Hej! Wróciłam! Przepraszam, że się nie odzywałam ale egzamin poszedł mi średnio i tak się poddenerwowałam że nie miałam ochoty pisać niczego a obiecałam Wam przecież rozdział! Wyniki w październiku więc to oznacza, że tak czy siak nie obronię się w tym roku... Do dupy... Nigdy nic nie szło mi tak opornie jak ta magisterka... I jeszcze miliony koleżanek dodających zdjęcia z obrony z dyplomami w dłoni... No jednym słowem ostatnie 2 tygodnie byłam podłamana i wkurzona na zmianę... Ale udało mi się dokończyć rozdział i pragnę Wam serdecznie podziękować za wsparcie! Co będzie to będzie ale dużo dały mi Wasze słowa otuchy 😌
Przed Wami krótki aczkolwiek znaczący rozdział. Ktoś tu ma mętlik w głowie i chyba zaczyna troszkę inaczej podchodzi do niektórych kwestii 😏 Enjoy!
P.s. Konkursowy pojawi się na dniach!
Czuł, że coraz bardziej zapada się w błogą nicość. Tak wspaniale było poddać się temu uczuciu. Chciał tylko móc nie przejmować się niczym i nie musieć się o nic martwić a to właśnie oferowała pustka. Który już raz dryfował między przestrzenią i czasem? Nie mógł zliczyć. Jednak tym razem był głębiej niż wcześniej. Wcześniej miał wrażenie, że niewiele dzieli go od powierzchni. Teraz czuł, że zapada się coraz głębiej i głębiej odczuwając coraz większą obojętność. I pewnie opadałby tak w nieskończoność gdyby coś nie dawało mu spokoju. Czuł, że nie może się poddać. Musiał przeć ku górze. Miał coś ważnego do zrobienia. Musi wrócić stamtąd skąd przyszedł.
Ktoś tam na niego czekał. Czuł to.
Wyrwał się ku górze czując pierwsze nieprzyjemne fale. Im wyżej się wzbijał tym jaśniej się robiło a jego ciało zaczynało lokalizować wszystkie swoje części. Jego głowa pulsowała tępym bólem, który przeszywał każdy zakamarek jego umysłu. Jakby tego było mało reszta ciała przesyłała do jego obolałej głowy ogromną masę impulsów bólowych, które sprawiały, że omal nie zawył. Rzadko kiedy zdarzało mu się być w takim stanie. Choć każda walka w jakiś sposób odbijała się na jego ciele to niemal już zapomniał jak to jest aż tak oberwać. Wspomnienia pobytu w Yamatace wróciły z całą swoją siłą przypominając mu skąd owe obrażenia się wzięły.
Otworzył oczy i nabrał głęboko powietrza by wypuścić je z cichym stęknięciem. Poczuł jak jego brzuch wysyła wgłąb ciała salwę ostrych igieł uniemożliwiającą nabranie powietrza. Już chciał wstać gdy nagle jego wzrok natrafił na czuprynę brązowych włosów spoczywającą na jego piersi. Rin?
Nie.. Rin przecież nie żyła.
Przekręcił odrobinę głowę i zobaczył znajomą twarz. Sakura... Nie umiał powstrzymać westchnienia ulgi. Nic jej się nie stało.
Uciekli. Byli bezpieczni. Przeżyli.
Nie widział żeby miała jakieś widoczne obrażenia jednak sińce pod oczami oraz trupio-blada skóra wyraźnie wskazywały na to, że nie miała ostatnio spokojnego snu. Postarał się nie poruszyć, żeby jej nie zbudzić.
Wolał nie powracać do nieprzyjemnych wspomnień toteż skupił się na dziewczynie.
Czuł wyraźnie jak jej ciało unosi się i opada w spokojnym oddechu, który owiewa jego klatkę piersiową. Ciepło rozchodzące się od dziewczyny sprawiało, że już sama jej obecność działała leczniczo. Nagle dotarło do niego, że dziewczyna śpi wtulona w niego całą sobą a on obejmuje ją ramieniem. Poczuł kolejną falę przyjemnego ciepła rozchodzącą się po ciele. Jej skóra była tak przyjemna w dotyku. Miał ogromną ochotę sunąć dłonią po jej ramieniu i poczuć więcej jednak w porę się powstrzymał.
Gdyby nie fakt, że nie chciał jej zbudzić to by się odsunął. Jego myśli nie powinny krążyć tym torem. Zwłaszcza, że ostatnie co pamiętał z lochów to głupia nadzieja, że jeszcze uda mu się ją uratować. Jedyne czego chciał to móc ją przytulić tak jak w tedy w Tokigamie. W tedy miał pewność, że jest już bezpieczna.
Jego drużyna zawsze była dla niego najważniejsza jednak misja z Haruno uświadomiła mu jak niezwykłą jest dziewczyną. Tak bezinteresowną i dobrą. Nieskażoną złem tego świata. Niosącą pomoc bez względu na wszystko. I choć nie chciał się do tego przyznać to widząc jak medic ninja zajmuje się tamtymi sierotami wiedział, że postąpiła dobrze. Tak jak tylko ona umiała. Altruistka. Naiwna w swoim poświęceniu. Jakby myślała, że gdy poświęci sama siebie to zbawi świat. A on miał przeczucie, że jeśli zapewni jej bezpieczeństwo to ona tego dokona.
Jak dziś pamiętał tamten dzień gdy wyznała miłość Naruto. Zima. Akcja ratunkowa podjęta przez Uzumakiego. I ona. Próbująca ocalić przyjaciela. Wyrzekając się miłości życia. Wiedziała, że Naruto będzie chciał uratować Sasuke z powodu obietnicy jaką na nim wymusiła dawno temu. I chciała poświęcić siebie i swoją miłość dla dobra przyjaciela.
Jakiś dziwny prąd przeszedł po jego ciele gdy przypomniał sobie zarumienioną Sakurę wyznającą miłość Naruto. Wokół niej wirowały płatki śniegu a jej lekkimi włosami targał mroźny wiatr. Uśmiechała się delikatnie patrząc wprost na Uzumakiego a jej oczy skrzyły się podkreślając wagę słów, które wypowiadała. I ich pocałunek. W tamtej chwili poczuł jedno. Zdziwienie, że Naruto umiał się oprzeć. Skupił na niej całą swoją uwagę, by nie myśleć o bólu, który coraz bardziej odczuwał. Studiował rysy jej twarzy i z rozbawieniem zauważył stróżkę śliny, która uciekła spod półprzymkniętych ust.
Już chciał podnieść dłoń by ją zetrzeć gdy zbeształ się w myślach. To była jego uczennica i przyjaciółka. A takie zachowanie wykracza poza granice przyjaźni.
Przed oczami pojawiło mu się ognisko, sake i ich pocałunek. Znów poczuł prąd rozchodzący się po całym ciele i przyjemne ciepło. Przekroczyli już granicę.
Przestać o tym myśleć! Musiał naprawdę dobrze dostać w głowę skoro jego myśli szły takim torem. A może to ulga, że ocaleli?
Było blisko.
Mogli oboje zginąć, zdradzając przy okazji wiele cennych informacji wrogowi. Echo dawnej wściekłości odezwało się z tyłu jego obolałej głowy. Nie powinni zaczynać tamtej walki. Ale był tak cholernie wkurzony! Jakkolwiek szlachetnie by nie postąpiła naraziła siebie i całą misję. Będą musieli o tym poważnie porozmawiać. O tym i o wielu innych kwestiach.
Może by i wytrzymał jeszcze jakiś czas walcząc z bólem i próbując nie poruszyć się nawet o milimetr gdyby nie całkowicie nieprzewidziane i niezaplanowane potężne kichnięcie, którego nie był w stanie powstrzymać.
Tak jak się spodziewał, Haruno zerwała się łapiąc za kunaia i rozglądając się po starej szopie w której obecnie przebywali.
Zaśmiał się na widok jej zdezorientowanej miny i czupryny, z której każdy włos sterczał w inną stronę. Jego chrapliwy śmiech zwrócił jej uwagę i mógł zaobserwować niesamowitą przemianę. Z jej szczupłej, skupionej i ściągniętej twarzy zniknął wyraz czujności. W jednym momencie rozjaśniła się jakby samo słońce zdecydowało się zaświecić mu prosto w oczy. Spierzchłe usta Haruno rozciągnęły się w szerokim uśmiechu a jej oczy zaiskrzyły się dokładnie tak jak w tedy w zimie. Rzuciła się na niego przytulając go mocno do siebie i śmiejąc się w głos. Trwali wtuleni w siebie ciesząc się, że żyją. Teraz już musi być dobrze i oboje czuli, że przetrwali niemożliwe do przetrwania.
Nie ten ubiór i nie te okoliczności ale myślę że uścisk absolutnie TEN 💖
KakaSaku - Historia dwojga samotnych shinobi to zbiór opowiadań, w którym głównymi bohaterami są Kakashi Hatake i Sakura Haruno a ich wspólnym mianownikiem staje się samotność. Dwie barwne osobowości, których życia stykają się w codzienności. Dwoje ludzi zagubionych w swoich światach. Jeśli chcesz zobaczyć na ile sposobów ich drogi mogą się przeplatać - zapraszam!
Podglądacze
niedziela, 8 września 2019
poniedziałek, 19 sierpnia 2019
Trzymajcie kciuki!
Kochani jako że w środę i czwartek podchodzę do egzaminu z języka angielskiego FCE Cambridge na poziomie B2 i od tego zależy dalszy los mojej prawie ukończonej magisterki chwytam się każdej deski ratunku 😝
Dlatego proszę Was o trzymanie kciuków w te dwa dni abym to zdała na godnym poziomie 😁
I mogła się bronić w tym roku ... Każde kciuki się liczą! 🙏🙏🙏
P.s. KakaHana potrzebuje ostatnich szlifów na które teraz przed egzaminem niestety nie miałam czasu a rozdział "Podwójnego" jest w połowie ukończony także jak się spiszecie z tymi kciukami to postaram się coś wrzucić w weekend ;D (taki tam mały szantaż😂 )
Dlatego proszę Was o trzymanie kciuków w te dwa dni abym to zdała na godnym poziomie 😁
I mogła się bronić w tym roku ... Każde kciuki się liczą! 🙏🙏🙏
P.s. KakaHana potrzebuje ostatnich szlifów na które teraz przed egzaminem niestety nie miałam czasu a rozdział "Podwójnego" jest w połowie ukończony także jak się spiszecie z tymi kciukami to postaram się coś wrzucić w weekend ;D (taki tam mały szantaż😂 )
wtorek, 6 sierpnia 2019
Rozdział XXV - Rozdroże
Uff... Powracam! Nie chcę żebyście długo czekały na KakaHana więc... łapcie rozdział!
Może nie jest za długi ale bądźcie łaskawe dla mnie i mojego powrotu 😌 Oczywiście musi trzymać w napięciu a co! 😊
Jej powieki były takie ciężkie... Nie umiała nad tym zapanować. Czuła się jakby ktoś zawiesił jej na nich ciężarki a ona bezskutecznie siłowała się by pozostały otwarte. Kolejny raz zerwała się gdy głowa opadła jej bezwiednie na klatkę piersiową. Rozglądnęła się po pomieszczeniu szukając ewentualnego wroga i mimowolnie spojrzała na mężczyznę leżącego obok niej. Oddychał niespokojnie a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Dotknęła czoła upewniając się tylko, że jej towarzysza trawi wysoka gorączka. Było źle. Od kilku dni nie była w stanie zbić skutecznie temperatury. Nawet zioła dziadka Kaito nie potrafiły już pomóc.
Przetarła piekące oczy i wstała udając się po świeżą wodę ze studni. Dziadek Kaito - jak sam kazał o sobie mówić - okazał się sędziwym staruszkiem pracującym całe życie na roli. Wszystko co wiedział i umiał ograniczało się do tego co było mu niezbędne do życia w gospodarstwie.
Jako małe dziecko został sierotą przez wojny toczące się pomiędzy klanami. To w tedy na krótki czas trafił pod opiekę pewnej kobiety "parającej się uzdrawianiem" jak to mówił. Owa kobieta nauczyła go co nieco o leczeniu jednak jako że nie był zbyt dobry w kontroli czakry ograniczył się do wykorzystania nauk na własny użytek. To niesamowite, że jego podstawowe umiejętności okazały się dla Sakury niezbędne.
Hiro znała dziadka Kaito z opowiadań. Tylko dzięki jej wskazówkom Haruno uciekła z Yamataki i przez dwa dni i dwie noce pod przebraniem przemyciła Kakashiego do doliny w której żył uzdrowiciel - amator. To była jego jedyna szansa po brawurowym zabiegach jakim poddała go zielonooka.
I choć po wszystkich tych nadludzkich wysiłkach miała ochotę jedynie na to aby się położyć i tak po prostu zasnąć to wiedziała, że nie może pozwolić sobie na ten luksus. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej Hatake potrzebował opieki. Wszystko zależało od niej i jej woli przetrwania. A wiedziała, że przetrwać musi. Jeśli ona się podda to on nie będzie miał żadnych szans.
Wróciła do szopy, która aktualnie stała się ich schronieniem i uklękła przy leżącej na środku pomieszczenia kupce nieszczęścia. Zdjęła z czoła Hatake okład i włożyła go do misy z zimną wodą. Szarowłosy wiercił się niespokojnie odganiając sobie tylko znane demony.
W jej oczach zebrały się łzy, które przełknęła nim zdążyły spłynąć po policzkach. Jego widok sprawiał, że kroiło się jej serce.
Niepokonany. Silny. Władczy. Niezłomny. Teraz leżał na kupce siana jak cień samego siebie.
Wątły. Niepozorny. Słaby...
Zawsze była wrażliwą dziewczyną. Gdy była mała uważała to za wadę. Płakała niemal przy każdej okazji stanowiąc łatwy cel dla złośliwych dzieciaków. Lecz im była starsza tym stawała się twardsza. Łzy nie były już oznaką słabości. Były symbolem jej wrażliwości, którą przede wszystkim kierowała się w opiece nad chorymi. Były jej wewnętrzną siłą.
Patrząc na Kakashiego chciało się jej płakać. Lecz ten płacz nie był dobry. Ta wrażliwość, którą uznawała za siłę odwróciła się przeciwko niej. Każdy siniak, każde najmniejsze zadrapanie, wszystkie jego rany czuła jakby były jej własne. Bo należały się jej a nie jemu. Lekkomyślna.. głupia.. Nie mogła inaczej o sobie myśleć. Wszystkie misje zeszły na dalszy plan. Teraz musiała ratować przyjaciela, który był o krok od śmierci. Przez nią.
Otarła jego twarz zimną tkaniną i z ulgą zarejestrowała, że na chwilę się rozluźnia. Jakby czuł się odrobinę lepiej. Jakby odjęła choć trochę tego bólu.
Wzięła nową tkaninę i również zamoczyła w zimnej wodzie po czym przykryła nią nos i usta Hatake niczym maską. Nie tylko po to by zbić gorączkę.
Czuła się źle, że widzi jego twarz. Choć wszystko było opuchnięte i zasinione to.. czuła, że nie ma prawa go oglądać. Z jakiegoś tylko sobie znanego powodu nosił maskę i ona to szanowała. Kiedyś była ciekawa tego co jest pod nią... Teraz chciała jedynie by znów był sobą. Chciała uszanować jego wolę jakakolwiek by nie była. Chciała by wrócił dawny Kakashi.
- Ta noc będzie decydująca.
Prawie podskoczyła. Nie usłyszała, kiedy dziadek Kaito pojawił się w drzwiach stodoły. Patrzył uważnie jednak nie na nią a na Kakashiego. Nie podobała jej się ta niepokojąca groźna nuta w jego głosie.
- Co to znaczy?
Spytała cicho choć nie wiedziała czy chce znać odpowiedź.
- Dowiemy się jutro. Jednak twój przyjaciel jest na rozdrożu. Jego duch stoi przed wyborem. Może walczyć dalej albo..
Starszy człowiek nie dokończył lecz spojrzał na nią ze smutkiem w oczach a ona poczuła, że robi jej się słabo.
-Nie... on się nie podda.
Przekonywała nie tylko dziadka Kaito ale i siebie.
- Jego ciało jest bardzo zmęczone... - staruszek usprawiedliwiał Kakashiego jakby już wiedział jaki będzie wynik tej walki.
- Może uda mi się... Poczytam coś i na pewno znajdę rozwiązanie! On się nie podda i ja też się nie poddam.
Zerwała się gwałtownie i zaczęła przeszukiwać swoje rzeczy w poszukiwaniu książki. Gdy odwróciła się do drzwi Kaito już nie było. On nie wierzył w to że Kakashi wyzdrowieje. Więc ona będzie musiała wierzyć za nich dwoje.
Zapaliła świecę i odganiając poczucie senności gorączkowo kartkowała jedyną książkę, jaką ze sobą miała. Próbowała sobie też przypomnieć coś co mogła jeszcze zrobić, jednak cokolwiek przychodziło jej do głowy wymagało albo specjalistycznych leków albo specjalistycznego sprzętu albo specjalistycznych umiejętności - których aktualnie nie miała.
W końcu gdy noc była już bardzo późna a ona wciąż nie znalazła rozwiązania musiała przyznać rację Kaito co do jednego. Teraz wszystko zależało od Kakashiego.
Przełykając łzy zrobiła zatem jedyną rzecz jaka przyszła jej do głowy.
Położyła się przy Kakashim i przytuliła się do niego. Czuła każdy dreszcz i każde niespokojne uderzenie serca jounina. Teraz wszystko zależało od tego, którą ścieżką pójdzie. I ona będzie przy nim cokolwiek wybierze.
Mała drama na końcu ale wczujcie się w ten decydujący moment ;>
Może nie jest za długi ale bądźcie łaskawe dla mnie i mojego powrotu 😌 Oczywiście musi trzymać w napięciu a co! 😊
Jej powieki były takie ciężkie... Nie umiała nad tym zapanować. Czuła się jakby ktoś zawiesił jej na nich ciężarki a ona bezskutecznie siłowała się by pozostały otwarte. Kolejny raz zerwała się gdy głowa opadła jej bezwiednie na klatkę piersiową. Rozglądnęła się po pomieszczeniu szukając ewentualnego wroga i mimowolnie spojrzała na mężczyznę leżącego obok niej. Oddychał niespokojnie a jego ciałem wstrząsały dreszcze. Dotknęła czoła upewniając się tylko, że jej towarzysza trawi wysoka gorączka. Było źle. Od kilku dni nie była w stanie zbić skutecznie temperatury. Nawet zioła dziadka Kaito nie potrafiły już pomóc.
Przetarła piekące oczy i wstała udając się po świeżą wodę ze studni. Dziadek Kaito - jak sam kazał o sobie mówić - okazał się sędziwym staruszkiem pracującym całe życie na roli. Wszystko co wiedział i umiał ograniczało się do tego co było mu niezbędne do życia w gospodarstwie.
Jako małe dziecko został sierotą przez wojny toczące się pomiędzy klanami. To w tedy na krótki czas trafił pod opiekę pewnej kobiety "parającej się uzdrawianiem" jak to mówił. Owa kobieta nauczyła go co nieco o leczeniu jednak jako że nie był zbyt dobry w kontroli czakry ograniczył się do wykorzystania nauk na własny użytek. To niesamowite, że jego podstawowe umiejętności okazały się dla Sakury niezbędne.
Hiro znała dziadka Kaito z opowiadań. Tylko dzięki jej wskazówkom Haruno uciekła z Yamataki i przez dwa dni i dwie noce pod przebraniem przemyciła Kakashiego do doliny w której żył uzdrowiciel - amator. To była jego jedyna szansa po brawurowym zabiegach jakim poddała go zielonooka.
I choć po wszystkich tych nadludzkich wysiłkach miała ochotę jedynie na to aby się położyć i tak po prostu zasnąć to wiedziała, że nie może pozwolić sobie na ten luksus. Teraz jeszcze bardziej niż wcześniej Hatake potrzebował opieki. Wszystko zależało od niej i jej woli przetrwania. A wiedziała, że przetrwać musi. Jeśli ona się podda to on nie będzie miał żadnych szans.
Wróciła do szopy, która aktualnie stała się ich schronieniem i uklękła przy leżącej na środku pomieszczenia kupce nieszczęścia. Zdjęła z czoła Hatake okład i włożyła go do misy z zimną wodą. Szarowłosy wiercił się niespokojnie odganiając sobie tylko znane demony.
W jej oczach zebrały się łzy, które przełknęła nim zdążyły spłynąć po policzkach. Jego widok sprawiał, że kroiło się jej serce.
Niepokonany. Silny. Władczy. Niezłomny. Teraz leżał na kupce siana jak cień samego siebie.
Wątły. Niepozorny. Słaby...
Zawsze była wrażliwą dziewczyną. Gdy była mała uważała to za wadę. Płakała niemal przy każdej okazji stanowiąc łatwy cel dla złośliwych dzieciaków. Lecz im była starsza tym stawała się twardsza. Łzy nie były już oznaką słabości. Były symbolem jej wrażliwości, którą przede wszystkim kierowała się w opiece nad chorymi. Były jej wewnętrzną siłą.
Patrząc na Kakashiego chciało się jej płakać. Lecz ten płacz nie był dobry. Ta wrażliwość, którą uznawała za siłę odwróciła się przeciwko niej. Każdy siniak, każde najmniejsze zadrapanie, wszystkie jego rany czuła jakby były jej własne. Bo należały się jej a nie jemu. Lekkomyślna.. głupia.. Nie mogła inaczej o sobie myśleć. Wszystkie misje zeszły na dalszy plan. Teraz musiała ratować przyjaciela, który był o krok od śmierci. Przez nią.
Otarła jego twarz zimną tkaniną i z ulgą zarejestrowała, że na chwilę się rozluźnia. Jakby czuł się odrobinę lepiej. Jakby odjęła choć trochę tego bólu.
Wzięła nową tkaninę i również zamoczyła w zimnej wodzie po czym przykryła nią nos i usta Hatake niczym maską. Nie tylko po to by zbić gorączkę.
Czuła się źle, że widzi jego twarz. Choć wszystko było opuchnięte i zasinione to.. czuła, że nie ma prawa go oglądać. Z jakiegoś tylko sobie znanego powodu nosił maskę i ona to szanowała. Kiedyś była ciekawa tego co jest pod nią... Teraz chciała jedynie by znów był sobą. Chciała uszanować jego wolę jakakolwiek by nie była. Chciała by wrócił dawny Kakashi.
- Ta noc będzie decydująca.
Prawie podskoczyła. Nie usłyszała, kiedy dziadek Kaito pojawił się w drzwiach stodoły. Patrzył uważnie jednak nie na nią a na Kakashiego. Nie podobała jej się ta niepokojąca groźna nuta w jego głosie.
- Co to znaczy?
Spytała cicho choć nie wiedziała czy chce znać odpowiedź.
- Dowiemy się jutro. Jednak twój przyjaciel jest na rozdrożu. Jego duch stoi przed wyborem. Może walczyć dalej albo..
Starszy człowiek nie dokończył lecz spojrzał na nią ze smutkiem w oczach a ona poczuła, że robi jej się słabo.
-Nie... on się nie podda.
Przekonywała nie tylko dziadka Kaito ale i siebie.
- Jego ciało jest bardzo zmęczone... - staruszek usprawiedliwiał Kakashiego jakby już wiedział jaki będzie wynik tej walki.
- Może uda mi się... Poczytam coś i na pewno znajdę rozwiązanie! On się nie podda i ja też się nie poddam.
Zerwała się gwałtownie i zaczęła przeszukiwać swoje rzeczy w poszukiwaniu książki. Gdy odwróciła się do drzwi Kaito już nie było. On nie wierzył w to że Kakashi wyzdrowieje. Więc ona będzie musiała wierzyć za nich dwoje.
Zapaliła świecę i odganiając poczucie senności gorączkowo kartkowała jedyną książkę, jaką ze sobą miała. Próbowała sobie też przypomnieć coś co mogła jeszcze zrobić, jednak cokolwiek przychodziło jej do głowy wymagało albo specjalistycznych leków albo specjalistycznego sprzętu albo specjalistycznych umiejętności - których aktualnie nie miała.
W końcu gdy noc była już bardzo późna a ona wciąż nie znalazła rozwiązania musiała przyznać rację Kaito co do jednego. Teraz wszystko zależało od Kakashiego.
Przełykając łzy zrobiła zatem jedyną rzecz jaka przyszła jej do głowy.
Położyła się przy Kakashim i przytuliła się do niego. Czuła każdy dreszcz i każde niespokojne uderzenie serca jounina. Teraz wszystko zależało od tego, którą ścieżką pójdzie. I ona będzie przy nim cokolwiek wybierze.
Mała drama na końcu ale wczujcie się w ten decydujący moment ;>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kartoteka AsiorekKP
- AsiorekKP
- Jestem autorką opowiadań, która uwielbia zagłębiać się w niuanse uczuć i skomplikowane emocje, które pisze życie. I porwałam się z motyką na księżyc próbując opisać zawiłe relacje, mogące powstać pomiędzy tą dwójką bohaterów.

