy Uchihy aktywują się patrząc łakomie na dziewczynę, która widząc przerażającą czerwień uwalnia się z genjutsu.

- Sasuke.. Co...

Jednak jej narzeczony nie odpowiedział. Zakrył jej usta dłonią i wszedł w nią gwałtownie. Dźwięk tłumionego przerażającego krzyku przedarł się przez dźwięk bębnów.

Poruszał się gwałtownie i szybko nie przejmując się stróżką krwi wypływającą spomiędzy nóg Haruno. Trzymał ją w żelaznym uścisku nie zważając na jej krzyki i łzy płynące z oczu utkwionych w czerwień Sharingana. Rzemienie puściły, jednak dziewczyna zamiast odepchnąć Uchihę, zaczęła ranić sama siebie.

Boże... To nie był niedźwiedź.. To była ona sama...

Uwolnił się z Mangekyou lądując z powrotem w celi bez okien. Nie mógł się uspokoić. Jego serce szalało bijąc w rekordowym tempie a z oczu nie wiedzieć kiedy pociekły łzy.

Rany boskie... To co spotkało tą dziewczynę było niewyobrażalne. Gwałt. Brutalny gwałt z użyciem kontroli umysłu. Zbezcześcił nie tylko ciało ale i umysł. A dziewczyna wpadła w obłęd.

Był tak zdjęty szokiem i wykończony Mangekyou, że z letargu wyrwały go dopiero ramiona oplatające jego klatkę piersiową.

A więc to tak się skończy. Zostanie zabity w przypływie szału przez własną uczennicę i kobietę, którą uważał za kogoś bliskiego. Nikt nie zdąży zareagować. Nie dadzą rady dostać się przez wszystkie zabezpieczenia na czas.

I w tedy usłyszał słowa, które rozlały w jego sercu niewypowiedzianą ulgę.

- Kakashi... Jesteś... Nie zostawiaj mnie...

Spojrzał w dół by zobaczyć wczepioną w niego Haruno, która łkała utkwiwszy wzrok w jego klatkę piersiową. Wzrok, który nie był już mętny i nieobecny. Wróciła.




Trochę pojechałam po Uchihah ale sami wiecie, że raczej nie darzę ich sympatią ;P 

Ciężko było dobrać arty, mam nadzieję że się udało ;]











czwartek, 17 stycznia 2019

One shot - Dzwoneczki

A co by było gdyby "Podwójny szpieg" kończył się właśnie w tym momencie? Co by było gdyby.. cała historia wzięła w łeb? Gdyby całe przygotowania, misja, tytułowy szpieg i wszystkie uczucia rodzące się w naszych bohaterach zakończyły się w tym momencie? Poniższy tekst stanowi alternatywne zakończenie ale może być też niezależnym one shotem  ;)

Standardowe ostrzeżenie: Będzie smuteczek!

P.s. Kolejny będzie już radosny obiecuję! ;D 



Miasto hazardu śpi bardzo krótko. Neony i szyldy świecą do pierwszych promieni słońca, a wszelkiego rodzaju lokale i kasyna zamykają się wraz z ostatnim klientem zataczającym się na zewnątrz. Jest jednak taki moment gdy noc przytłacza miasto. Moment gdy przeważnie tętniące życiem ulice cichną na krótką chwilę nabierając oddechu na następny dzień. Jest to czas, kiedy nikt niepotrzebnie nie zakłóca tego odpoczynku, a każdy pracujący czy też bawiący się w tym miejscu człowiek zapada w sen szykując się do kolejnego przebudenia tej wielkiej bestii jaką jest Yamataka.

Lecz ta noc była inna.

Choć niebo było równie czarne jak zawsze, a gwiazdy delikatnie migotały nad uśpionym miastem rozpusty, to tej nocy coś ośmieliło się zaburzyć absolutny spokój.

Dźwięk dzwoneczków - delikatny, choć wyraźnie odznaczający się w otaczającej miasto ciszy pobrzmiewał snując się przez senne ulice. I choćby jak szukać i gdzie nie zaglądać to źródła tego dźwięku nie dało się znaleźć. Tak jakby.. był wszędzie. Jakby dochodził ze ścian, zaułków czy piwnic miasta. Delikatne brzęczenie przemierzało przez miasto prowadząc na jego obrzeża, a im bardziej oddalało się od miasta tym stawało się wyraźniejsze. Dochodziło z małego otworu poza metropolią, wychodzącego tuż pod wielkim głazem zasłaniającym wejście. Brzęczenie nasilało się i nasilało aż w otworze ukazało się migoczące światło. W samym środku osnutej ciszą nocy, na powierzchni pojawiły się spowite czernią niewielkie postacie.

Tajemniczy korowód wyłonił się z dziury pod skałą stąpając cicho i ostrożnie wgłąb nocy. Delikatne światło pochodni oświetlało drogę postaciom w płaszczach, a dźwięk dzwoneczków towarzyszył bezszelestnym krokom. Na sobie tylko znany sygnał postacie z pochodniami przystanęły ustępując miejsca cieniom niosącym dwa podłużne kształty położone na noszach przystrojonych skromnymi kwiatami. Osobliwy korowód skierował się na pobliski pagórek brzęcząc cichutko dzwoneczkami i intonując żałobną pieśń traktującą o pożegnaniu. Dotarłszy na szczyt jedna z pierwszych postaci odsłoniła twarz by w świetle migoczącego ognia ukazało się jej blade dziecięce oblicze. Dziewczynka o blond włosach i niesamowicie niebieskich oczach przyglądała się jak jej koleżanki kładą dwa kształty okute w białe płótna tuż obok dziur wykopanych obok siebie. Po jej policzkach na nowo potoczyły się łzy, które niepowstrzymanie płynęły od straszliwych wydarzeń poprzedniego dnia.

Każdy tragiczny szczegół wyrył się w jej głowie nie pozwalając zamknąć oczu. Wciąż i wciąż przed oczami stawała jej młoda kobieta o różowych włosach. Tak dobra i mądra. Nieludzko silna. Wijąca się w spazmach. Próbowała się uzdrowić, aby pomóc swojemu towarzyszowi. Niestety zamiast ozdrowieć dziewczyna odeszła. Umierała na oczach dziewczynki, która za wszelką cenę próbowała jej pomóc. Ale cóż może zrobić dziecko w obliczu śmierci? Sądziła, że po tym przerażającym przeżyciu nic nie wstrząśnie nią bardziej.

Jednak się myliła.

Mężczyzna, którego próbowała uratować kobieta odzyskał przytomność. Nie spodziewała się tego. Gdyby tak było, nie pozwoliłaby mu zobaczyć zmarłej towarzyszki obok siebie. Obudził się, a gdy zrozumiał co się stało w jego oczach pojawił się taki ból jakiego jeszcze u nikogo nie widziała. Choć każdy ruch sprawiał mu ból, doczołgał się do niej i przytulił jej martwe ciało do siebie. Rozpacz. Tak można było określić emocje targające mężczyzną. I równie niespodziewanie jak ona, umarł i on. Zmarli oboje choć powinni żyć.

Byli shinobi tyle wiedziała. Nie znała ich imion, celu w jakim się pojawili ani uczuć jakimi siebie darzyli. Wiedziała jedynie, że byli sobie bliscy. Nikt przecież nie poświęca się dla kogoś innego tak bezinteresownie. Wiedziała, że imiona które jej podali były fałszywe jednak nie chciała by ich groby były bezimienne. Na ociosanych kamieniach, krzywym dziecięcym pismem wyryła imiona, którymi się przedstawili. W świetle migoczących pochodni spojrzała na napisy i nowa fala łez potoczyła się po jej policzkach.

"Kakuro Onii-san " a tuż obok "Saruna One-san"

Złożyły ciała do grobów i odmówiły krótką modlitwę a dźwięk dzwoneczków ucichł tak jak ucichło ludzkie życie przykryte warstwą ziemi.

Odchodząc oglądnęła się jeszcze i pochyliła głowę w geście szacunku. W jej życiu mało było dobrych ludzi. Szkoda, że nie dane jej było poznać ich lepiej. Lecz miała nadzieję, że tam gdzie są teraz, będą mogli być szczęśliwi. Razem.



*Onii-san - starszy brat, one-san - starsza siostra






 

Boże.. Aż mnie zasmuciło jak przeczytałam po opublikowaniu ;(  Czyli poziom smuteczka wysoki xD


Och och... Jaki cudowny art <3 Musiałam dodać ^^ 





sobota, 5 stycznia 2019

One shot - Zielona poświata

Wracamy do angstu! :D Za dobrze się mieliście w te święta ^^ Standardowe ostrzeżenie: dramat, miazga, śmierć i malizna czyli coś co kocham najbardziej ;D

P.s. Kolejny shot, który próbuję odtworzyć z poprzedniego bloga. Oczywiście że nie wyszedł taki sam, ale ważne że zawiera to co najważniejsze czyli zakończenie, które uwielbiam ;P

P.p.s. Kończę kolejny rozdział także spodziewajcie się ;)


Ledwo utrzymywał się na nogach. Stróżka potu ściekała mu z czoła ginąc za granatową maską. Oddychał z trudem a jego mięśnie drżały z wyczerpania jednak wiedział, że nie może okazać słabości. Naprzeciwko niego stał ostatni członek Oddziału Specjalnego ANBU. Reszta leżała pozbawiona życia na leśnej polanie spowitej blaskiem księżyca na której się znajdowali. Zwabili go tu by się go pozbyć. Stał się zbyt niebezpiecznym graczem jawnie sprzeciwiając się obecnemu Hokage. Jednak walka z tyloma wybitnymi przeciwnikami wiele go kosztowała. Był potwornie zmęczony a jego czakra była na wykończeniu. Nie było dobrze.

- Czym zasłużyłem na taki prezent? Tak właśnie Konoha pozbywa się zasłużonych shinobi?

Postać w płaszczu z maską kota nie poruszyła się nawet o milimetr. Prawdopodobnie był to przywódca Oddziału, gdyż przez całą walkę stał z tyłu jakby.. obserwował.

- Obecny Hokage szkodzi wiosce. To.. to się nie musi tak kończyć. Pomóżcie mi a pomogę się wam wyzwolić.

Cisza ciągnęła się w nieskończoność. Stali oboje wpatrując się w siebie po czym tajemniczy shinobi sięgnął po kunai. Szarowłosy pokiwał z rezygnacją głową i przyjął pozycję obronną choć każdy mięsień krzyczał z bólu. Nie odrywał wzroku od ostatniego przeciwnika. Musi wygrać.

Od początku walki wiedział, że nie walczyli by go pojmać. Walczyli by zabić. I on nie zamierzał już mieć skrupułów. Rządy Danzou zaszły za daleko. Musiał pozbawić go tylu ludzi ilu zdoła zanim sam padnie. Nie sądził jednak, że ci przeciwnicy będą go kosztować tyle energii. Ta walka będzie ostateczna i musi ją rozegrać szybko jeśli chce przeżyć.

Miał w końcu dla kogo. Gdy tylko pomyślał o Niej poczuł impuls by ruszyć. Ich kunaie spotkały się rozsypując po księżycowej polanie snop zielonych iskier. Zwarli się w walce wymieniając ciosy i tańcząc skomplikowany taniec śmierci. Musiał przyznać, że jego przeciwnik był dobry. Każdy jego ruch był przemyślany i dokładny a ruchy zwinne i szybkie. On jednak czuł, że paradoksalnie pomimo poprzednich walk ma coraz więcej siły. Każdy jego cios był silniejszy. Wygra. Jeszcze tylko ta walka. Jego wzrok wyostrzał się z każdą chwilą. Zaczął dostrzegać, że miejsca w których ich ciała się stykały rozświetlają się delikatną zieloną poświatą. Sprytnie. Dowódca ANBU leczył się zanim uraz zdołał wyrządzić mu jakąś szkodę. Proces leczniczy musiał wykańczać zamaskowanego przeciwnika, gdyż jego ruchy stały się chaotyczne i wolne. Jakby się męczył. On z kolei gromadził coraz więcej energii. Wyczuł moment gdy jego czakra osiągnęła dostateczny poziom i wykonał dobrze znane pieczęcie.

Miał jedną szansę.

Ciszę nocy przerwał świst raikiri oblekającego dłoń z kunaiem. Dowódca nieistniejącego już oddziału odsłonił się a on wykorzystał ten moment i wymierzył idealnie. Śmiercionośny cios był tak mocny, że ręka z kunaiem zanurzyła się w klatce piersiowej a ostrze utkwiło w kręgosłupie wroga. Siła uderzenia sprawiła, że maska kota pękła a spod kaptura uciekły kosmyki włosów.

Różowych włosów.

Przez jego ciało przebiegł dreszcz przerażenia. Znał te włosy bardzo dobrze. Porcelana opadła na ziemię a on spojrzał z przerażeniem w zielone smutne oczy. Próbował wyszarpać dłoń jednak broń zaklinowała się na dobre. Patrzył szerokimi oczami jak spomiędzy białych warg wypływa stróżka krwi. To nie możliwe. Pamiętał jakby to było wczoraj jak prowadził ją na rekrutację do ANBU. Pamiętał jak przyjmowała tatuaż posłuszeństwa. Kobieta którą kochał od tak dawna.

- Wybacz Kakashi.. Rozkazy..

Uśmiechnęła się słabo a on poczuł jak jej serce przestaje bić. Zawisła na jego ręce pozbawiona życia. I w tedy zrozumiał. Ta zielona poświata. Ona wcale nie leczyła siebie. Ona leczyła jego. Przekazywała mu siłę, żeby mógł ją pokonać.

Ciszę nocy rozdarł przerażający krzyk rozpaczy. Tej nocy pękło nie tylko jedno serce.






piątek, 28 grudnia 2018

One shot świąteczny - Okazja czyni złodzieja

Dobra dobra wiem! Miało być na święta.. Ale kurde zżarło mnie tak, że serio nie dałam rady.. W Wigilię gonitwa, w Boże Narodzenie dniówka, potem nocka.. Mam nadzieję, ze mi wybaczycie i porwę Was jeszcze na chwilkę do magicznej atmosfery świąt ;) 

P.s. Kolejny rozdział "Podwójnego" już dodany! Zerknijcie w zakładkę po prawej i nie zapomnijcie skomentować tak samo shota jak i rozdziału- bardzo lubię Wasze komentarze ;) 


Stos ubrań leżących na łóżku piętrzył się z minuty na minutę. Czarny zbyt żałobny.. Szary zbyt oficjalny.. Cholera. Tą garsonkę powinna dawno wywalić! Może granatowy żakiet, biała koszula i elegancka czarna spódnica? Młoda kobieta o niesamowicie różowych długich włosach przejrzała się w lustrze i skrzywiła niemiłosiernie. W tym zestawie wyglądała o 20 lat starszą! Tak mogła chodzić na zebrania zarządu szpitala ale nie na przyjęcie wigilijne do biura hokage. Starszyzna rządząca Szpitalem Wielospecjalistycznym Konohagakure była wyjątkowo niezadowolona, że 25 latka obejmuje ordynatorostwo na tak ważnym oddziale jakim jest pediatria, dlatego też na co dzień starała dodać sobie lat. I niestety fakt, że przeważnie starała się postarzać ubraniami obecnie sprawił, że miała spory problem z wybraniem czegokolwiek. I kiedy była już w takim stanie psychicznym, że miała zamiar ubrać pierwsze co jej wpadnie w ręce nawet jeśli to będzie piżama, dostrzegła coś czerwonego na dnie swojej szafy. Sięgnęła i z niedowierzaniem wyciągnęła czerwoną sukienkę, którą kupiła kiedyś w przypływie euforii po czym wrzuciła ją do szafy uznając, że i tak nigdzie w niej nie wyjdzie. Zielone oczy zaświeciły się z radości. Będzie pasować idealnie!

Godzinę później stanęła przed lustrem i zmierzyła się krytycznym spojrzeniem. Delikatny świetlisty makijaż podkreślający jej młodzieńczą urodę, włosy spięte w kok dwoma pałeczkami i wściekle czerwona dopasowana jak diabli kiecka podkreślająca jej kobiece kształty. Subtelne wiszące kolczyki połyskiwały nieśmiało spod różowych kosmyków puszczonych swobodnie wokół twarzy. Spojrzała w zamyśleniu na dekolt w kształcie serca i stwierdziła, że wypadałoby założyć jakiś łańcuszek, jednak zerkając bezwiednie na zegarek zaklęła pod nosem. Czy dobiegnie w tych szpilkach gdziekolwiek w 5 minut? Złapała biały płaszcz i owijając się szalikiem wyszła z mieszkania. Światła ulicznych latarni ukazywały fantastyczny taniec białych płatków śniegu pojawiających się w zasięgu pomarańczowej łuny. Czy przy takiej aurze można się gdziekolwiek spieszyć? Kochała tą porę roku. Wydmuchała kłęb dymu i ruszyła powoli w kierunku wielkiego czerwonego budynku górującego nad wioską delektując się świąteczną atmosferą.

Dźwięki docierały do niej zanim jeszcze zobaczyła główną siedzibę głowy wioski. Dopiero teraz poczuła lekki stres. Tam będzie hokage. Nie wiedziała czemu ta myśl uderzyła jej do głowy. Przecież to oczywiste że tam będzie hokage! To przecież jego przyjęcie wigilijne. Głupia. Od jakiegoś czasu czuła się onieśmielona w obecności tego człowieka. Znała go większość swojego życia ale od czasu kiedy został głową wioski stał się kimś ważniejszym niż tylko były sensei. Była mu niezmiernie wdzięczna za to ile wysiłku wkładał w rozbudowę szpitala oraz to jak osobiście doglądał oddziału pediatrii. Tuż przed świętami przyszedł nawet i przebierając się za świętego mikołaja rozdawał prezenty. To było tak urocze i miłe, że pani ordynator nie mogła powstrzymać łez wzruszenia.
Jednak wbrew pozorom najbardziej przyjemne zdawało się to jak traktował. ją. Nie uważał jej za małolatę, która nie powinna piastować stanowiska ordynatora (czyli tak jak niemal wszyscy pozostali pracownicy szpitala). Traktował ją jak kogoś godnego zaufania. Kogoś komu ufa w stu procentach. I przede wszystkim traktował ją jak kobietę a nie dziewczynkę, którą kiedyś musiał się opiekować. Za to była mu chyba najbardziej wdzięczna.

Wzięła głęboki wdech i przekroczyła próg budynku przybierając dobrze już wystudiowaną pozę pewnej siebie kobiety sukcesu. To bardzo pomagało zamaskować jak bardzo niepewna siebie była. Skierowała się wprost do biura hokage i wieszając płaszcz rozglądnęła się szukając kogoś znajomego. Ludzi było mnóstwo. Od razu zauważyła grupkę lekarek z oddziału urazowego ale wiedziała, że owe panie bardzo jej nie lubią. Zaraz za nimi stali członkowie zarządu szpitala liczący sobie chyba po 150 lat. Ci również zerknęli na nią z dezaprobatą. Złapała poncz i zaczęła się przechadzać coraz bardziej żałując przyjścia. Rozglądnęła się po gabinecie i musiała przyznać, że ktoś bardzo się napracował. Dekoracje były cudowne. Girlandy porozwieszane po całym gabinecie, tu i ówdzie porozstawiane choinki oraz sztuczny śnieg a także zapach pomarańczy i piernika sprawiły, że to miejsce nabrało prawdziwego świątecznego uroku.

- Jak się bawisz?

Tuż za nią pojawił się niemal znikąd gospodarz przyjęcia. Zmierzyła go od stóp do głów czując ciepło rozpływające się po ciele. Pewnie jest teraz tak czerwona jak gwiazda betlejemska stojąca obok na parapecie. Ten człowiek chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak zabójczo wygląda w garniturze.

- Dziękuję, znakomicie - była dumna z tego jak autentycznie to zabrzmiało. Praca wymogła na niej naukę umiejętnego posługiwania się pół-prawdami.

Znała go na tyle długo, że widziała delikatny uśmiech rysujący się pod maską. Znał ją za dobrze żeby się nabrać.

- Może zatańczymy?

Jeśli wcześniej nie była czerwona to teraz była już na pewno.

- Z przyjemnością - głos jej nawet nie drgnął choć gardło miała ściśnięte z emocji.

W tle leciała jakaś bardzo przyjemna świąteczna piosenka a kilka par snuło się na środku pokoju w takt wesołej melodii. Szarowłosy jounin, a obecny hokage ujął delikatnie jej dłoń i zaprowadził na środek parkietu. Miała wrażenie, że lekarki z urazówki właśnie trafia szlag. Kakashi Hatake był obecnie dość rozchwytywanym mężczyzną.

Wciąż trzymając jej dłoń ujął ją w pasie i przyciągnął delikatnie do siebie poruszając się subtelnie w takt muzyki. Miała nadzieję, że mężczyzna nie czuje przez koszulę jak jej serce urządza sobie szaleńczy bieg. Starała się ze wszystkich sił utrzymać na twarzy chłodny profesjonalizm.

Zmierzył ją krytycznym spojrzeniem i pochylił się szepcząc do jej ucha

- Przestań.

Pozwoliła, swojej twarzy na lekkie zaciekawienie.

- Słucham?

- Przestań udawać. Bądź sobą.

Zaśmiała się ciut za nerwowo i dalej dobrze wystudiowanym tonem próbowała zbyć jego uwagę.

- Przecież jestem sobą Hokage-sama.

- Nie. Nie jesteś. Udajesz siebie ale to nie jesteś Ty.

Prowokował ją a ona niestety lubiła takie zaczepki. Nie wiedziała czy to poncz czy może miało to związek z jego przenikliwym spojrzeniem ale zdjęła maskę "Pani Ordynator" i uśmiechnęła się szczerze po raz pierwszy odkąd przyszła na tą imprezę i ośmieliła się pokazać swoją prawdziwą twarz.

- Czy teraz jestem sobą?

Obrócił ją delikatnie i przyciągnął do siebie. Prowadził zaiste doskonale.

- Mmm.. Teraz to moja Sakura.. Wyglądasz dziś pięknie.

Po jej plecach przeszły ciarki a nogi niemal się ugięły. Czy on właśnie powiedział to co powiedział? "Moja".. Chodziło mu pewnie, że "moja była uczennica Sakura" a jej mózg zamienił się w galaretę i odczytuje wszystko pod siebie. Stanęła jak wryta a on patrzył na nią przenikliwie czekając na jej dalszy krok. Gdyby.. to nic nie znaczyło.. nie patrzył by tak.. Z takim błyskiem.. Napięcie między nimi było namacalne. On stał i całkowicie poważnie patrzył głęboko w jej oczy a ona desperacjo próbowała połączyć z powrotem swój mózg z językiem i coś powiedzieć. Stali tak zamarli w tańcu i kiedy już myślała, że ta cisza ich wykończy z letargu wyrwał ją wesoły krzyk.

- JEMIOŁA!!!

Tuż obok nich zmaterializował się porządnie już wypity Naruto. Jak na komendę oboje poderwali głowy do góry. Faktycznie tańczyli idealnie pod krzakiem jemioły. Naruto najwyraźniej od dłuższego czasu czekał na ten moment.

- Noo.. Kakaaaashi-sensei ja.. hik! chętnie wyyyręszcze sensei!

Pijany Naruto zaczął się bezczelnie do niej dobierać. Normalnie poradziłaby sobie z kretynem ale w towarzystwie Kakashiego i w obliczu tego co się przed chwilą działo straciła kompletnie władzę nad ciałem.

Spojrzała błagalnie na swojego byłego sensei a obecnie (nie ma się co oszukiwać) obiektu jej westchnień i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki światła w całym gabinecie pogasły. W pierwszej chwili pomyślała, że ktoś ich zaatakował, jednak gdy poczuła, że ktoś ujmuje jej głowę zrozumiała, że to raczej nie przypadek.

Nim zdążyła zarejestrować poczuła ciepłe usta dotykające subtelnie jej warg. Niesamowity prąd przyjemności przebiegł przez jej ciało. Odpowiedziała na pocałunek z całą mocą pogłębiając go i wplatając swoje palce we włosy, które (była tego pewna) znała bardzo dobrze. Pocałunek był namiętny i czuły zarazem. Nigdy nikt jej nie całował z taką pasją, a do jej nie docierało to czego była aktualnie uczestnikiem. Czy to mogła być prawda? Czy naprawdę całowała Jego? Jedno było pewne. Nigdy nikt nie podniecił jej do tego stopnia jednym pocałunkiem.
Skończyło się równie niespodziewanie jak się zaczęło, i gdy już miała z powrotem przyciągnąć do siebie te cudowne usta światło zalało pomieszczenie. W oślepiającym blasku zauważyła jak hokage zakłada z powrotem maskę uśmiechając się do niej i pochyla się do nieprzytomnego Naruto.

- Nic mu nie będzie. To tylko alkohol i dobra zabawa! - wyjaśnił gapiom, którzy zaczynali się interesować leżącym na ziemi blondynem. Pewnie by w to uwierzył tak jak oni gdyby nie zauważyła ostatnich iskier raikiri błądzących po palcach szarowłosego.

- Zaniosę go tam gdzie spokojnie dojdzie do siebie - wyjaśnił okolicznym lekarzom zbiegającym się do pomocy. Zerknął wymownie na jemiołę nad jej głową i przechodząc obok szepnął tak, żeby tylko ona usłyszała:

- Okazja czyni złodzieja

Puścił jej oko i zniknął niosąc nieprzytomnego blondyna. Stała tam niepewna tego co właśnie się stało. Musiała wyglądać dość osobliwie stojąc jak ryta z wybałuszonymi oczami i półotwartymi opuchniętymi ustami. Miała ochotę zemdleć, uciec, roześmiać się i jeszcze raz zemdleć. Nim się zorientowała zaczęła się śmiać. Chyba właśnie została okradziona, jednak wcale nie czuła się z tego powodu źle. Wręcz przeciwnie. Dawno nie była tak szczęśliwa w święta.



Nie znalazłam obrazka, który by obrazował naszą historię ale mikołajkowi bohaterowie wpisują się w klimat? ;) 





Kartoteka AsiorekKP

Moje zdjęcie
Jestem autorką opowiadań, która uwielbia zagłębiać się w niuanse uczuć i skomplikowane emocje, które pisze życie. I porwałam się z motyką na księżyc próbując opisać zawiłe relacje, mogące powstać pomiędzy tą dwójką bohaterów.