Podglądacze

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Podwójny szpieg". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Podwójny szpieg". Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

Rozdział XXVII - Wybaczyłem już dawno

Witajcie. Na wstępie powiem Wam że przepraszam za tak długą nieobecność. U mnie wszystko w porządku jednak na te miesiące kiedy mnie nie było całkowicie straciłam wenę KakaSakowską.. Niemniej jednak co jakiś czas wracałam na bloga i zerkałam w komentarze. Muszę wam przyznać że jestem wzruszona że ktoś tu jeszcze zagląda i w sumie to najbardziej zmotywowało mnie do napisania. 
Co do życia uczuciowego to leży i kwiczy (kolejny związek poszedł się paść jednak muszę wam powiedzieć że bardzo mi pomógł się ogarnąć i myślę że był mi potrzebny. Pomógł pozbierać się po moim „Sasuke” i myślę że przygotował mnie na bycie taką Sakurą jaką kreuję  na tym blogu: silną, niezależną i stale walczącą o swój cel. To jeszcze nie był mój „Kakashi” ale wiem że wszystko się ułoży – z nim czy bez niego 😉

A teraz daję Wam może krótki ale myślę, że treściwy rozdział. Troszkę oczyszczający a troszkę wkurzający – jedno zdanie w szczególności irytuje – i jestem ciekawa czy wyłapiecie które mnie wnerwiło a mimo to je napisałam 😄 Dobra kończę bo wstęp od autora będzie za chwilę dłuższy niż sam rozdział… Bądźcie wyrozumiałe i trzymajcie kciuki żeby wena ruszyła z kopyta!



Zalała ją tak wielka ulga i szczęście gdy zobaczyła jego delikatny uśmiech na pokiereszowanej twarzy, że bez namysłu rzuciła się na niego. I w pierwszym momencie ściskał ją równie mocno jak ona jego choć nie powinien mieć tyle siły. Lecz to trwało tylko chwilę. Poczuła ukłucie smutku gdy Kakashi odsunął ją od siebie. Pochwycił ją za ramiona i odsunął delikatnie lecz stanowczo. Widziała jak jego ręce drżą od wysiłku.

- To.. boli...

Zobaczyła krew pojawiającą się na bandażach i zrozumiała, że ta chwila wysiłku kosztowała go o wiele więcej niż dawał po sobie poznać. Dopadła do torby i zaczęła wyciągać sprzęt. Musi zatamować krwawienia i zmienić opatrunki. Poukładała skrupulatnie przyrządy oraz maści podarowane przez dziadka Kaito i założyła rękawiczki spoglądając ukradkiem na Kakashiego.

- Muszę zmienić opatrunki. Czy.. mogę?

Dziwnie się czuła pytając go o zgodę. W ciągu ostatnich dni po prostu robiła co trzeba jednak teraz.. On w tedy nie wiedział. Teraz był świadomy tego jak bardzo musi się przed nią obnażyć.

- Rób co trzeba Haruno.

Nabrała głęboko powietrza i odsłoniła ranę na brzuchu która zakrwawiła najmocniej. Musi dołożyć parę szwów bo w niektórych miejscach pękły z wysiłku. Widziała jak jego ciało drży a ona z całych sił starała się wmówić sobie, że to nie on. Że to ktoś całkowicie obcy i to wcale nie z jej winy powstały te wszystkie rany.

I nawet przez chwilę jej się to udawało. Skupiła się na swojej pracy i skrupulatnie zakładała szew za szwem, odkażała, smarowała i zaklejała mniejsze i większe skaleczenia. Starała się ze wszystkich sił jednak wciąż nie umiała wyrzucić go z głowy a jej oczy robiły się coraz bardziej wilgotne. Gdy tylko skończyła zakładać ostatni opatrunek zerwała się nie patrząc na niego i zaczęła sprzątać przybory medyczne. W małej chatce zapadła głucha ciążąca cisza a ona z całych sił starała się dojść do siebie. Nie może się rozkleić. Nie teraz.

- Usiądź tu.

Dobiegły ją ciche słowa jounina. Odwróciła się wciąż nie patrząc mu w twarz. Kątem oka dostrzegła jak wskazuje miejsce obok siebie. Słyszała w jego słowach zdecydowanie i wiedziała co teraz nastąpi. Bała się tego momentu od kiedy uciekli. Osunął się na posłanie jednak nie widziała w tym ani grama słabości. O nie. Słabe było tylko jego ciało. Jego duch nabierał siły a jej serce zalał smutek. Przez chwilę zapomniała dlaczego był w takim stanie. Lecz wspomnienia wróciły do niej falami sprawiając, że poczuła rosnącą rozpacz. Przed chwilą jeszcze siedział roześmiany i pomimo tego w jakim stanie był w jego oczach widziała iskierki radości. Przez chwilę cieszył się tak jak i ona. Lecz teraz powrócił dowódca, który przejmował kontrolę. Przed oczami stanął jej obraz bezwzględnego wściekłego Hatake, gdy nakrył ją uciekającą z domu nieletnich prostytutek. I tak jak w tedy poczuła chęć buntu tak teraz pochyliła głowę na znak ukorzenia. Doskonale wiedziała, że w kwestii misji miał całkowite prawo być na nią wściekły. I wiedziała, że powinna ponieść wszelkie konsekwencje.

- Opowiedz co się stało.

Nabrała głębokiego oddechu i zaczęła snuć cichym głosem historię ucieczki z Yamataki. Nie odważyła się spojrzeć na niego przez całą opowieść streszczając wszystko co działo się w areszcie. Opowiedziała Hatake o tym jak odurzali ją miksturą wyczyszczającą pamięć i o tym jak zrozumiała dlaczego nic nie pamięta. Starając się opanować drżenie opowiedziała też o strażniku i o tym jak uwolniła się z celi by wrócić się po niego i uwolnić się z aresztu. Nie podniosła głowy nawet gdy wspomniała o pomocy Hiro i dziewczynek. Bała się, że zobaczy wściekłość na jego twarzy na samo wspomnienie o nich. Następnie opowiedziała o tym jak próbowała odzyskać pamięć lecz ominęła wzmiankę o tym jakie było tego ryzyko. Nie powinien wiedzieć, że położyła na szali swoje życie podczas gdy jego wisiało na włosku właśnie przez nią. I gdy zaczęła opowiadać o tym jakie miał obrażenia poczuła jak pojedyncze krople łez spływają po jej policzkach. Włosy zasłaniały jej pochyloną twarz lecz wiedziała, że on i tak będzie wiedział. I nienawidziła się za tą słabość lecz gdy zaczynała wymieniać wszystkie krzywdy jakie przez nią przeżył jej serce krwawiło równie mocno co jego rany w tedy.

Nie dała rady dokończyć. Zamilkła przy wyrwanych paznokciach i z całego serca próbowała się opanować jednak było to dla niej zbyt wiele. Cichy szloch wyrwał się z jej ust lecz wewnątrz siebie wyła jak ranione zwierze. Wszystkie wyrzuty sumienia zalały ją z całą swoją mocą. Nie miała prawa prosić o wybaczenie. To była tylko i wyłącznie jej wina. Jej wina..

-To moja wina.. moja wina..

Dopiero teraz zrozumiała, że szepcze te słowa jak mantrę kiwając się w przód i w tył niczym człowiek w psychozie z głową schowana w dłoniach. Poczuła na swoich rękach ciepły płyn spływający aż po nadgarstki i gdy uchyliła załzawione powieki zrozumiała, że to krew z zadrapań jakie robiła na swojej twarzy.

Bała się spojrzeć na Kakashiego. Nie chciała widzieć wściekłości w jego oczach. A jeszcze bardziej bała się zobaczyć w nich zawód. Rozczarowanie. Ból. Zdradę. Rzeczy na które w pełni zasługiwała.

Pochyliła się jeszcze mocniej i padła na klęczki..

Omal nie zginął. Jej mentor. Jej przyjaciel. Jej Kakashi. Człowiek, który tylekroć ratował ją z opresji. Który tyle dla niej zrobił i zawsze nadstawiał za nią karku. Który zawsze był obok gotowy stanąć między nią a niebezpieczeństwem. A ona? Prawie go zabiła.

A najgorsze jest to że nawet nie wiedziała jak go przeprosić za coś co było częścią niej. Za coś co pewnie zrobiłaby jeszcze raz.

Poczuła jak drżące dłonie chwytają ją i delikatnie próbują unieść do góry. Nie umiała opanować łez lecz dała się podnieść tym słabym dłoniom. I w tedy poczuła że Hatake przyciąga ją do siebie i zamyka w objęciach. Przez myśl przebiegła jej podobna chwila, gdy po ataku w Tokigamie uspokajał ją w ten sam sposób.

Tego już było za wiele. Rozpacz zalała ją jak tsunami i porwała w otchłań beznadziei, którą próbowała okiełznać od momentu kiedy odzyskała pamięć.  Dopiero co wygrał ze śmiercią, która byłaby jej winą. A potrafił wziąć ją w ramiona, gładzić jej włosy i szeptać do ucha słowa ukojenia. W tej chwili nienawidziła siebie jeszcze mocniej.

- Ciii.. Już dobrze.. Nic mi nie jest.. Uspokój się.. Sakura no już.. Nie płacz już wszystko dobrze.
Jesteśmy cali.. Oboje żyjemy.. To nie Twoja wina.. Już jest dobrze.. Żyję dzięki Tobie..

Podniosła zapłakany wzrok i napotkała jego zmartwione czarne oczy. Matko... On jeszcze się o nią martwił. Po tym wszystkim.

Uwolniła się z uścisku i tym razem to ona objęła jego przyciskając jego głowę do piersi, gładząc jego włosy i delikatnie pieszcząc zmaltretowaną twarz odsłoniętą nie wiedzieć kiedy.

- Wybacz mi.. wybacz Kakashi proszę... Przepraszam tak strasznie mi przykro... Wybacz mi...

Poczuła jego ręce oplatające się wokół jej tali i usłyszała słowa, których tak rozpaczliwie teraz potrzebowała.

- Wybaczyłem już dawno.



P.s. Wiem że ten rozdział jest ciut podobny do poprzedniego bo kończy się w podobny sposób. Ale myślę, że jak przeczytacie oba to zrozumienie ile podziało się od jednego uścisku do drugiego ;)


Macie tu kupę nieszczęścia (Sakura) 😄 Ale spoko jej stan nie potrwa już długo 😏

Jeśli się zastanawiacie jak Kakashi patrzył na Sakurę podczas tej rozmowy to tu mace mniej więcej ten biedny wzrok 💔

Bardzo podoba mi się ten art. Widać jak oboje cierpią i oboje tulą się do siebie.. Słodko! 😃😍😙



P.p.s. Widziałam, że w niektórych komentarzach padło hasło COVID-19 😄 Tak jestem pielęgniarką i tak pracuję na oddziale intensywnej terapii jednak spokojnie - jeszcze nie miałam przypadku.. i Oby go nie było...

BTW! Wesołych Świąt kurde! 😊

niedziela, 8 września 2019

Rozdział XXVI - Niemożliwe do przetrwania

 Hej! Wróciłam! Przepraszam, że się nie odzywałam ale egzamin poszedł mi średnio i tak się poddenerwowałam że nie miałam ochoty pisać niczego a obiecałam Wam przecież rozdział! Wyniki w październiku więc to oznacza, że tak czy siak nie obronię się w tym roku... Do dupy... Nigdy nic nie szło mi tak opornie jak ta magisterka... I jeszcze miliony koleżanek dodających zdjęcia z obrony z dyplomami w dłoni... No jednym słowem ostatnie 2 tygodnie byłam podłamana i wkurzona na zmianę... Ale udało mi się dokończyć rozdział i pragnę Wam serdecznie podziękować za wsparcie! Co będzie to będzie ale dużo dały mi Wasze słowa otuchy 😌

Przed Wami krótki aczkolwiek znaczący rozdział. Ktoś tu ma mętlik w głowie i chyba zaczyna troszkę inaczej podchodzi do niektórych kwestii 😏 Enjoy!

P.s. Konkursowy pojawi się na dniach!


Czuł, że coraz bardziej zapada się w błogą nicość. Tak wspaniale było poddać się temu uczuciu. Chciał tylko móc nie przejmować się niczym i nie musieć się o nic martwić a to właśnie oferowała pustka. Który już raz dryfował między przestrzenią i czasem? Nie mógł zliczyć. Jednak tym razem był głębiej niż wcześniej. Wcześniej miał wrażenie, że niewiele dzieli go od powierzchni. Teraz czuł, że zapada się coraz głębiej i głębiej odczuwając coraz większą obojętność. I pewnie opadałby tak w nieskończoność gdyby coś nie dawało mu spokoju. Czuł, że nie może się poddać. Musiał przeć ku górze. Miał coś ważnego do zrobienia.  Musi wrócić stamtąd skąd przyszedł.

Ktoś tam na niego czekał. Czuł to.

Wyrwał się ku górze czując pierwsze nieprzyjemne fale. Im wyżej się wzbijał tym jaśniej się robiło a jego ciało zaczynało lokalizować wszystkie swoje części. Jego głowa pulsowała tępym bólem, który przeszywał każdy zakamarek jego umysłu. Jakby tego było mało reszta ciała przesyłała do jego obolałej głowy ogromną masę impulsów bólowych, które sprawiały, że omal nie zawył. Rzadko kiedy zdarzało mu się być w takim stanie. Choć każda walka w jakiś sposób odbijała się na jego ciele to niemal już zapomniał jak to jest aż tak oberwać. Wspomnienia pobytu w Yamatace wróciły z całą swoją siłą przypominając mu skąd owe obrażenia się wzięły.

Otworzył oczy i nabrał głęboko powietrza by wypuścić je z cichym stęknięciem. Poczuł jak jego brzuch wysyła wgłąb ciała salwę ostrych igieł uniemożliwiającą nabranie powietrza. Już chciał wstać gdy nagle jego wzrok natrafił na czuprynę brązowych włosów spoczywającą na jego piersi. Rin?

Nie.. Rin przecież nie żyła.

Przekręcił odrobinę głowę i zobaczył znajomą twarz. Sakura... Nie umiał powstrzymać westchnienia ulgi. Nic jej się nie stało.

Uciekli. Byli bezpieczni. Przeżyli.

Nie widział żeby miała jakieś widoczne obrażenia jednak sińce pod oczami oraz trupio-blada skóra wyraźnie wskazywały na to, że nie miała ostatnio spokojnego snu. Postarał się nie poruszyć, żeby jej nie zbudzić.

Wolał nie powracać do nieprzyjemnych wspomnień toteż skupił się na dziewczynie.

Czuł wyraźnie jak jej ciało unosi się i opada w spokojnym oddechu, który owiewa jego klatkę piersiową.  Ciepło rozchodzące się od dziewczyny sprawiało, że już sama jej obecność działała leczniczo. Nagle dotarło do niego, że dziewczyna śpi wtulona w niego całą sobą a on obejmuje ją ramieniem. Poczuł kolejną falę przyjemnego ciepła rozchodzącą się po ciele. Jej skóra była tak przyjemna w dotyku. Miał ogromną ochotę sunąć dłonią po jej ramieniu i poczuć więcej jednak w porę się powstrzymał.

Gdyby nie fakt, że nie chciał jej zbudzić to by się odsunął. Jego myśli nie powinny krążyć tym torem. Zwłaszcza, że ostatnie co pamiętał z lochów to głupia nadzieja, że jeszcze uda mu się ją uratować. Jedyne czego chciał to móc ją przytulić tak jak w tedy w Tokigamie. W tedy miał pewność, że jest już bezpieczna.

Jego drużyna zawsze była dla niego najważniejsza jednak misja z Haruno uświadomiła mu jak niezwykłą jest dziewczyną. Tak bezinteresowną i dobrą. Nieskażoną złem tego świata. Niosącą pomoc bez względu na wszystko. I choć nie chciał się do tego przyznać to widząc jak medic ninja zajmuje się tamtymi sierotami wiedział, że postąpiła dobrze. Tak jak tylko ona umiała. Altruistka. Naiwna w swoim poświęceniu. Jakby myślała, że gdy poświęci sama siebie to zbawi świat. A on miał przeczucie, że jeśli zapewni jej bezpieczeństwo to ona tego dokona.

Jak dziś pamiętał tamten dzień gdy wyznała miłość Naruto. Zima. Akcja ratunkowa podjęta przez Uzumakiego. I ona. Próbująca ocalić przyjaciela. Wyrzekając się miłości życia. Wiedziała, że Naruto będzie chciał uratować Sasuke z powodu obietnicy jaką na nim wymusiła dawno temu. I chciała poświęcić siebie i swoją miłość dla dobra przyjaciela.

Jakiś dziwny prąd przeszedł po jego ciele gdy przypomniał sobie zarumienioną Sakurę wyznającą miłość Naruto. Wokół niej wirowały płatki śniegu a jej lekkimi włosami targał mroźny wiatr. Uśmiechała się delikatnie patrząc wprost na Uzumakiego a jej oczy skrzyły się podkreślając wagę słów, które wypowiadała. I ich pocałunek. W tamtej chwili poczuł jedno. Zdziwienie, że Naruto umiał się oprzeć. Skupił na niej całą swoją uwagę, by nie myśleć o bólu, który coraz bardziej odczuwał. Studiował rysy jej twarzy i z rozbawieniem zauważył stróżkę śliny, która uciekła spod półprzymkniętych ust.

Już chciał podnieść dłoń by ją zetrzeć gdy zbeształ się w myślach. To była jego uczennica i przyjaciółka. A takie zachowanie wykracza poza granice przyjaźni.

Przed oczami pojawiło mu się ognisko, sake i ich pocałunek. Znów poczuł prąd rozchodzący się po całym ciele i przyjemne ciepło. Przekroczyli już granicę.

Przestać o tym myśleć! Musiał naprawdę dobrze dostać w głowę skoro jego myśli szły takim torem. A może to ulga, że ocaleli?

Było blisko.

Mogli oboje zginąć, zdradzając przy okazji wiele cennych informacji wrogowi. Echo dawnej wściekłości odezwało się z tyłu jego obolałej głowy. Nie powinni zaczynać tamtej walki. Ale był tak cholernie wkurzony! Jakkolwiek szlachetnie by nie postąpiła naraziła siebie i całą misję. Będą musieli o tym poważnie porozmawiać. O tym i o wielu innych kwestiach.

Może by i wytrzymał jeszcze jakiś czas walcząc z bólem i próbując nie poruszyć się nawet o milimetr gdyby nie całkowicie nieprzewidziane i niezaplanowane potężne kichnięcie, którego nie był w stanie powstrzymać.

Tak jak się spodziewał, Haruno zerwała się łapiąc za kunaia i rozglądając się po starej szopie w której obecnie przebywali.

Zaśmiał się na widok jej zdezorientowanej miny i czupryny, z której każdy włos sterczał w inną stronę. Jego chrapliwy śmiech zwrócił jej uwagę i mógł zaobserwować niesamowitą przemianę. Z jej szczupłej, skupionej i ściągniętej twarzy zniknął wyraz czujności. W jednym momencie rozjaśniła się jakby samo słońce zdecydowało się zaświecić mu prosto w oczy. Spierzchłe usta Haruno rozciągnęły się w szerokim uśmiechu a jej oczy zaiskrzyły się dokładnie tak jak w tedy w zimie. Rzuciła się na niego przytulając go mocno do siebie i śmiejąc się w głos. Trwali wtuleni w siebie ciesząc się, że żyją. Teraz już musi być dobrze i oboje czuli, że przetrwali niemożliwe do przetrwania.




 Nie ten ubiór i nie te okoliczności ale myślę że uścisk absolutnie TEN 💖



wtorek, 6 sierpnia 2019

Rozdział XXV - Rozdroże

Uff... Powracam!  Nie chcę żebyście długo czekały na KakaHana więc... łapcie rozdział!

Może nie jest za długi ale bądźcie łaskawe dla mnie i mojego powrotu 😌  Oczywiście musi trzymać w napięciu a co! 😊




Jej powieki były takie ciężkie... Nie umiała nad tym zapanować. Czuła się jakby ktoś zawiesił jej na nich ciężarki a ona bezskutecznie siłowała się by pozostały otwarte. Kolejny raz zerwała się gdy głowa opadła jej bezwiednie na klatkę piersiową. Rozglądnęła się po pomieszczeniu szukając ewentualnego wroga i mimowolnie spojrzała na mężczyznę leżącego obok niej. Oddychał niespokojnie a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Dotknęła czoła upewniając się tylko, że jej towarzysza trawi wysoka gorączka. Było źle. Od kilku dni nie była w stanie zbić skutecznie temperatury. Nawet zioła dziadka Kaito nie potrafiły już pomóc.

Przetarła piekące oczy i wstała udając się po świeżą wodę ze studni. Dziadek Kaito - jak sam kazał o sobie mówić - okazał się sędziwym staruszkiem pracującym całe życie na roli. Wszystko co wiedział i umiał ograniczało się do tego co było mu niezbędne do życia w gospodarstwie.

Jako małe dziecko został sierotą przez wojny toczące się pomiędzy klanami. To w tedy na krótki czas trafił pod opiekę pewnej kobiety "parającej się uzdrawianiem" jak to mówił. Owa kobieta nauczyła go co nieco o leczeniu jednak jako że nie był zbyt dobry w kontroli czakry ograniczył się do wykorzystania nauk na własny użytek. To niesamowite, że jego  podstawowe umiejętności okazały się dla Sakury niezbędne.

Hiro znała dziadka Kaito z opowiadań. Tylko dzięki jej wskazówkom Haruno uciekła z Yamataki i przez dwa dni i dwie noce pod przebraniem przemyciła Kakashiego do doliny w której żył uzdrowiciel - amator. To była jego jedyna szansa po brawurowym zabiegach jakim poddała go zielonooka.

I choć po wszystkich tych nadludzkich wysiłkach miała ochotę jedynie na to aby się położyć i tak po prostu zasnąć to wiedziała, że nie może pozwolić sobie na ten luksus. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej Hatake potrzebował opieki. Wszystko zależało od niej i jej woli przetrwania. A wiedziała, że przetrwać musi. Jeśli ona się podda to on nie będzie miał żadnych szans.

Wróciła do szopy, która aktualnie stała się ich schronieniem i uklękła przy leżącej na środku pomieszczenia kupce nieszczęścia. Zdjęła z czoła Hatake okład i włożyła go do misy z zimną wodą. Szarowłosy wiercił się niespokojnie odganiając sobie tylko znane demony.
W jej oczach zebrały się łzy, które przełknęła nim zdążyły spłynąć po policzkach. Jego widok sprawiał, że kroiło się jej serce.

Niepokonany. Silny. Władczy. Niezłomny. Teraz leżał na kupce siana jak cień samego siebie.
Wątły. Niepozorny. Słaby...

Zawsze była wrażliwą dziewczyną. Gdy była mała uważała to za wadę. Płakała niemal przy każdej okazji stanowiąc łatwy cel dla złośliwych dzieciaków. Lecz im była starsza tym stawała się twardsza. Łzy nie były już oznaką słabości. Były symbolem jej wrażliwości, którą przede wszystkim kierowała się w opiece nad chorymi. Były jej wewnętrzną siłą.

Patrząc na Kakashiego chciało się jej płakać. Lecz ten płacz nie był dobry. Ta wrażliwość, którą uznawała za siłę odwróciła się przeciwko niej. Każdy siniak, każde najmniejsze zadrapanie, wszystkie jego rany czuła jakby były jej własne. Bo należały się jej a nie jemu. Lekkomyślna.. głupia.. Nie mogła inaczej o sobie myśleć. Wszystkie misje zeszły na dalszy plan. Teraz musiała ratować przyjaciela, który był o krok od śmierci. Przez nią.

Otarła jego twarz zimną tkaniną i z ulgą zarejestrowała, że na chwilę się rozluźnia. Jakby czuł się odrobinę lepiej. Jakby odjęła choć trochę tego bólu.

Wzięła nową tkaninę i również zamoczyła w zimnej wodzie po czym przykryła nią nos i usta Hatake niczym maską. Nie tylko po to by zbić gorączkę.

Czuła się źle, że widzi jego twarz. Choć wszystko było opuchnięte i zasinione to.. czuła, że nie ma prawa go oglądać. Z jakiegoś tylko sobie znanego powodu nosił maskę i ona to szanowała. Kiedyś była ciekawa tego co jest pod nią... Teraz chciała jedynie by znów był sobą. Chciała uszanować jego wolę jakakolwiek by nie była. Chciała by wrócił dawny Kakashi.

- Ta noc będzie decydująca.

Prawie podskoczyła. Nie usłyszała, kiedy dziadek Kaito pojawił się w drzwiach stodoły. Patrzył uważnie jednak nie na nią a na Kakashiego. Nie podobała jej się ta niepokojąca groźna nuta w jego głosie.

- Co to znaczy?

Spytała cicho choć nie wiedziała czy chce znać odpowiedź.

- Dowiemy się jutro. Jednak twój przyjaciel jest na rozdrożu. Jego duch stoi przed wyborem. Może walczyć dalej albo..

Starszy człowiek nie dokończył lecz spojrzał na nią ze smutkiem w oczach a ona poczuła, że robi jej się słabo.

-Nie... on się nie podda.

Przekonywała nie tylko dziadka Kaito ale i siebie.

- Jego ciało jest bardzo zmęczone... - staruszek usprawiedliwiał Kakashiego jakby już wiedział jaki będzie wynik tej walki.

- Może uda mi się... Poczytam coś i na pewno znajdę rozwiązanie! On się nie podda i ja też się nie poddam.

Zerwała się gwałtownie i zaczęła przeszukiwać swoje rzeczy w poszukiwaniu książki. Gdy odwróciła się do drzwi Kaito już nie było. On nie wierzył w to że Kakashi wyzdrowieje. Więc ona będzie musiała wierzyć za nich dwoje.

Zapaliła świecę i odganiając poczucie senności gorączkowo kartkowała jedyną książkę, jaką ze sobą miała. Próbowała sobie też przypomnieć coś co mogła jeszcze zrobić, jednak cokolwiek przychodziło jej do głowy wymagało albo specjalistycznych leków albo specjalistycznego sprzętu albo specjalistycznych umiejętności - których aktualnie nie miała.

W końcu gdy noc była już bardzo późna a ona wciąż nie znalazła rozwiązania musiała przyznać rację Kaito co do jednego. Teraz wszystko zależało od Kakashiego.

Przełykając łzy zrobiła zatem jedyną rzecz jaka przyszła jej do głowy.

Położyła się przy Kakashim i przytuliła się do niego. Czuła każdy dreszcz i każde niespokojne uderzenie serca jounina. Teraz wszystko zależało od tego, którą ścieżką pójdzie. I ona będzie przy nim cokolwiek wybierze.


Mała drama na końcu ale wczujcie się w ten decydujący moment ;> 



środa, 1 maja 2019

Rozdział XXIV - Ciemność

Ladies and.. ladies! (I think) 😁

Kakashi is back! 😍

Choć jest to tylko przedsmak 😏 Zaostrzenie apetytu 😈


Dryfował. Czuł jak jego umysł leniwie unosi się w przestrzeni nie mogąc znaleźć swojego punktu zaczepienia. Ten stan był tak błogi i beztroski, że chętnie zostałby w nim na zawsze. Potrzebował tego. Czuł, że ostatnio miał chyba dość ciężko, ale nie do końca wiedział dlaczego. 

Coś jednak nie dawało mu spokoju. Musi wrócić. Musi znaleźć ciało, które zgubił. Tylko gdzie ono może być? Ciemność wokół niego przecinały smugi światła tworząc niesamowity taniec. Iskry, przebłyski i cienie płatały mu figle dezorientując całkowicie jego już i tak oszołomiony umysł.

Jak otworzyć oczy? Gdzie one są? Gdzie jest on? Poczuł drżenie i na nim się skupił. Wszystko wokół drżało ale to chyba dobrze. To pomagało znaleźć wszystko czego potrzebował. Poruszył delikatnie ręką upewniając się, że jest na swoim miejscu. Spróbował to samo zrobić z drugą, jednak tu nie poszło mu już tak dobrze. Druga ręka odmawiała posłuszeństwa. Ale dzięki temu wiedział gdzie ma tułów. A to pozwalało namierzyć nogi. I podobnie jak przy rękach, jedną udało sie poruszyć, jednak druga nie chciała posłuchać jego woli. 

Otworzył powoli oczy by zaraz je zacisnąć.W ciągu tej jednej krótkiej chwili mignął mu oślepiający taniec soczystej zieleni. Światło przemykało pomiędzy szmaragdowymi ruchliwymi plamkami rażąc go raz po raz. Skupił się jak mógł by unieść powieki i nie pozwolić się im ponownie zamknąć. Wbił wzrok w szalony wzór przemykający nad nim. Nad nim? To.. to były liście. Widział je coraz wyraźniej. Czyli leżał. Tylko dlaczego liście przesuwały się z dołu do góry? Drwiły sobie z niego?

Jego umysł był tak powolny... Musiał być wieziony. Skoro leżał a mimo to drzewa nad nim przesuwały się zastępowane przez coraz to nowe. Tylko.. kto go wiózł?

Uniósł niesamowicie ciężką głowę do góry walcząc z przytłaczającym otępieniem. Wzrok wyostrzał się irytująco powoli ale miał pewność, że tuż obok widzi jakąś postać, zwróconą do niego tyłem.

Maszerowała jednostajnie ciągnąc wóz na którym leżał.

Poczuł jak opuszczają go siły i z jękiem położył głowę z powrotem w wygodnej pozycji. W tedy poczuł, jak wszystko staje a drżenie całego ciała ustępuje. Stanęli. Odwrócił głowę w bok słysząc kroki. To przyjaciel czy wróg? Było mu wszystko jedno.

I w tedy ją zobaczył. Serce zabiło mu szybciej niepewne tego co widzi. Brązowe włosy...

- Rin...

Wciąż jeszcze nie widział wyraźnie, lecz osoba, która przed nim stała na pewno była drobną kobietą i miała brązowe krótkie włosy. Znał tylko jedną taką osobę. Postać dotknęła jego czoła dłonią. Dopiero teraz poczuł jak przyjemnie chłodne są jej ręce.

- Rin... Wróciłaś... 

- Ciii.. Leki sedujące przestały działać. Dodam Ci jeszcze trochę zanim dotrzemy na miejsce. Masz gorączkę. Musimy się pospieszyć.

To musiała być ona. Jedna jedyna troszczyła się o niego w ten sposób. Gdzie on był?

- Rin... To Ty...

Nie wiedział dokładnie co chce powiedzieć, ale podniósł rękę chcąc jej dotknąć. Chcąc sprawdzić czy się nie pomylił. Ona jednak złapała go za nią i poczuł jak od jego łokcia w stronę reszty ciała rozchodzi się zimno. 

- Musisz wiedzieć... musisz wiedzieć, że cię....

Lecz nim zdążył ją przeprosić pochłonęła go ciemność.

****

Znów to odrętwienie. Kolejny raz. Czwarty? Siódmy? Moment kiedy wracał do ciała by za chwile znów się od niego oderwać. Poczucie unoszenia się w pustce. Czy on umarł? Gdzie do cholery jest? Czy tak wyglądało piekło? Zwykła pustka w której człowiek nie umie poskładać się w całość? Nie wiedział, lecz gdy zobaczył kolejny taniec światła poczuł jakby same niebiosa zsyłały mu ratunek. Może znów zobaczy tą dziewczynę. Anioła, który za każdym razem mówił że będzie dobrze. Może tym razem będzie mógł zostać.

Spróbował skupić się na przemykających przebłyskach światła, dzięki czemu udało mu się unieść powieki. Światło nie świeciło już tak intensywnie jak wcześniej. Teraz pojedyncze stróżki tańczyły po ciemnym pomieszczeniu w którym się znajdował. Drewno. Chata. Stodoła? Wszystko jedno.

Teraz to nie miało dla niego znaczenia. Znaczenie miało to, że po całym jego ciele rozchodziło się odrętwienie przechodzące niemal w ból. Ręka i noga pulsowały nieprzyjemnie podobnie jak brzuch. Jakby miał tam tykającą bombę. Czemu tak tyka? Jego twarz zaczynała szczypać i palić. Czemu widzi tak mało? Czemu czuje to wszystko? Gdzie jest jego umysł? Cholera jasna...

- ... dwa dni drogi to dużo jak na jego stan ale rozumiem czemu tu jesteście. Pomogę ale nie jestem zbyt dobry w leczeniu czakrą.

- Proszę... Niech Pan zrobi co tylko Pan może. Za wszystko będziemy wdzięczni.

- Dziecko.. Zdajesz sobie sprawę, że mogę tylko pogorszyć sprawę? Liczysz się z tym?

Na chwilę zapadła cisza po której znów odezwał się głos dziewczyny.

- Niech Pan robi co może. Błagam.

Znajomy głos. Niosący poczucie bliskości i miłości. Przypominający o szczęściu choć w tym momencie zmartwiony. Znał ten głos i wiedział że należy do kogoś kogo kocha. Jest bezpieczny. Wiedział że jest. I znów pochłonęła go ciemność.



Może nie tyle "is back" co "is almost back" 😋




czwartek, 28 marca 2019

Rozdział XXIII - Czas na zmiany

Kochani praca magisterska mnie zżarła! D:  Wena z KakaSaku zmieniła się na anestezjologię i ciężko mi ją zmusić do współpracy ale walczę ze skubaną! ;) Daję wam kolejny rozdział z nadzieją że "teraz to już pójdzie" ;P Boszzz jak mi brakuje Kakashiego! ;(  Już niedługo!

p.s. troszkę króciutki ale myślę że treściwy ;) Enyoy!


Trajkotanie Hiro przelatywało jej koło uszu niemal niepostrzeżenie. Emocje opadły, Kakashi znów zapadł w sen a jej ciało boleśnie dawało znać o przeżyciach ostatnich dni. Bolał ją chyba każdy mięsień jaki posiadała a głowa ponownie zaczęła pulsować nieznośnym bólem. Nie chciała jednak niczego brać. Nie wiedziała kiedy będzie mogła uzupełnić apteczkę a obawiała się żeby nie zabrakło leków dla Kakashiego. Dezynfekowała narzędzia jednocześnie obmyślając kilka możliwych planów działania podczas gdy 10-latka z pełnym zapałem i ekscytacją opowiadała o wszystkim co przeżyła w trakcie operacji jounina.

-Saruno-kun! Słuchasz?!

Bardzo starała się przybrać zainteresowaną minę, jednak dziewczynka była na to zbyt bystra.

- Nie słuchasz.

- Przepraszam Hiro..

Blondwłosa dziewczynka przyjrzała się jej badawczo a jej oburmuszony wyraz twarzy ustąpił miejsca nadziei.

- To może przyniosę coś do picia i jedzenia? A potem się pani prześpi a potem pomyślimy co dalej?

Różowowłosa westchnęła ze zrezygnowaniem. Dobrze wiedziała, że nie może odpocząć. I jeszcze długo nie będzie mogła. Nie byli bezpieczni.

- Nie mamy czasu Hiro. Jeszcze dziś musimy opuścić to miejsce. Tu nie jest bezpiecznie.

Zapadła cisza a ona zerknęła bezwiednie na Kakashiego myśląc o tym jak wielkie wciąż grozi im niebezpieczeństwo. Po tym wszystkim co przeszli nie mogła dopuścić żeby historia znów się powtórzyła. Nie mogła znowu nawalić.

Oczyściła narzędzia i spakowała do plecaka. Dopisała na liście rzeczy do uzupełnienia trochę bandaży i podała ją Hiro.

- Powiedz mi czy możesz mi załatwić którąś z tych rzeczy nie wzbudzając niczyich podejrzeń?

Dziewczynka przeleciała po niej wzrokiem z niepocieszoną miną.

- Tylko parę z nich. Chyba że dałaby mi pani więcej czasu to w tedy...

Haruno pokiwała przecząco głową czując się parszywie odbierając dziewczynce ostatnią nadzieję.

Jej wzrok znów uciekł na jounina. Wyglądał lepiej niż wcześniej - umyty, zaopatrzony, z usztywnioną nogą i ręką. Udzieliła mu pierwszej pomocy, jednak wiedziała, że wymaga dalszych interwencji. One jednak mogły poczekać.

- Jestem za niego odpowiedzialna. Muszę go stąd wydostać jak najszybciej się da. Nie mamy czasu Hiro.

Zamilkła próbując nie myśleć o tym że właśnie w tej chwili ściga ją cała straż Yamataki wściekła i żądna ich krwi. Nie mogli tu dłużej zostać. Władze miasta ewidentnie nie życzyły sobie tajnych szpiegów na swoim terytorium. Musiała wymyślić jak wydostać się stamtąd niepostrzeżenie nie alarmując straży oraz zdecydować gdzie się udać. Teraz nie było czasu na zwłokę. To był czas na opracowanie planu.

 Teraz gdy Kakashi był niedysponowany to ona objęła dowodzenie. I stawała przed podjęciem bardzo trudnych decyzji. Kontynuować misję czy ją porzucić? Przetransportować go do większego miasta gdzie otrzymaliby opiekę medyczną czy wciąż się ukrywać? Z tego co widziała mieli bardzo duże braki w wyposażeniu. Fakt, że nie mogła w dalszym ciągu używać czakry bardzo utrudniał jej życie i niepokoił nie mniej niż stan jounina. Z tych ponurych rozmyślań wyrwał ją głos Hiro.

- Kocha go Pani.

To stwierdzenie było  tak niespodziewane i zawstydzające, że aż się zapowietrzyła. Jej serce zabiło szybciej a na policzki wypłynął róż. Skąd dziewczynce przyszedł do głowy taki absurd?!

- Co Ty opowiadasz!? To mój partner! Były sensei! Jesteśmy toważyszami broni i nic więcej! I.. I przeze mnie jest w takim stanie! Jest moim przyjacielem! Poza tym.. kocham kogoś innego.

Zaskoczyło ją to jak koślawo wyszło to tłumaczenie. Oraz to, że ostatnie słowa przyszły jej z trudem. Jakby powiedziała coś do czego nie jest przekonana. Zamilkła zagłębiająć się w swoje myśli.

Hiro pokiwała głową świdrując ją spojrzeniem swoich niebieskich oczu. Do cholery ile to dziecko ma właściwie lat, że jest takie przenikliwe?! Bynajmniej nie skomentowała tłumaczeń Haruno.

- Załatwię rzeczy o które pani prosi. I tak najlepiej będzie przedostać się po zmroku więc ma pani chwilę czasu żeby odpocząć. Załatwię rzeczy.

Dziewczynka wstała i oglądnęła się jeszcze raz na jounina. Tak jakby i ona miała ten nawyk co Sakura.

Haruno wciąż jeszcze skołowana zabrała się za przepakowywanie torby. Słowa Hiro uderzyły w nią jak niewidzialna broń. Skąd dziewczynka wytrzasnęła taki pomysł?! Kochała go jak każdego innego przyjaciela. Oczywiście że był jej bliski. Ale dla wszystkich swoich przyjaciół poświęciłaby się bez reszty aby ich ratować.

Jak na zawołanie w jej umyśle rozbrzmiało echo silnego uczucia. Potrzeba którą poczuła w tedy przy ognisku. Na jej policzki wylał się zdradliwy rumieniec. Wspomnienia z tamtej nocy powróciły z całą siłą uderzając w nią falami. Miała wrażenie, że to działo się w poprzednim życiu... Sake. Historia nieszczęśliwej miłości i zdradzonej przyjaźni. Rozpacz w oczach niezłomnego jounina. Pocałunek. Pełen rozpaczy i nadziei. Pijacki szczery pocałunek...

Potrząsnęła głową próbując pozbyć się tamtego uczucia. Nie chciała go analizować. Kakashi Hatake to tylko Kakashi Hatake a tamto wydarzenie to był przypadek. Przeprosi go jak tylko będzie okazja do rozmowy. Za to i za wszystko inne...

Przed oczami pojawiło się wspomnienie ich rozmowy w pokoju. Próbował jej wyjaśnić czym grozi pomoc tym dzieciom. Myślał racjonalnie. Ale ona była zbyt zaślepiona żeby to dostrzec. Złamała rozkazy i zadziałała na własną rękę - zachowanie niedopuszczalne na każdej misji. Naraziła życie wszystkich wokół siebie myśląc, że robi dobrze. Sprowadziła niebezpieczeństwo nie tylko na te dziewczynki ale i na siebie i swojego dowódce. Leżacy obok niej Hatake oberwał najbardziej właśnie przez jej lekkomyślność. Nie ma słów, które mogłyby wyrazić jak bardzo było jej przykro.

Miał pełne prawo po takim wyskoku powiedzieć jej to co powiedział na polanie przed ich walką. Wcale mu się nie dziwiła. Nie zachowała się profesjonalnie. Kierowała się sercem zamiast rozumem. Zupełnie nie jak ninja. Ohh Tsunade byłaby wściekła..

Kolejny raz nie wiedzieć po co przepakowała torbę zerkając na śpiącego jounina. Nie mogła pozbyć się tego nawyku zerkania, jakby bała się, że gdy znowu spojrzy - jego już nie będzie. Czuła na sobie ciężar odpowiedzialności za wszystko co się wydarzyło i musiała być gotowa, żeby go udźwignąć.

Gdy stwierdziła w końcu, że są w miarę przygotowani spróbowała jeszcze raz skupić czakrę. Robiła to średnio co pół godziny wciąż i wciąż starając się odzyskać władzę nad mocą. Czuła się jakby w środku niej przeszedł huragan przestawiając wszystko co było do tej pory poukładane w idealnym porządku. Zagryzła z wściekłości wargi i skupiła się jeszcze mocniej. Tak jak porzednim razem nic się nie stało. Zerwała się z posadzki i zaczęła krążyć nerwowo wokół ich skromnego obozu. Musi coś wymyśleć!

Analizowała tysiące pomysłów gdy ni stąd ni zowąd pojawiła się uszczęśliwiona Hiro z naręczem materiałów. Nie było tego co prawda dużo ale to zawsze coś. Haruno złapała opatrunki i zaczęła pakować do torby przegryzając w między czasie kulkę ryżową podsuniętą przez dziewczynkę.

- Gdy tu szłam przypomniałam sobie o kimś! Myślę, że wiem kto mógłby wam pomóc!

Widać było, że dziewczynka jest z siebie dumna. Sakura wysłuchała uważnie pomysłu dziewczynki i gdy tylko przełknęła ostatni kęs i popiła sporą ilością wody wstała i otarłszy usta zakasała rękawy.

- Świetnie się spisałaś Hiro. To już jakiś początek. Ale nie mogę wyruszyć ot tak.. Jest jeszcze coś.

Haruno podała jej farbę do włosów i pędzel.

- Pomożesz mi?

W odpowiedzi Hiro pokiwała z zapałem głową. No... to czas na zmiany.




Ojj ktoś tu się zawstydził ;D

Wiem że to art z walki z Sasorim ale tak mi się podoba ta bojowa postawa ^^ Saukra w końcu przejmuje dowodzenie ;>

Dadzą sobie radę? ;) 


wtorek, 29 stycznia 2019

Rozdział XXII - Udało się

Długo bawiłam się z tym rozdziałem ale myślę, że wyszło to w miarę ;) Nie chciałam przedłużać ale sami rozumiecie.. Trochę grozy musi być ;P Kończymy.. wątek! ;D

Kojarzycie te momenty kiedy Kakashi stawał w obronie Sakury? Jak dla mnie bardzo dużo było takich scen i wtedy bardzo mnie to ujmowało... Wszyscy myśleli o sobie tylko Kakashi myślał wtedy o Sakurze :> Wrzucam link do fajnego filmiku na którym widać takie sceny no i autor podaje 75 (!) powodów dla których powinni być razem xD

https://www.youtube.com/watch?v=Lpo11Ox9X4g   - może trochę naciągane ale sami oceńcie!

Liczę na waszą standardową opinię dotyczącą rozdziału! ;)

Ostrzeżenie: w miarę łagodny opis operacji xD




Pierwszą rzeczą jaką zarejestrował jej umysł był potworny ból głowy. Nie pamiętała kiedy ostatnio czuła coś tak przytłaczającego. Miała wrażenie, że czaszka za chwile jej eksploduje. Jęknęła przeciągle i namacała skronie uciskając je mocno. W torbie powinno jej zostać jeszcze trochę
przeciwbólowych tabletek. 

- Wody...

Szepnęła mimowolnie uświadamiając sobie, że straszliwie chce jej się pić. Jakież było jej zdziwienie gdy przed jej oczami ukazała się butelka z wodą. Złapała ją i łapczywie wypiła do dna. Zimny płyn przyjemnie schłodził bolące gardło. Czemu bolało?

- Jak się Pani czuje?

Dziecięcy głos pełen niepokoju dobiegł jej uszu. Co się do cholery stało? Spiła się czy jak?
Otworzyła oczy lecz momentalnie zasłoniła je dłonią. Światło raziło niemiłosiernie. Takiego kaca jeszcze nie miała.

- Saruna-kun? Żyje Pani?

Prychnęła mimowolnie. Tylko dziecko mogło zadać takie pytanie. Ale co to za dziecko?
Ponownie otworzyła oczy - tym razem powoli - i rozglądnęła się wokół siebie. Leżała na ziemi w jakimś hangarze wypełnionym śmieciami. Obok niej siedziała blada jak ściana dziewczynka w wieku około 10 lat. Napięcie malujące się na jej twarzy wskazywało, że panicznie się czegoś bała. Ale czego? Patrzyła wprost na nią jakby.. na coś czekała?

- Saruna-kun? - spytała płaczliwie jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem. I nagle jakaś blokada w jej mózgu pękła zalewając ją falą wspomnień. To ona jej pomogła! Hiro!

Radość jaka ją ogarnęła rozprysnęła się jak za dotknięciem różdżki. Wydarzenia ostatnich dni wróciły z całą mocą w końcu niczym nie przyćmione. Przed oczami przemknęły jej straszliwe obrazy, jednak najgorszy był ten ostatni. Kakashi... W celi nr 16..

Zerwała się z podłogi jednak ból który eksplodował w jej głowie natychmiast ją zatrzymał. Jęknęła przeciągle łapiąc się za włosy. Matko co za ból. Miała wrażenie że zaraz zwymiotuje albo zemdleje.

- Torba.. szybko.. - wyjąkała do dziewczynki a ta w sekundę podała jej plecak. Niemal na ślepo wyszukała odpowiedni lek. Przełamała ampułkę i rozcieńczyła w strzykawce odpowiednią ilość.

- Niech Pani już nic nie bierze.. - widać było, że dziewczynką wstrząsnęła jej reakcja na leki odwracające amnezję. Cóż. I tak nie było najgorzej. W końcu mogła umrzeć.

- Spokojnie. To tylko leki przeciwbólowe. Nic mi po tym nie będzie.

Podłączyła strzykawkę do wkłucia i podała sobie zbawienny lek. Po chwili poczuła jak ból głowy zmniejsza się. Nie zniknął jednak całkowicie, zostawiając bardzo nieprzyjemne uczucie ćmienia i pulsowania. Musiało jej to wystarczyć.

Nagle poczuła zimno rozchodzące się po całym ciele. Jak na zwolnionym filmie odwróciła się i zobaczyła swojego towarzysza leżącego w kałuży krwi. Jej oddech przyspieszył. Szloch ugrzązł jej w gardle a po policzkach potoczyły się obficie słone łzy. Podczołgała się do niego i sprawdziła oddech. Bogu dzięki... Żyje.. Omiotła wzrokiem całe jego zmaltretowane ciało. Chwilowa ulga prysnęła jak bańka mydlana. Teraz gdy już wszystko pamiętała fala rozpaczy zalała jej serce przytłaczając ciężarem winy. To przez nią znaleźli się w takim położeniu. To przez jej nieodpowiedzialność zostali złapani. Przez totalną głupotę jej przyjaciel leżał przed nią będąc na granicy życia i śmierci. Jakie cierpienia musiał przeżyć przez jej lekkomyślność.

Nie umiała się opanować. Kolejne strumienie płynęły obficie z zielonych oczu gdy delikatnie dotykała jego twarzy, dłoni i klatki piersiowej. Niewyobrażalne. Sprowokował strażników po to, żeby wzięli jego a nie ją. Teraz kawałki układanki ułożyły się w całość. Musiał dobrze wiedzieć jak działają władze Yamataki. Poświęcił się. Po raz kolejny rzucił się przed nią by ją ratować.

Jak na zwolnionym filmie przed oczami pojawiły się te wszystkie sytuacje kiedy stawał przed nią by ją bronić. Finał egzaminu na chunnina, walka z Sasuke, Czwarta Wielka Wojna.. Wszystkie inne sytuacje kiedy chronił ją gdy nikt inny tego nie robił. Odwracał się wtedy do niej i uśmiechał pod maską chcąc ją pocieszyć. Dodać otuchy. Był wspaniałym sensei i jeszcze lepszym przyjacielem. Kimś kto zawsze był. Kto zapewniał bezpieczeństwo. A ona tak mu się odwdzięczała. Chciała by traktował ją na równi sobie ale na to nie zasługiwała. Nie była nawet w połowie taka jak on.

-Kakashi... Kakashi proszę..

Nawet nie wiedziała o co go prosiła. O to żeby jej wybaczył? O to żeby żył? O to żeby wstał i znów uśmiechnął się do niej pocieszająco?

Zawsze chciała zobaczyć jego twarz. Jednak gdyby wiedziała, ze stanie się to w takich okolicznościach nigdy by sobie tego nie zażyczyła. W obecnym stanie nie przypominał cienia Kakashiego, którego znała.

Teraz gdy wróciła jej pamięć widziała nie tylko człowieka ale i jego rany. Umiała sobie wyobrazić jaki mechanizm doprowadził do tych obrażeń. A to bolało jeszcze bardziej. Jakby sama zadawała mu ciosy. Musiała mu pomóc i to jak najszybciej. Wciąż szlochając sprawdziła jego parametry życiowe by tylko upewnić się co do powagi jego stanu. Musiała działać szybko.

Wyprostowała się i zaczęła zbierać czakrę żeby wykonać pieczęcie techniki diagnostycznej. Jednak coś jej nie pasowało. Była tak oszołomiona, że wcześniej tego nie zauważyła. W jej ciele panował.. Nieład.

Od zawsze była znana ze swojej perfekcyjnej kontroli czakry. Potrafiła robić z tą energią niesamowite rzeczy. Tylko dlatego Tsunade wzięła ją na nauki. Bo perfekcyjnie kontrolowała przepływ energii krążącej po jej ciele. Lecz teraz ta wspaniała moc dosłownie szalała bez ładu i składu. Nie umiała jej należycie uporządkować i zebrać.

Spróbowała wykonać swój codzienny trening kontroli jednak czakra kompletnie się jej nie słuchała. Nie była w stanie przesunąć jej, zgromadzić ani nawet uwolnić. Jedyne co wyszło z jej manewrów to parę zielonych iskier strzelających z jej palców. Otworzyła oczy i przerażona spojrzała na swoje dłonie. Z pozoru nie wyglądały inaczej. Jednak ona czuła jak chaotyczna energia buzuje w nich nie pozwalając się złapać. Nie jest w stanie nic zrobić z tak rozstrojoną czakrą. Nie jest w stanie leczyć. Niech to szlag... Myślała gorączkowo czując na karku uciekające sekundy. Będzie musiała działać bez użycia czakry. To znacznie utrudni jej zadanie jeśli nie uniemożliwi.

Sięgnęła do torby i wyjęła wszystkie przyrządy mogące się jej przydać. Tsunade przygotowała ją na taką ewentualność. Bez użycia czakry również mogła bardzo dużo. Odsunęła smutek i poczucie winy na bok. Teraz musiała działać. Musiała się skupić. Tym razem to ona go uratuje. W końcu nie od parady nazywano ją najlepszą medic ninja od czasów ślimaczej księżniczki!

- Saruna-kun. Możesz.. Możesz na mnie liczyć.

Hiro siedziała wyprostowana z zaciętym wyrazem twarzy. Coraz bardziej lubiła tą dziewczynkę. Przypominała Sakurze ją samą.

- Przygotujcie dużo gorącej wody, najlepiej w dużej i małej miseczce. Oprócz tego przynieście dwie deski różnej długości, świecę oraz czarną farbę do włosów. Resztę wytłumaczę Ci na bieżąco.

Blondyneczka kiwnęła głową i wstała. Zanim odeszła Haruno złapała ją za rękę zmuszając, żeby znów na nią spojrzała.

- Hiro.. Dziękuję.. Dziękujemy.

Dziewczynka uśmiechnęła się i skinęła głową na znak szacunku. Pewnie uznała to za odwdzięczenie się za pomoc jakiej im udzieliła. Gdy zniknęła wraz z innymi dziewczynkami za górą śmieci różowowłosa westchnęła z trudem i kucnęła przy Hatake. Strzeliła złowieszczo na palcach i zaczęła rozkładać swoje przybory. Nie będzie łatwo. Dzięki wiedzy jaką przekazała jej była sensei mogła wykonać bardzo wiele ale proces gojenia będzie musiał przebiegać samoistnie i nie będzie w stanie wszystkiego uleczyć.

Złapała nożyczki i zastygła niespodziewanie speszona. Musiała rozciąć ubrania Kakashiego, żeby móc w pełni go zbadać i rozpocząć leczenie. Jounin leżał nieprzytomny, nie zdając sobie sprawy, że jego była uczennica lada chwila odsłoni go całkowicie oglądając każdy szczegół jego ciała. Miał szczęście - przynajmniej nie mógł być z tego powodu tak speszony jak ona. W jej obolałej głowie rozbrzmiał głos Tsunade.

- Do cholery Sakura! Weź się w garść! Nie widziałaś gołego faceta?! Nie? No i co z tego! Wybierając taki zawód skazałaś się na oglądanie mężczyzn w całej okazałości!

Mimowolnie prychnęła na wspomnienie jej pierwszej operacji. Weszła do sali operacyjnej i zrobiła się czerwona jak piwonia widząc całkowicie nagiego mężczyznę leżącego na stole. Wspomnienie równie wyraźne jak brązowe zezłoszczone oczy - jedyną część twarzy jaką widziała znad maski chirurgicznej swojej sensei.

-Profesjonalizm. To wyróżnia dobrego medyka. Nie mieszaj emocji do leczenia. Z tego nigdy nie wynika nic dobrego.

W jej oczach ponownie zakręciły się łzy. Jej sensei była naprawdę mądrą kobietą. Nie! Nie była! Jest! Jest i czeka na ratunek! Musi dać z siebie wszystko.

Rozcięła czarny golf przylegający do klatki piersiowej jounina. Zadanie okazało się trudne, gdyż zaschnięta krew przyczepiła materiał do ran na ciele mężczyzny. Najdelikatniej jak potrafiła, próbowała oderwać odzienie jednak powodowała przez to krwawienie i ponowne otwarcie się ran. Postanowiła zaczekać na wodę i zdjąć tyle ile się dało. Lekki róż wypłynął na jej policzki gdy rozcinała spodnie. Cisza i spokój jaki panowały wokół sprawiły, że pracowała powoli i pieczołowicie. Pozbyła się reszty garderoby i okryła biodra mężczyzny chustą. Nim wróciły dziewczynki zdołała jeszcze założyć mu wkłucie, przygotować parę kroplówek i podłączyć go do miniaturowego aparatu monitorującego akcję serca. Była gotowa.

Podziękowała za przyniesione rzeczy i poprosiła Hiro by została jej pomóc. Reszta dziewczynek posłusznie zostawiła je choć widać było, że ciekawi je widok nagiego Hatake. Jednak to co zamierzała zrobić Sakura nie nadawało się dla dziecięcych oczu.

Zanurzyły czyste chusty w dużej misce z wodą i ostrożnie obmyły mężczyznę z brudu i zaschniętej krwi. Dzięki temu Sakura mogła oszacować faktyczne obrażenia i zapobiegała możliwym zakażeniom ran. Następnie w małej misce z gorącą wodą obie obmyły ręce i ubrały w czyste fartuchy. Założyły rękawiczki oraz maski i uklękły po obu stronach Hatake.

Różowowłosa zamknęła na chwilę oczy modląc się do wszystkich bóstw tego świata aby pomogły jej w tym trudnym zadaniu. Otwierając je była już w pełni skupiona. Przed sobą miała pacjenta, którego należało zbadać i wyleczyć. Przyłożyła dłonie do jego głowy i rozpoczęła badanie. Nie czuła, żeby głowa miała inny kształt niż normalnie. To dobrze. Nie wyglądało na to, że miał złamanie czaszki. Sprawdziła źrenice utwierdzając się co do braku krwawienia do mózgu. Odetchnęła z ulgą. Operacja na otwartej czaszce bez czakry na wysypisku śmieci? To byłaby katastrofa.

Twarz była zmaltretowana. Oczy spuchnięte, nos złamany, niektóre zęby wybite a całość przedstawiała czerwono fioletową abstrakcję. Część z krwiaków będzie musiała zdrenować, a nos może uda jej się naprawić. Ale to później. Najpierw obrażenia zagrażające życiu. Przeszła niżej. Szyja wyglądała średnio. Opuchnięta i zasiniona wyglądała jakby ktoś złapał go i dusił. Przełknęła ślinę i zeszła niżej. Klatka piersiowa wyglądała o wiele gorzej. Jedna jej strona poruszała się w inny sposób niż druga. Sięgnęła po słuchawki i osłuchała płuca upewniając się, że po jednej ze stron złamane są przynajmniej dwa żebra. Tak jak podejrzewała. Rozwija się odma. Na tą chwilę to będzie priorytet leczenia. Zbadała brzuch i zamarła. Twardy i deskowaty. To oznaczało jedno. Krwawienie. Będzie musiała go otworzyć. Zbadała jeszcze miednicę upewniając się, że jest cała i sprawdziła kończyny w kierunku krwotoku. Jedna z nóg na pewno była złamana a ręka zwichnięta jednak tym można było zająć się później. Teraz najważniejsza była odma i krwawienie wewnętrzne.

Odwróciła się i zdjęła rękawiczki. Szybko obmyła ręce i przygotowała leki usypiające i przeciwbólowe. Może i był nieprzytomny, ale nigdy nie było do końca wiadomo jak głęboko sięga taki stan. Następnie przygotowała narzędzia i rozpaliła świecę. Podłączyła też specjalną kroplówkę, którą sama opracowała. W środku znajdowała się sól fizjologiczna jednak jeśli przerwało się łączenie u nasady worka, do środka wpadały pigułki zmieniające płyn w krew o uniwersalnej grupie. Opracowała ten wynalazek jako pracę zaliczeniową, a Tsunade była tym tak zachwycona, że od razu sfinansowała produkcję kilkuset próbnych kroplówek. Oczywiście jako medic ninja nie byłaby sobą, gdyby nie wzięła paru takich na ściśle tajną misję.

Umyła ręce i założyła jałowe rękawiczki. Obliczyła miejsce nakłucia i poprosiła Hiro o obmycie środkiem dezynfekcyjnym boku mężczyzny. Chwyciła igłę wielkości druta do szydełkowania. Gdyby sytuacja nie była tak poważna pewnie zaśmiałaby się z wielkich oczu Hiro górujących nad maską chirurgiczną. Spojrzała na nią i zdecydowanie wbiła igłę między żebra Hatake po czym nawlekła na nią dren. Usunęła igłę a przez pozostałą rurkę dało się słyszeć syk powietrza. Obie wzdrygnęły się gdy mężczyzna zaczerpnął głęboki oddech. Obserwowały w milczeniu jak wstrzymał powietrze, wypuścił je i przez kilka sekund nie oddychał. Już zaczynało się jej robić gorąco jednak gdy mężczyzna zaczerpnął kolejny - już spokojny oddech, ona również wypuściła z płuc wstrzymane powietrze. Jeden zabieg za nimi. Haruno przyszyła dren do skóry i od razu zabrała się za kolejną procedurę. To będzie o wiele trudniejsze. Zerknęła na dziewczynkę by upewnić się, że młoda nie zemdleje. Trzymała się bardzo dobrze jak na 10-letnie dziecko. Pewna myśl przeszła jej przez głowę ale musiała ją narazie odłożyć. Teraz musiała się skupić.

Poleciła dziewczynce dokładnie umyć brzuch mężczyzny a sama zmieniła rękawiczki i przygotowała kolejne narzędzia. Operacja na otwartej jamie brzusznej w tym miejscu to było szaleństwo ale nie miała wyjścia. Na polu bitwy nie miała nawet takich warunków a jakoś się udawało leczyć nawet gorsze urazy prawda? Jednak wtedy miała czakrę.. Chwyciła skalpel i podała go dziewczynce.

- Hiro, musisz trzymać ten skalpel nad ogniem świecy. Będzie mi potrzebny.

Gdy dziewczynka posłusznie wykonała polecenie Sakura odwróciła się z powrotem do Hatake dodając mu leków. To będzie o wiele gorsze niż odbarczanie odmy.

- Ostrzegam. Może być trochę krwi. Dasz radę?

Dziewczynka patrzyła zahipnotyzowana w skalpel a jej dziecięce niebieskie oczy wciąż były szeroko otwarte. Jakby tak się zastanowić, to Sakura nawet nie była pewna czy Hiro przez cały ten czas choć raz mrugnęła.

- Nie takie rzeczy się widziało.. - nerwowy chichot i drżenie głosu wcale nie przekonało Haruno jednak nie miała wyboru. Potrzebowała jej pomocy.

- Dobrze. Podaj mi skalpel i weź następny. Będę je często wymieniać. Jeśli.. nie będziesz dawała rady to po prostu staraj się nie patrzeć. I.. możesz czuć nieprzyjemny zapach.. Oddychaj wtedy przez usta. O wszystkim mnie informuj.

Dziewczynka coraz bardziej nerwowo kiwała głową. Sakura pochwyciła jej spojrzenie i postarała się uśmiechnąć choć maska chirurgiczna zakrywała jej twarz. Miała nadzieję, że mała pomocnica odczyta wszystko z oczu.

- Hej.. Jesteśmy teraz drużyną. Możemy na siebie liczyć?

- T.. tak.

Hiro wzięła się trochę w garść więc Sakura uznała, że może zaczynać. Chwyciła skalpel i wybrała miejsce. Nie chciała patrzeć na jego twarz. Bała się, że wtedy stchórzy. Zdecydowanym ruchem zagłębiła gorący skalpel w ciele mężczyzny znacząc krwisto-czerwoną pręgę biegnącą wzdłuż brzucha. Nie mogła powstrzymać dreszczy. Uczucie było niesamowite. Każde cięcie takie było. Dreszcz ekscytacji gdy cięło się człowieka. Tym razem jednak nie mogła powstrzymać guli rosnącej w gardle. To nie był obcy shinobi. To był Kakashi. Kakashi Hatake a ona operowała go bez czakry. Tak wiele mogło pójść nie tak że aż bała się analizować. Nie było czasu rozplanować tego zabiegu. Nie było czasu, żeby na wszystko się przygotować. Improwizowała i dobrze o tym wiedziała.

Z brzucha mężczyzny chlusnęła krew. Tak jak się spodziewała. Krwotok wewnętrzny. Jeszcze godzina i byłoby po nim. Chwyciła gazę i starała się wygarnąć nadmiar krwi, żeby dostrzec które naczynie jest uszkodzone. Nie miała czasu zerknąć na Hiro więc rzuciła tylko w jej stronę zdawkowe pytanie

- Wszystko gra partnerze?

- No.. T-trochę krwi to to tooo nie jest..

Uśmiechnęła się pod maską. Dziewczynka była twarda, choć z jej głosu wynikało, że musi się jej zbierać na pawia. Haruno miała jednak ogromną nadzieję, że Hiro nie zemdleje.

Wygarniała krew, koagulowała kolejne naczynia jednak pole operacyjne ciągle zalewane było kolejną jej partią. Hiro zmieniała kroplówki jedna po drugiej a ona wciąż nie mogła znaleźć krwawienia. Sytuacja zaczynała robić się napięta. Jak tak dalej pójdzie braknie jej płynów, które mogły uzupełnić taką utratę. Szukała i szukała klnąc pod nosem, a ciśnienie zaczynało coraz bardziej spadać. Cholera. Nie mogła go stracić! Nie teraz!

Wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy. To nie ma sensu gdy jest zdenerwowana. Emocje. Wycisz emocje. Tak jak mówiła Tsunade. Nie myśl o tym, że ten człowiek uratował ci życie. Nie myśl że jest twoim byłym sensei. Nie myśl o tym, że jest obecnie najbliższym przyjacielem. Nie myśl o tamtym pocałunku. Cholera!

Podniosła ręce i wzięła kolejny oddech. Hiro nie odzywała się za co była jej niezmiernie wdzięczna. Co Tsunade zrobiłaby w takiej sytuacji? Jak na zawołanie przypomniała jej się jedna z ich wspólnych operacji. Podobne krwawienie. Podobne obrażenia.

- Spokój Sakura! Przestań panikować!

Brązowe oczy ciskały pioruny znad maski chirurgicznej bacznie obserwując młodą studentkę medycyny. Jeśli sądziła, że to pomagało się uspokoić siedemnastolatce to grubo się myliła.

- Sprawdź wszystko jeszcze raz. Nie. Nie czakrą! Czakra jest prostym wyjściem. Musisz wiedzieć co jak jest zbudowane i co jak działa bez jej pomocy. A co jak Ci jej braknie? Bez czakry nie jesteś medic ninja?!

- Tsunade-sensei.. Ja nie widzę..

- Szukaj! Jak nie to ten człowiek umrze.

Zawsze była sadystką ale dlaczego chciała poświęcić niewinnego człowieka, żeby ona się nauczyła?!

- Sensei... Ja.. nie dam rady.. 

Krwi przybywało a ona coraz bardziej panikowała. Już chciała złożyć ręce do pieczęci gdy jej sensei górująca nad stołem złapała ją za dłonie. Bynajmniej nie delikatnie.

- Bez. czakry. CZY JA SIĘ WYRAŻAM NIEJASNO?!

Huknęła ile sił w płucach, aż szyby za Haruno zatrzęsły się od siły jej głosu.

- Skup się. Znasz anatomię. Fizjologię masz w jednym palcu. Jakie naczynie może tak krwawić?

Lampka w głowie Haruno zaświeciła się. Zarówno wtedy jak i teraz dziewczyna spojrzała w przestrzeń z niedowierzaniem. Tętnica. Tętnica zaopatrująca jelita. No tak! Trudno się do niej dostać i dlatego nie widać jej na pierwszy rzut!

Chwyciła odpowiednie narzędzia i świeżą gazę. Po kilku chwilach dostała się do tętnicy w której zobaczyła niewielką dziurkę. Taki mały otwór a takie krwawienie.. Złapała igłę z nitką i najszybciej jak mogła zszyła naczynie. Pot ściekał jej z twarzy a ręce drżały. Takiego wysiłku nie miała od dawna. Głowa nie przestawała boleć a osłabione ciało odmawiało powoli posłuszeństwa jednak się udało. Tak wtedy jak i teraz! Spojrzała na Hiro i uśmiechnęła się.

- Kończymy. Wygląda to dobrze

Ostatkiem sił zaszyła ranę powłoka po powłoce. Zdjęła rękawiczki i ściągnęła maskę. Kochana dziewczynka podała jej butelkę wody a Sakura przyjęła ją z wdzięcznością. Pozostawało jedno. Sprawdzić, czy taki ubytek krwi nie uszkodził mózgu. I był na to jeden sposób.

Rozpuściła odpowiednie leki i podała jouninowi. Czuła jak jej serce urządza szaleńczy bieg a oddech przyspiesza. Chwila prawdy. Czy naprawdę się udało?

Patrzyły z oczekiwaniem na Hatake lecz ten nie poruszył się nawet o milimetr. Sekundy mijały, a ani jeden mięsień na jego twarzy nie drgnął. Czyżby.. Czyżby było za późno?

Schowała twarz w dłoniach próbując opanować atak paniki. Zabiła go. Czy to narażając na schwytanie czy przeprowadzając nieudaną operację. Zabiła go. To nie może być..

- Mmmm....

Szept cichszy niż powiew wiatru dobiegł jej uszu. Spojrzała z niedowierzaniem na mężczyznę a potem na Hiro, która zdolna była tylko pokiwać głową na znak, że się nie przesłyszała.

- Kakashi? Słyszysz mnie?

Schyliła się by móc uchwycić choćby najkrótsze słowo.

- Mmm.. my..mmmyliłem... się..

Co jest? Czy to jakiś objaw uszkodzenia mózgu? O czym on mówi?

- Kakashi? Wiesz jak się nazywam? Kakashi?!

Strach ścisnął jej trzewia. A jeśli postradał zmysły?

- W.. wwwtedy.. www.. lesie..

Otwarła usta w niemym szoku. W jakim lesie?

- B..ardzo.. się... nadajesz..

Na jego ustach pojawił się słaby uśmiech a jej zajęło chwilę, żeby połączyć fakty. Gdy ostatnia zapadka w jej głowie kliknęła roześmiała się w głos pierwszy raz od bardzo dawna. Bardzo starała się, żeby nie rzucić mu się na szyję i nie rozpłakać ze szczęścia. Udało się.



Łoo.. trochę długi xD Wybaczcie^^







piątek, 11 stycznia 2019

Rozdział XXI - Coś poszło nie tak

Wiem wiem... Jestem strasznie namolna z tą medycyną xD Wybaczcie mi.. Po prostu wplatam w moje historie coś co kocham i co jest dużą częścią mojego życia ;) To za to pokochałam Sakurę i dlatego się z nią utożsamiam ^^ Chciałabym po prostu pokazać jakim badass'em jest dla mnie ta postać ;D Napiszcie proszę czy nie przeginam za bardzo? 

P.s. Strasznie mi się tęskni za Kakashim.. Trzeba coś będzie z tym zrobić! Chyba że umrze.. Jeszcze nie wiem xD Czuje się jak George R.R. Martin z tym motywem zabijania wszystkiego i wszystkich xD Jedno jest pewne! Kończymy wen wątek ;]

P.p.s. Coraz bardziej korci mnie rozpoczęcie pisania kolejnego opowiadania, które układam w głowie od dłuższego czasu;) Nie wiem Czy pamiętacie obrazek zapowiadający jaki dodałam kiedyś w którymś z postów? Kakashiego w garniturze? Teraz zdradzam tytuł... "Ochroniarz" ;> Domyślacie się już o czym to będzie?^^


Enyoy!


- ... Ocena stanu ogólnego poszkodowanego przywiezionego na Szpitalny Oddział Ratunkowy rozpoczyna się od wrażenia ogólnego jakie sprawia pacjent (w jakim jest stanie)... 

Westchnęła spoglądając na mężczyznę leżącego tuż przed nią. Jeśli miałaby określić jego stan obecny to nie wiedziała czy bardziej pasuje "fatalny" czy "beznadziejny", a biorąc pod uwagę fakt, że pomocy próbuje udzielić mu medyk z amnezją nie dawał byt dużych szans mężczyźnie. Ściągnęła usta i wróciła do tekstu.

- Po stwierdzeniu stanu ogólnego należy przystąpić do schematu ABCDE. 

A - Airway - Drogi oddechowe
Drożne drogi oddechowe są kluczowe do prawidłowej wentylacji. Ocenić należy, czy pacjent oddycha samodzielnie bez wspomagania owej drożności. W razie braku oddechu udrożnij drogi oddechowe według schematu ze strony 52. Jeżeli to nie sprawi, że poszkodowany zacznie oddychać rozpocznij resuscytację krążeniowo-oddechową (patrz str 70)

Ponownie zerknęła na mężczyznę upewniając się, że oddycha.

- B - Breathing - Oddech
Należy określić oddech poszkodowanego, jego ilość, tor oddechowy, głębokość i wydajność. W trakcie 1 minuty człowiek powinien oddychać średnio 16 - 20 razy. W razie jakichkolwiek odchyleń należy zapoznać się z możliwymi przyczynami zaburzeń oddychania (patrz str 150)

Wychyliła nos zza książki licząc ile razy klatka piersiowa mężczyzny się uniesie. Oddychał szybko i płytko. Tak to chyba nie powinno wyglądać.. Przerzuciła książkę do strony 150, a jedynym dźwiękiem jaki panował w hali zawalonej śmieciami było kartkowanie stron grubego tomiszcza.

- Bla.. bla.. bla.. Jeżeli oddech jest szybki i płytki może to oznaczać uszkodzenie ośrodka oddechowego w mózgu lub intensywne bodźce bólowe pochodzące z uszkodzonych tkanek.

- Chyba go boli.. - wymsknęło się jednej z dziewczynek siedzących w kręgu wokół nieprzytomnego mężczyzny.

Pozostałe dziewczynki spoglądnęły na nią z politowaniem jednak żadna się nie odezwała. Biorąc pod uwagę rozległość obrażeń było oczywiste, że go boli. Nie było skrawka ciała mężczyzny, które nie byłoby zmaltretowane. Różowowłosa kobieta przeszukawszy jeszcze parę linijek tekstu wróciła do początkowej strony.

- C - Circulation - Krążenie
Tętno jest kolejnym parametrem kluczowym do przeżycia człowieka.  Na tętnicy promieniowej i szyjnej sprawdź czy wyczuwasz falę tętna. Określić należy jego szybkość, miarowość, napięcie i jednoimienność. (Sposób sprawdzenia tętna opisany jest na 96 str)

Różowowłosa znów przekartkowała szybko księgę i podając ją blondwłosej dziewczynce siedzącej obok zgodnie z rysunkiem położyła palce na nadgarstku mężczyzny oraz na jego szyi. Wyraźnie wyczuła tętno. Było szybkie i niemiarowe. Ściągnęła brwi. To chyba też nie jest dobry znak. Przejechała po kolejnych wersach tekstu szukając jakiejś wskazówki.

- Nieprawidłowe tętno - patrz str 101

- NO ŻESZ!... Cholera jasna! W życiu nie uda mi się mu pomóc w takim tempie!

Różowowłosa zerwała się i zaczęła krążyć pilnie śledzona przez całe zgromadzenie. Blondwłosa pomocnica podążyła za nią świdrując ją swoimi niesamowicie niebieskimi oczami.

- Jest Pani wspaniałym medykiem. Widziałyśmy to wszystkie.

Wskazała ręką na pozostałe dziewczynki, które gorliwie pokiwały głowami. Poważny ton całkowicie kontrastował z jej dziecięcą buzią.

- On nie ma czasu.

Zielone oczy kobiety zmierzyły wzrokiem obraz nędzy i rozpaczy jakim był jej towarzysz leżący pośrodku siedzących po turecku dzieci. Dziewczynki ułożyły mężczyznę na tylu miękkich przedmiotach ile udało im się znaleźć w śmieciach wypełniających halę. Poduszki, stare wkłady z materaca a nawet poprute miśki. Całość wyglądała jakby czuwały nad umierającym. Ścisnęło ją w sercu. Nie mogła dopuścić, żeby on umarł. Nie pamiętała po co tu byli, nie pamiętała swoich nauk medycznych, jedyne co wiedziała to to że mężczyzna był jej bliski. W torbie znalazła trochę przydatnych rzeczy jak opatrunki, wszelkiego rodzaju leki i maści, książki medyczne oraz zestaw narzędzi chirurgicznych. Ten ostatni leżał nietknięty. Nie wiedziała jak go użyć choć czuła że kiedyś umiała się nim posługiwać z zamkniętymi oczami.

Nagle szarowłosy rozkaszlał się na wpół przytomnie chlustając krwią. Dziewczynki rozpierzchły się w popłochu, jedne płacząc, drugie krzycząc a jeszcze inne z niemym przerażeniem obserwując strumień krwi płynący z ust mężczyzny. Kobieta o różowych włosach dopadła do niego i spróbowała odwrócić go na bok tak, żeby nie zachłysnął się krwią, jednocześnie próbując go docucić. Nic z tego. Tak samo nagle jak się przebudził, zapadł ponownie w sen nieniosący ukojenia. Spojrzenia zielonych i niebieskich oczu spotkały się. Obie wiedziały, że albo zadziałają teraz albo mężczyzna umrze.

Panika zaczynała ogarniać jej ciało. Było źle. Tak bardzo chciała mu pomóc. Wiedziała, że tylko ona może to zrobić. I jak na złość nie wiedziała jak!

Dość tego. Musi być coś co im pomoże. Poderwała się i zgarnęła książkę. Bardziej czuła niż wiedziała, że odpowiedź kryje się w tomiszczu pt. "Podstawowe Zabiegi Ratunkowe Shinobi", które znalazła w torbie.. Modląc się w duchu o jakiekolwiek olśnienie czytała kolejne punkty spisu treści, aż trafiła na pozycję przy której ciarki przeszły jej po plecach.

"Zatrucia lekami oraz odwracanie skutków leków odurzajacych"

Bingo!

- Bla.. Bla.. Bla.. Bla..  Jest! Opioidy są lekami narkotycznymi o silnym działaniu przeciwbólowym, uspokajającym i halucynogennym. Wzbogacone o benzodiazepiny powodują niepamięć wsteczną i otępienie. W przypadku dużych dawek mogą dodatkowo powodować zaburzenia w przepływie i formowaniu czakry...

Podniosła wzrok na Hiro - blondwłosą dziewczynkę i obie kiwnęły zgodnie głowami. To musiały być środki, którymi została odurzona.

- Aby odwrócić działanie opioidów należy podać dożylnie roztwór leków antagonistycznego (Leki antagonistyczne patrz strona 146). 

Dziewczynki klasnęły w dłonie ucieszone, że jest jakieś wyjście z tej beznadziejnej sytuacji. Ona jednak nie była tak optymistyczna czytając po cichu napisane na czerwono ostrzeżenie:

"UWAGA! Jeśli leki były wzbogacane o czakrę nasilającą ich działanie istnieje wysokie ryzyko odtruwania mogące doprowadzić do klasterowych bóli głowy, osłabienia, utraty przytomności, zaburzeń w przepływie czakry oraz zgonu sięgające nawet 70 %"

Zrobiło się jej zimno, podczas gdy dziewczynki świętowały jakby już wszystko było rozwiązane.
Popatrzyła na zakrwawionego mężczyznę w zamyśleniu. Jeśli poczeka jeszcze kilkanaście godzin, działanie leków odurzających zakończy się samo. On jednak nie miał kilkunastu godzin. Każda minuta była na wagę złota a ona właśnie stawała przed wyborem. Podjęła decyzję nim o tym pomyślała. Zabawne. Jeszcze kilka godzin temu była skłonna zostawić go w celi nr 16. A teraz kładła na szali swoje życie by móc uratować jego.

Uspokoiła trochę rozentuzjazmowany tłumek dzieci prosząc o przyniesienie czegoś do jedzenia i picia. Im mniej świadków tego co tu się mogło stać tym lepiej. Nie chciała pozostawić kolejnej traumy w ich i tak już zniszczonej psychice. Gdy dziewczynki rozpierzchły się w poszukiwaniu tego o co poprosiła, zwróciła się do rezolutnej przywódczyni bandy.

- Hiro będziesz mi potrzebna.

Wydawało jej się, że wszystko wokół jest nierealne. Atmosfera w ich małym obozie rozluźniła się jednak ona i Hiro patrzyły na siebie z pełną powagą. Dziewczynka chyba rozumiała więcej niż jej koleżanki. Różowowłosa sięgnęła do plecaka i wyszukała "zestaw do wkłucia", który rzucił się jej w oczy przy przeglądaniu torby. Wyszukała również leki podane w książce i przygotowała je w milczeniu. Blondwłosa dziewczynka przyglądała jej się w zamyśleniu czekając na instrukcje. Gdy wszystko już było gotowe kobieta odwróciła się do swojej pomocnicy.

- Musisz założyć mi wkłucie dożylne. Sama nie dam rady. W tej książce masz opis tego jak powinnaś to zrobić. Gdy już je założysz podasz mi te leki. A dalej.. Dalej zobaczymy.

Słowa zawisły między nimi. Nie musiały nic mówić. Hiro zerknęła do książki otwartej wciąż na rozdziale o lekach i przeczytała ostrzeżenie oznaczone na czerwono. Kiwnęła głową i z powagą nie pasującą do jej dziecięcej twarzy przekartkowała książkę, szukając informacji o sposobie założenia wkłucia dożylnego. Starała się być poważna, lecz drżące wargi i łzy zbierające się w oczach przeczyły wizerunkowi twardej wojowniczki jaką grała.

Nagle Hiro rzuciła się jej na szyję.

- Niech Pani tego nie robi.. Proszę.. Ja.. Ja pomogę.. Razem go uleczymy..  Jeszcze trochę i sobie Pani wszystko przypomni.. Niech się Pani nie poświęca..

Młoda kobieta przytuliła dziewczynkę mocno i pozwoliła przez chwilę szlochać. Wiedziała, że to będzie dla niej ciężkie przeżycie ale wiedziała też że blondyneczka jest na tyle silna, że to zniesie.

- Nie mogę pozwolić mu umrzeć. Musimy spróbować. Nie mamy wyboru.

Pogłaskała młodą po głowie i uśmiechnęła się ciut wymuszenie.

- Musimy to załatwić zanim wróci ta szarańcza. Przygotuj się. Wierzę że dasz radę.

Hiro popatrzyła na nią ostatni raz załzawionymi oczami po czym ogarnęła się i wzięła za czytanie oraz przygotowywanie. Naprawdę była silna.

Dziecko z wkłuciem w ręce nie wygląda obiecująco, jednak Hiro sprawiała wrażenie twardej i zdecydowanej. Postępując zgodnie z instrukcjami w książce zdezynfekowała rękę kobiety, założyła stazę i włożyła ciut za duże rękawiczki.

-  Tu pisze, żeby Pani zacisnęła.. albo popracowała.. Nie wiem.. Musi się pokazać żyła..

Różowowłosa zgodnie z poleceniem zaciskała i otwierała dłoń aż w dole łokciowym uwypukliła się wielka fioletowa pręga.

- Teraz.. Teraz muszę nakłuć.. U-uwaga będzie ukłucie..

Wyrecytowała z książki i z rosnącym niezdecydowaniem i strachem w oczach zbliżyła igłę do łokcia kobiety, która modliła się obecnie do wszystkich bóstw jakie istniały, żeby dziewczynce się udało.

- M-moment! Tu pisze, żeby wkłuć do momentu spadku o-oporu? Co to znaczy?

Cofnęła igłę a różowowłosa wypuściła powietrze, które nieświadomie wstrzymała.

- Będziesz czuła, że igła wchodzi ciężko a w pewnym momencie wejdzie lżej. To jest spadek oporu.

- Yhm...

Dziewczynka niepewnie powierciła się i znów zbliżyła do ręki kobiety zerkając na rysunki w książkach. Złapała jedną ręką za przedramię różowowłosej a drugą dzierżącą igłę zbliżyła powoli do żyły. I gdy już się zdawało, że ukłuje kobietę znów odskoczyła

- J-ja nie dam rady! - wykrzyknęła dziewczynka prostując się i patrząc z paniką na wypukłą żyłę. Po pewnej siebie rezolutnej dziewczynce nie było śladu.

- Hiro.. Los nas dwojga zależy od ciebie.. - młoda kobieta włożyła całą moc w te słowa tak by dodać dziewczynce odwagi. Niebieskie oczy spojrzały z uwagą w zielone i blondyneczka kiwnęła głową.

-Dobra.. D-dobra.. Teraz się uda.

Zamilkła i w pełnym skupieniu przybliżała igłę do przedramienia kobiety. W kluczowym momencie dziewczynka niespodziewanie zamknęła oczy jednak nie cofnęła ręki. Wkłuła boleśnie powoli igłę i zatrzymała się czując spadek oporu. Otworzyła oczy i z uradowaniem spojrzała na krople krwi wypływające przez wkłucie.

- Brawo! Nie ruszaj teraz ręką. Zdejmij stazę i wyciągnij igłę, zostawiając tylko tą plastikową rureczkę przez którą podasz leki. I zakręć tak żeby nie utoczyć mi już więcej krwi. - zaśmiała się ciut nerwowo kobieta.

Dziewczynka rozwiązała zacisk i powolutku, bardzo ostrożnie wycofała igłę. Zakręciła wejście do wkłucia i uradowana spojrzała na kobietę. Nagle przed oczami różowowłosej pojawiło się wspomnienie. Zobaczyła blondwłosą kobietę z brazowymi oczami patrzącą z aprobatą na wkłucie, które ona jej założyła. Poczuła tamtą ekscytację. Coraz więcej wspomnień wracało. Jednak wiedziała, że nie może czekać.
Wspólnie zabezpieczyły wkłucie i spojrzały na dwie wielkie strzykawki z lekami przygotowane do podania.  Radość ulotniła się całkowicie.

- Hiro posłuchaj.. Jeśli ja nie dam rady, podasz mi te leki. Sama nie wiem co może się stać. Może być tak, że nie stanie się nic. Ale... - przygryzła wargę. To co miała zamiar powiedzieć było trudne. Zwłaszcza, że dziewczynka wpatrywała się w nią z pełną ufnością i niewinnością.

- Może mnie bardzo boleć. Mogę stracić przytomność. Mogę mieć drgawki. Mogę.. mogę też zasnąć i się już nie obudzić.

Łzy napłynęły do niebieskich oczu jednak wciąż patrzyła twardo na kobietę.

- Jeśli bardzo długo nie będę się budzić i nie będę oddychać. Musisz.. Musisz..

Spojrzała na szarowłosego mężczyznę i dokończyła.

- Musisz go zabić.

- COOO?!

Tak jak się spodziewała, dziewczynka poderwała się na nogi zezłoszczona.

- Jak ja umrę, on także. Jest w bardzo złym stanie i jeśli ja nie będę w stanie mu pomóc to nikt inny nie da rady. A gdyby znaleźli go ci ludzie, którzy nas uwięzili to mogą go uleczyć tylko po to, żeby znów uwięzić i torturować. Dlatego trzeba to zrobić. To nie będzie coś złego. Pomożesz mu tylko w inny sposób. Nie płacz Hiro...

Dziewczynka załamała się już całkowicie. Jak wytłumaczyć coś takiego 10-letniemu dziecku?
Kobieta wzięła do ręki pierwszą strzykawkę i podłączyła do wkłucia.

- Jesteś wspaniałą osobą Hiro. Nie pozwól, żeby ten świat cię zniszczył. Pamiętaj - walcz o wolność dla siebie i swojej rodziny.

Załzawione oczy wbiły w nią wzrok i dziewczynka pokiwała głową. Gdy poczuła się gotowa zaczęła podawać pierwszy lek. Czuła jak zimno rozchodzi się wzdłuż jej ręki, idąc do serca i rozchodząc się po całym ciele. Zaczęło kręcić się jej w głowie. Sięgnęła po drugą strzykawkę lecz nie mogła sobie poradzić, żeby ją wziąć. Wszystko zaczęło jej drętwieć. Jej ciało przeżywało szok gdy jej zmysły wyostrzały się na nowo. Poczuła ból brzucha po kopnięciu jakie otrzymała od strażnika. Zaczynała czuć też cięcia na dłoni pozostałe bo ostrej blaszce. Była strasznie oszołomiona.
Nagle  poczuła gorąco rozchodzące się tą samą drogą co wcześniej zimno. Jej serce przyspieszyło nagle do szaleńczej prędkości. To Hiro podawała jej drugi lek. Miała wrażenie, że jej głowa zaraz eksploduje. I nagle jej umysł zalała fala obrazów i wspomnień. Drużyna 7, Nauki u Tsunade, Sasuke, szkolenie na medic ninja, tajny trening, misje, objęcie opieki nad szpitalem...

Usłyszała krzyk. To chyba ona krzyczała? Niewiele dochodziło do niej z zewnątrz. Tego co przeżywała w głowie na nowo było za dużo.

Zaginięcie Tsunade, misja, Kakashi.. Kakashi! Kolejna fala zalała jej umysł. Obrazy o tak mocnym zabarwieniu emocjonalnym, że zachłysnęła się powietrzem. Wspólna podróż, Tokigama, pojedynek w lesie, ognisko, pocałunek..

Łzy ciekły jej strumieniami z niewidzących oczu.

Dość... proszę dość...

Yamataka.. spotkanie z Hiro.. kłótnia.. jego ostrzeżenia.. nie posłuchała.. poszła tam.. leczyła.. przyłapał ją.. uciekli z miasta.

Drapała się po twarzy chcąc przerwać natłok myśli. Tego było za dużo..


Ich walka w lesie.. "Ty kompletnie nie nadajesz się na ninja".. złapali ich..  ciemność.. "Udawaj nieprzytomną"..

On to rozegrał.. Chciał, żeby wzięli jego zamiast niej.. Uratował ją.

I nagle wszystko ustało. Poczuła odrętwienie w całym ciele i przez jedno uderzenie serca czas zatrzymał się. Spojrzała na mężczyznę leżącego na ziemi. Uśmiechnęła się i poczuła jak jej serce zwalnia. On ją uratował..

I gdy już chciała to powiedzieć Hiro niespodziewanie pochłonęła ją ciemność. Chyba coś poszło nie tak.




Komentarze wskazane! ;P





 


piątek, 28 grudnia 2018

Rozdział XX - Czas

Następny rozdział! Ta-dam! Jubileuszowy bo nr 20 iii.. niespodzianka! Jeśli jej nie wyłapiecie to na końcu rozdziału napiszę co jest szokensem tegoż Parta ;D
Pytanko do Was: jest coś co powinnam poprawić od strony edytorskiej i graficznej? Jak Wam się czyta tekst? Powinnam go justować czy zostawić? dodać przerwy między wersami? Zwiększyć czcionkę? Coś w kolorystyce? Walcie śmiało, z mojej perspektywy nie widzę takich rzeczy ;) 

P.s. No i oczywiście piszcie co myślicie o akcji! ;P Mam nadzieję, że nie rozwlekam za bardzo?


Każdy oddech zdawał się jej nieludzkim wysiłkiem. Czuła jak pot spływający po twarzy i szyi łączy się ze stróżkami posoki spływającymi z ran mężczyzny, który coraz słabiej trzymał się na jej plecach. Panika powoli zaczynała przejmować nad nią kontrolę. Zaraz dopadnie ją straż i cały wysiłek ich ucieczki pójdzie na marne. Może gdyby nie wróciła się po tego człowieka miałaby większe szanse? Teraz było już na takie gdybanie za późno. Pościg znajdował się kilkanaście metrów za nią i z każdą chwilą coraz bardziej się zbliżał. Kluczyła zatłoczonymi uliczkami jak mogła, jednak wiedziała że to na nic. Wyczerpana, z dodatkowym obładowaniem nie była w stanie dalej biec. Instynkt ludzki działa bardzo prosto. W sytuacji zagrożenia człowiek albo decyduje się na ucieczkę albo walkę. Za pasem wciąż miała schowany kawałek ostrej blachy i wiedziała, że jest to jej ostatnia deska ratunku. Wybrała ślepy zaułek pomiędzy dwoma budynkami. Dobiegła do końca, położyła torby i delikatnie zsunęła szarowłosego na ziemię. Był na wpół przytomny i mocno krwawił. Odwróciła się w kierunku ulicy szykując się do walki. Zerknęła na nieznanego mężczyznę przez ramię i nagle uderzyła ją myśl, że musi go obronić. Choćby za cenę życia. Nie wiedziała skąd to uczucie ale czuła, że tego właśnie pragnie. Jeśli ma walczyć to nie tylko za swoją wolność ale i wolność tego człowieka. Wzięła głęboki oddech i już chciała przybrać pozycję obronną gdy nagle spomiędzy desek opartych o zniszczoną ścianę wyłoniły się malutkie rączki i wciągnęły mężczyznę za stos drewna. Dziewczyna krzyknęła w przerażeniu i rzuciła się by złapać nogawkę mężczyzny. Już chciała zacząć się szarpać gdy zerknęła za deski i zobaczyła tunel wydrążony tuż pod murem domu, w którym zniknęły właśnie nogi szarowłosego. Tuż obok kucała umorusana blondwłosa dziewczynka. Spojrzała na nią niesamowicie niebieskimi oczami i pomachała ręką by za nią poszła. Intuicja podpowiadała jej, że może zaufać dziecku a jak dotąd jej przeczucie się nie myliło. Poza tym to było i tak lepsze niż starcie z hordą strażników. Różowowłosa wsunęła się do otworu zjeżdżając parę metrów po ubitym mule. Zerknęła w górę gdzie mała blondneczka wchodziła do tunelu zamykając za sobą wejście. Wokół nich nastała ciemność.

- Kim..?

- Ciii... - uciszyło ją kilkanaście głosów. Czyli nie były same.

Sekundy ciągnęły się w nieskończoność a ciszę przerywały jedynie ciężkie oddechy dwójki zbiegów. Nie wiedziała ile czasu już upłynęło ale nagle blask rozpalanego ognia oślepił ją. To dziewczynka podpaliła pochodnię i wskazała na tunel. Różowowłosa skinęła głową i chciała wziąć szarowłosego jednak okazało się, że został już zapakowany na prowizoryczne nosze przez kilkanaście innych dziewczynek. Ich torby też zostały już wzięte. Pozostało iść. Ruszyła za przywódczyniom tej dziwnej bandy dziękując wszystkim bogom za ocalenie. Zadrżała myśląc o tym, że już niemal szykowała się na śmierć.

- Kim jesteście?

Zrównała się z dziewczynką a ta zerknęła na nią czujnym spojrzeniem

- Nic nie pamiętasz prawda?

Dziewczyna pokiwała głową. Czuła, że zna skądś te wszystkie dzieciaki.

- Musieli Ci podać swoją miksturę. Nie martw się jej działanie mija w ciągu 24 godzin. Coś mi się wydaje że chyba nie jesteście zwykłymi podróżnymi.

Tunel zaczął się zwężać i obniżać. Różowowłosa musiała się schylić, żeby nie uderzyć w sufit.

- My.. Jesteśmy dziećmi. Wykorzystywanymi przez dorosłych.

Po bliższym przyjrzeniu się faktycznie zauważyła nieprzyzwoicie wyglądające części garderoby młodych dziewczynek. Gdzie mogła je spotkać?

- Opowiedz mi co o nas wiesz. Może dzięki temu sobie coś przypomnę.

- Jak dotrzemy. Nie jesteśmy jeszcze bezpieczni. Te tunele zostały wydrążone dawno temu przez Ruch Oporu który kiedyś działał przeciw mafii dowodzącej w mieście. Zostali wybici lub przekupieni i porzucili to miejsce. Teraz służy nam ale nie jest tu w 100 % bezpiecznie.

Kiwnęła głową bardziej do siebie niż do dziewczynki. Im dłużej szła tym bardziej czuła opuszczające ją siły. Adrenalina opadła i całe ciało zaczynało ją niemiłosiernie boleć i drżeć. Wysiłek ucieczki i osłabienie wielodniowym więzieniem sprawiło, że czuła się jak staruszka. Każdy krok był nieludzki. Zmęczenie coraz mocniej dawało się jej we znaki. Czy ten tunel nie miał końca?

Widziała jak dziewczynki przyglądają im się i szepczą między sobą gorączkowo. Pieprzona dziura w głowie. Gdy już myślała, że nie da rady iść dłużej, na końcu tunelu pojawiło się światło. Zbliżało się coraz bardziej i bardziej aż pochłonęło ich całe. Wyszły na powierzchnię gdzie powietrze było zdecydowanie świeższe a przestrzeń większa. Rozglądnęła się po pomieszczeniu którego kompletnie nie rozpoznawała. Wielki hangar zapewne nie był używany od kilkunastu lat. wypełniony śmieciami stanowił idealną kryjówkę.

Położyli nieprzytomnego mężczyznę na ziemi a blondwłosa dziewczynka usiadła obok.

- Leczysz.

- Słucham?

- Leczysz ludzi. Nas wyleczyłaś. Jesteś medic ninja. Domyśliłyśmy się.

- Ja.. przepraszam.. nie pamiętam.

Dziewczynka skinęła głową i podała jej rękę.

- Jestem Hiro - dziewczynka z zachwytem pogłaskała jej włosy

- Gdy Cię poznałam miałaś takie włosy jak ja. I inne oczy. On też wyglądał inaczej.

Wskazała na szarowłosego. Obie spojrzały na niego zmartwionym wzrokiem.

- Musisz go uleczyć. Nie wygląda dobrze.

Miała ochotę płakać.. Jak ma to zrobić gdy nic nie pamięta? Uklękła przy nim i odgarnęła pozlepiane włosy z jego twarzy. Poobijanej, posiniaczonej, zakrwawionej twarzy. Ciężko było stwierdzić, czy oczy ma zamknięte czy otwarte - tak bardzo zapuchnięte były. Nabrzmiałe usta ukazywały powybijane zęby. Z niezliczonej ilości ran wciąż sączyła się krew przez co lekki zarost przybrał czerwony kolor a jego czoło było ściągnięte. Reszta jego ciała nie wyglądała lepiej. Oddychał nierówno i z wysiłkiem. Cierpiał. A ona nie umiała mu pomóc.

- Do cholery!

Zagryzła zęby i samotna łza spłynęła po policzku. Nie pamiętała nic. Czy to wróg czy przyjaciel? Czy faktycznie ją wydał czy może krył? Podróżowali razem ale czy to oznaczało, że byli przyjaciółmi? Czy to ktoś ważny?

- Musisz sama odpowiedzieć. On nie ma za dużo czasu.

Zdała sobie sprawę, że ostatnie zdanie wypowiedziała na głos. Przyłożyła dłoń do jego twarzy i zamknęła oczy. Musi się skupić. Musi znaleźć odpowiedzi. Siedziała tak i próbowała przedrzeć się przez mgłę otaczającą jej umysł. Cholera skup się! Skup się na nim!
Nagle przed jej oczami mignęła jego twarz. Oświetlona była delikatnym blaskiem ognia. Zamaskowana. Poraziła ją ta wizja. A może przeszłość? Wyglądał.. niesamowicie. Jego oczy iskrzyły się patrząc wprost na nią. Pełne bólu i takiego cierpienia, że nawet teraz poczuła ochotę by go przygarnąć do siebie. Poczuła ciepło rozchodzące się w sercu.
Otworzyła oczy. Czuła, że ten mężczyzna jest jej bardzo bliski. Tylko czy on też tak sądził?  Czy jej nie zdradził tak jak mówiły jego słowa, które przypomniała sobie jeszcze w więzieniu? Tego nie wiedziała. Musiała zaufać swojemu sercu. Tylko co z tego, że chciała mu pomóc skoro nie miała pojęcia jak? Jego czas uciekał.


Tak to chyba było na początku pobytu w celi 16 ;]



Się mi tu Sakutra wbiła ale Kakashi tu jest idealny ^^



Szkones: Sakura nieświadomie po raz pierwszy zobaczyła twarz Hatake ;> Co prawda obitą na kwaśne jabłko ale jednak ;D 



Kartoteka AsiorekKP

Moje zdjęcie
Jestem autorką opowiadań, która uwielbia zagłębiać się w niuanse uczuć i skomplikowane emocje, które pisze życie. I porwałam się z motyką na księżyc próbując opisać zawiłe relacje, mogące powstać pomiędzy tą dwójką bohaterów.