Podglądacze

piątek, 23 marca 2018

Rozdział XII - Rozbitkowie

Słońce wisiało już dość wysoko na nieboskłonie gdy ostrożnie otwarła oczy by po ułamku sekundy natychmiast je zacisnąć. Bolał ją każdy mięsień, czuła w ustach smak przetrawionego alkoholu a jej głowa pulsowała nieznośnym otumaniającym bólem. Ewidentny kac. Wiedziała co stanie się jeśli gwałtownie usiądzie więc ostrożnie podczołgała się do swojej torby i wyjęła z apteczki miksturę na zatrucie alkoholowe, którą sama opracowała. Łyknęła ostrożnie i odetchnęła czekając aż helikopter w jej głowie się uspokoi. Co się właściwie wczoraj stało? Pamiętała ognisko i wspólną kolację. Potem wyciągnęła butelkę z sake z zamiarem rozluźnienia atmosfery. Potem .. co było potem? Poczuła jak jej serce gwałtownie przyspiesza gdy zaczęło do niej docierać jak potoczył się wieczór. Pili. Stanowczo za dużo. Gdy poczuła, że ma dość polewała już tylko szarowłosemu. Przed oczami stanął jej były sensei, chwiejący się i zaciskający oczy aby obronić się przed zmorami przeszłości, przed którymi stał się całkowicie bezbronny. Łzy znów zakręciły się w jej oczach. Nie miała pojęcia co przeżywał ten mężczyzna i z jakimi dramatami musiał się mierzyć. Nie wyobrażała sobie rozmiaru bólu jaki trawił jego duszę. Zabić własną ukochaną. Stracić najlepszego przyjaciela. Wyrzuty sumienia, które na co dzień musiał tłumić. Tyle lat spędzonych jako drużyna a oni nic nie wiedzieli! Nic po sobie nie pokazywał! Albo zakopał to wszystko na samym dnie swojego umysłu albo był szpiegiem doskonałym, który potrafi się wyzbyć uczuć. Nie wiedziała co dokładnie przeważyło ale miała pewność, że cokolwiek to było - wczoraj miała okazję zobaczyć prawdziwe oblicze Kakashiego Hatake. Nie sądziła że ta misja będzie tak trudna.
Wstała powoli i odetchnęła czując przypływ sił witalnych. Szybko namierzyła bukłak z wodą i pociągnęła zdrowy łyk. Jeśli ona miała tak ciężką pobudkę to jak musiał się czuć jounin? Usłyszała kroki na zewnątrz swojego namiotu i w tym momencie poczuła zapach pieczonej ryby - gdyby nie zażyła swojej mikstury to pewnie właśnie robiłaby się zielona i z pewnością namierzałaby najbliższy pojemnik do którego mogłaby zwymiotować. Przeczesała rękami włosy, popoprawiała się odrobinę i wyczołgała z namiotu. Czuła się jeszcze osłabiona jednak wszelkie inne dolegliwości zniknęły. Jej oczom ukazał się dość przyjemny widok. Gdyby nie wiedziała że to Hatake to pewnie pomyślałaby że ktoś sobie bezczelnie korzysta z ich paleniska. Tuż przed nią, doglądając dwóch okazałych pstrągów siedział wysoki elegancki brunet z szarymi oczami i bordową maską. Zerknął w jej stronę i wskazał na ryby nie mówiąc ani słowa. Wygramoliła się z namiotu i podeszła niepewnie do swojego towarzysza obserwując uważnie jego reakcję.
- Dziś dotrzemy do kolejnego miasteczka. Jest ono większe od Tokigamy zatem może nam zejść trochę więcej na poszukiwania Twojej cioci Saruna - san.
Kiwnęła głową. Zrozumiała, że w tej chwili muszą przede wszystkim skupić się na misji.  Jedli w ciszy przerywanej śpiewem okolicznych ptaków. Polana na której się znaleźli była wyjątkowo urokliwa. Spomiędzy konarów drzew prześwitywały złote promienie wschodzącego słońca a szum niedalekiego strumienia koił nerwy. Oboje poczuli moment, w którym trzeba było wyruszyć. W ciszy pozbierali swoje rzeczy i ruszyli dalej mając za przewodnika wiosenne słońce grzejące coraz odważniej.
Maszerowała parę kroków za Kakashim by móc trochę mu się przyjrzeć. Miał na sobie przebranie podobnie jak ona jednak on odciął się całkowicie od swojego "ja". Nie rozmawiał z nią, nie poruszał tematu z wczoraj, nie zwracał na nią nawet uwagi. Czuła się... skołowana. Poprzedniego wieczora ujrzała prawdziwą twarz jounina, a teraz miała wrażenie że oddalił się od niej bardziej niż kiedykolwiek. Może zbyt drastycznie ściągnęła jego przeszłość? Nawet gdy obwiniał się o atak na nią nie był tak wyobcowany. Nie podobał jej się ten Hatake. Nie wiedziała czy jest na nią zły czy wycofał się żeby znów zaleczyć rany z przeszłości. Postanowiła narazie dać mu spokój. Sama zmagała się z tęsknotą za Sasuke i ostatnimi czasy jej życie było wypełnione smutkiem i zgorzknieniem. Nie mogła jednak wciąż wyjść ze zdumienia tego jak wiele jounin w swoim życiu przeżył. Miał zaledwie 33 lata, a wydarzenia z jego życia wskazywały jakby miał co najmniej dwa razy tyle. Krocząc krętą ścieżką pomiędzy przerzedzającym się lasem dziewczyna nie umiała uspokoić swoich myśli. Nie była pewna czy bardziej czuje smutek, złość, współczucie czy .. jeszcze coś innego. Uczucie którego nie mogła zidentyfikować a które przemawiało przez każdą emocję, którą czuła obecnie. Niespodziewaną bliskość. Była jak rozbitek, który odnalazł innego rozbitka. I mimo iż przetrwali całkiem inne katastrofy - oboje dzielili podobny ból. Ból samotności, cierpienia i beznadziei. I mimo iż Haruno nie chciała się do tego przyznać to dodawało jej to odrobinę otuchy.
- Widzę już Yamatakę panienko Saruno. Może tu znajdziemy Natsudę-sama.
Zerknęła na bruneta uśmiechającego się znad maski. Był idealnym szpiegiem.
- Mam nadzieję Kakuro-kun. Myślę że...
Nie zdołała jednak dokończyć, bo przed nimi pojawiły się nagle trzy postacie obleczone w czarne płaszcze.
-Witamy szanownych przybyszów w Yamatace. Jesteśmy jednostką straży miasta odpowiedzialną za porządek i ład w tym rozpustnym miejscu. Musimy wiedzieć kto wchodzi i wychodzi i czy stanowi zagrożenie dla naszej osady. Nie chcemy tu rozbójników i shinobi.
Kakashi wyprostował się i wykonał głęboki ukłon po czym wyprostował się i łagodnym nie należącym do siebie miękkim głosem oznajmił:
- Jestem Kakuro Hatashi a to Saruna Hurono. Przybywamy aby odnaleźć zaginioną ciotkę panienki Saruny. Wyruszyła w podróż po kraju i dotąd nie wróciła. To jedyna rodzina panienki, więc bardzo zależy jej żeby ją znaleźć. Ja jestem osobistym ochroniarzem rodziny Hurono- nie stanowię zatem żadnego zagrożenia dla ludzi, którzy nie są niebezpieczni dla panienki Saruny
Była pod wrażeniem zdolności szpiegowskich Kakashiego. Zgrywał twardego nieustępliwego ochroniarza, który jest gotów chronić swoją pracodawczynię. Nie mogła pozostać w tyle.
- Panowie, ze swojej strony mogę obiecać, że nie będziemy w mieście dłużej niż to konieczne. Szukamy tylko mej ciotki, nie zguby. Mam nadzieję, że Kakuro nie będzie zmuszony do mej obrony, jednak widząc tak rzetelną straż mniemam, iż żadne niebezpieczeństwo nam nie grozi.
Posłała delikatny zalotny uśmieszek do mężczyzn stojących za dowódcą a oni wyraźnie zadowoleni postukali się łokciami. Panienka z dobrego domu to nie była trudna rola do zagrania. Dowódca jednak przyglądał się wciąż zamaskowanemu Kakashiemu i podszedł do niego okrążając go i oglądając z każdej strony.
- A dlaczegóż to Pan ochroniarz nie raczy pokazać twarzy? Czyżby tam coś ukrywał?
Zerknęła nerwowo na Kakashiego mając nadzieję, że nie będzie zmuszony podjąć walki ze strażą. Razem ustalili, że będą grać tyle ile się da.
- Owszem - odpowiedział chłodno jounin śledząc wzrokiem dowódcę.
- Gdy byłem jeszcze małym chłopcem zaatakowały mnie bezpańskie psy. Rozerwały mi część twarzy a widok jest na tyle odrażający, że wolę nie straszyć nim zwykłych ludzi. Od czasu do czasu rana otwiera się i ropieje wydając niezbyt przyjemny zapach dlatego też wolę jej nie zdejmować.
Dowódca jednak nie ustępował. Stanął na przeciwko Hatake i uśmiechnął się szyderczo.
- Mam dość silne nerwy i żołądek. Może zerknę.
Zaczął podnosić rękę a Sakura modliła się w duchu aby jounin wymyślił coś co wyratuje ich z sytuacji. Jeśli nie uwzględnił tego w przebraniu i dowódca odsłoni nienaruszoną twarz, straż uzna że są niewiarygodni i rozgorzeje walka. Jak na zwolnionym filmie obserwowała spokojnego Kakashiego patrzącego ze spokojem na dowódcę straży, który zaczepił już palcem o skraj maski. Zaczął ją delikatnie zsuwać a oczom wszystkich ukazywał się powoli prosty idealny nos. Dziewczyna patrzyła jednocześnie przerażona i zafascynowana. Czyżby miała ujrzeć twarz swojego sensei? Czy może twarz Kakuro? Nie mogła oderwać wzroku. Jednak gdy maska zsunęła się z nosa dowódca zgiął się w pół i zaczął kaszleć i wymiotować. Pozostali strażnicy zakryli usta i nosy przybierając zdecydowanie zielonkawy wyraz twarzy.
- Jak już mówiłem. Widok nie jest zbyt ciekawy. Woń tym bardziej. Opatrywało już mnie wielu medyków, nikt jednak nie wie jak mi pomóc. Psy prawdopodobnie były zarażone jakąś chorobą, która nie pozwala goić się ranom. Możemy przejść?
Dowódca biały jak papier skinął głową ocierając usta i przepuścił ich aby mogli wejść przez bramę do miasta. Haruno starała się zachować spokój jednak kompletnie nic z tego nie rozumiała. Strażnicy zachowywali się jakby zobaczyli coś naprawdę obrzydliwego podczas gdy jej sensei miał naprawdę ładny zgrabny nos. Co się więc stało?
- Jak..? - zdołała wydukać w stronę jounina lecz ten chrząknął dając znać, żeby nie dokańczała pytania.
- Jak widać mając szare oczy mam równie zniewalające spojrzenie.
Miała ochotę puknąć się w głowę. Sharingan! Że też nie pomyślała o tym wcześniej! Musiał użyć genjutsu gdy przyglądał się im po kolei. Niesamowite. Nie dość, że użył go na 3 osobach naraz to jeszcze przez szkła kontaktowe! Był geniuszem.

Zostawili trójkę bladych strażników za sobą i skierowali się do osady rozpościerającej się przed nimi. Chociaż słowo "osada" było zbyt skromnym określeniem na natłok szalonej infrastruktury, który mieli przed oczami. Kolorowe reklamy zachęcały do skorzystania z usług niezliczonej ilości kasyn i mini barów a wszechobecne roznegliżowanie sprawiło, że Haruno czerwieniła się jak burak. Nie ze wstydu lecz ze złości. Jak kobieta może sobie pozwolić na takie wyuzdanie? Krótkie spódniczki ledwo zakrywające pośladki i prześwitujące, przykrótkie bluzeczki to zdawać by się mogło mundurek pracowniczy wszystkich napotkanych w tym mieście kobiet. Słodkimi głosikami zachęcały przechadzających się mężczyzn do wejścia do lokalu, który akurat reprezentowały i migdaliły się do każdego, kto akurat przy nich przystanął. W takim miejscu widziałaby Jiraiy'ę, ale czy Tsunade odwiedziłaby takie miejsce? Szli powoli ulicami miasta pokus i przyglądali się niby od niechcenia każdemu lokalowi w poszukiwaniu jakichś wskazówek. 
Weszli do jednej z bocznych ulic w poszukiwania jakiegoś spokojnego miejsca do spożycia posiłku. Wyraźnie oddalali się od hałaśliwego centrum wchodząc do zdecydowanie uboższej dzielnicy. Rozważali już powrót gdy do Kakashiego podbiegła drobna osóbka o długich natapirowanych blond włosach mając wyraźne problemy z poruszaniem się na 15 - centymetrowych koturnach.
- Czcigodny Panie.. Wielmożny czy mogę coś dla Pana zrobić? Sprawię, że może być przyjemnie!
Kakashi podobnie jak Sakura stanęli jak wryci, gdy spojrzeli na twarz dziewczyny.. w zasadzie dziecka, wymalowaną jak drag queen, ubraną w skąpy sfatygowany top i krótkie spodenki wyglądające bardziej jak bielizna, niż ubranie. Dziewczynka miała może 12-13 lat jednak ciężko było to określić przez całokształt jej ubioru. Widać było że jest wychudzona a białe ślady na jej zniszczonym topiku podpowiadały Haruno co dziewczynka oferuje Kakashiemu. Podczas gdy oni spoglądali na siebie w milczeniu - Haruno w wyraźnym szoku, Hatake ze stoickim spokojem - dziewczynka migdaliła się niezręcznie do jounina delikatnie odciągającego ją za ramiona.
- Panie! Nie odrzucaj mnie! Jestem tu najlepsza! Z nikim Ci tak nie będzie jak ze mną! Proszę!
Dziewczęcy głosik z uwodzicielskiego zaczynał robić się desperacki. W końcu Hatake potrząsnął dziewczyną i łagodnie acz stanowczo odmówił. I w tedy stało się coś co Haruno jeszcze bardziej wstrząsnęło. Dziewczynka zgięła się w pół jakby przepraszając jednak wyraźnie widać było że wybuchnęła płaczem. Starała się to nieudolnie zakryć jednak pociąganie nosem i mokry łamiący się głosik wyraźnie wskazywał, że mała prostytutka zanosi się płaczem.
- Przee-praszam jaśnie Paaa-na. Nie chciałam uuuu-urazić !
Zgięta w pół odwróciła się i wyprostowała dopiero jak była już do niech odwrócona tyłem i najszybciej jak mogła, potykając się na olbrzymich kuriozalnych jak dla niej butach skręciła w najbliższą uliczkę.
Podróżni zerknęli a siebie wyraźnie zdezorientowani, gdy dobiegł ich krzyk dziewczynki. Niewiele myśląc Sakura pobiegła za nią, znajdując ją tuż za rogiem, z rozmazanym makijażem siedzącą na ziemi i trzymającą się za kostkę.
-Hej.. nic Ci nie jest? - tymczasowa blondynka uklękła przy dziewczynce chcąc ją obejrzeć, ta jednak odpełzła jakby panicznie bała się Haruno.
- To-o nic.. Tylko kostka.. - szepnęła dziewczynka nie patrząc Sakurze w oczy i próbując ogarnąć rozmazany makijaż.
- Mogę zerknąć? - medic ninja przybliżyła się ostrożnie do dziewczynki i ujęła jej brudną stopę odzianą w podarte rajstopy. Tuż za nimi pojawił się Hatake obserwując uważnie okolicę.
- Saruna.. - szepnął ostrzegawczo.
Wiedziała dokładnie co chciał powiedzieć. Nie powinna. Jednak nie byłaby medic ninja gdyby pozostawiła kogoś rannego bez pomocy, nawet jeśli byłaby to nieletnia prostytutka ze skręconą nogą.
Dziewczynka przyglądała się im podejrzliwie jakby oczekując jakiegoś podstępu. Jej wielkie niebieskie oczy przebiegały od jednego do drugiego jakby oczekując, że zaraz się na nią rzucą. Widać było w jej ruchach dzikość, płochliwość i strach - coś co bardzo nie pasowało do dziewczynek w jej wieku. Podczas gdy Sakura badała jej kostkę, niby od niechcenia zagadnęła.
- Nazywam Saruna i troszkę znam się na leczeniu. Może mogłabym uleczyć Ci nogę jeśli pozwolisz? Jak Ci na imię?
Dziewczynka pociągnęła jeszcze raz nosem i małymi piąstkami przetarła oczy rozmazując koszmarnie makijaż przez co przypominała teraz małą pandę. Spojrzała jeszcze raz na jounina i wciąż zerkając na poczynania Haruno niepewnie odpowiedziała
- W pracy mówią mi Pam. Na prawdę nazywam się Hiro. Noga to nic. Często je skręcamy w tych butach ale takie mamy wymagania.
Sakura sięgnęła ostrożnie za siebie w poszukiwaniu plecaka, jednak nagły ruch spłoszył Hiro, która odczołgała się gwałtownie i zasłoniła rękami jakby oczekując na cios.
-Spokojnie. Sięgałam po leczniczą maść. Nic Ci nie zrobimy obiecuję.
Dziewczynka niepewnie zerknęła na maść wyciąganą z plecaka, po czym kiwnęła głową na znak, że Sakura może ją nałożyć.
-Moje ręce mają dar uleczania. Samym masażem jestem w stanie uleczyć Twoją nogę, przy odrobinie tej magicznej maści.
Jounin chrząknął jednak kunoichi nie zwróciła na niego uwagi. Już podjęła decyzję. Rozerwała rajstopę małej prostytutki i odsłaniając nagą opuchniętą kostkę zaczęła wmasowywać maść mamrocząc przy tym pod nosem słowa potrzebne do uwolnienia czakry. Dziewczynka jakby przełamała strach i z zaciekawieniem zaczęła zerkać na ledwie widoczną zieloną poświatę okalającą dłonie dziewczyny.
-To maść. Świeci gdy dotyka czyjejś skóry ale spokojnie - gdy się wchłonie przestanie.
-Piękne.. - niebieskie oczka dziewczynki otwarły się szeroko w zachwycie. Widać było jak na dłoni, że noga wraca do swoich dawnych rozmiarów i przestaje boleć. Gdy Sakura odjęła dłonie, noga faktycznie przestała świecić a Hiro niesamowicie zdziwiona stanęła na nogi  już się nie chwiejąc.
- Dziękuję Pani.. To niesamowite! - dziewczynka rzuciła się na Sakurę i przytuliła ją. Jounin miał pewne podejrzenia co do składu "maści", których użyła Haruno a które uspokoiły dziewczynkę, jednak nie powiedział niczego na głos. Sakura już i tak zdradziła zbyt dużo.
- Nie ma za co  Hiro-kun, naprawdę! Idź do domu i nikomu nie mów co cię spotkało dobrze? - dziewczynka nagle posmutniała i spojrzała w bok starając się ukryć ból, który odczuwała.
- Ja.. nie mam domu.. - wyszeptała niemal niedosłyszalnie. Haruno zamilkła na chwilę spoglądając na swojego towarzysza i wciąż przyjacielsko zagadnęła
- Przecież gdzieś musisz spać. A gdzie Twoi bliscy? Gdzie rodzina?
Hiro wstała, zdjęła buty i trzymając je w rękach na bosaka pobiegła wgłąb uliczki. I gdy już myśleli, że zniknie za zakrętem, ona odwróciła się i machnęła ręką by za nią poszli. Sakura już wykonywała krok by za nią pobiec jednak Hatake zastąpił jej w połowie drogi.
- To nie jest mądry pomysł. To może być pułapka. - mruknął ostrzegawczo, jednak ona już nie słuchała.
- Ty wszędzie widzisz tylko pułapki. Mam przeczucie, że musimy za nią iść.
Usłyszała za sobą prychnięcie lecz już ruszyła w ślad za małą prostytutką. Po chwili obok niej biegł już jounin obserwując uważnie otoczenie.
Biegli uliczkami, które z pewnością nie należały do chwalebnej części miasta. Były to głównie slumsy składające się z krzywych, obdartych, biednych domków porozrzucanych w całkowitym nieładzie wzdłuż brukowanej drogi po której płynęły fekalia. Żebrający i niepełnosprawni ludzie siedzieli, człapali, czołgali się niemal wszędzie a obraz nędzy i rozpaczy dopełniały maleńkie dzieci z wydętymi z głodu brzuchami. Przed sobą ciągle ścigali malutką istotkę z blond czupryną pędzącą zwinnie pomiędzy straganami z ubogim asortymentem. I gdy Sakura już miała wołać za dziewczynką, ta skręciła w kolejną o wiele mniejszą ścieżkę, którą mogła przecisnąć się tylko jedna osoba naraz. Szli w ślad za Hiro starając się nie wdepnąć w niczyje odchody, a gdy smród stawał się powoli nie do wytrzymania, ścieżka dobiegła końca. Ich oczom ukazał się wolno stojący budynek. Choć słowo budynek zdaje się być zbyt mocnym określeniem rudery rozpościerającej się im przed oczami. Ściany dawno już straciły tynk, ukazując liczne dziury w elewacji, dach miał wielką wyrwę na samym środku a kilka okien było powybijanych i pozaklejanych zwykłą taśmą klejącą. Nie wyglądało to na dom w którym można byłoby jeszcze mieszkać. Dwoje shinobi spojrzało po sobie i ostrożnie zbliżyło do drzwi, które starała się otworzyć malutka dziewczynka. W końcu pchnęła je całą sobą i weszła do środka znów nawołując ich za sobą. Przestąpili ostrożnie próg trzymając ręce w pobliżu swoich broni, lecz już po przejściu paru kroków ich ręce opadły wzdłuż ciał jak rażone prądem.
- Tu mieszkam. I tu jest moja rodzina. - odrzekła Hiro, niespodziewanie twardym, zdecydowanym i dojrzałym jak na swój wiek głosem.
Sakura czuła, że jej oczy za chwilę wyjdą z orbit. Mimowolnie podeszła jeszcze parę kroków wchodząc do pomieszczenia, które kiedyś było salonem i stanęła jak wryta. Tuż obok niej pojawił się nie mniej wstrząśnięty Kakashi.
- Kurwa mać. - dobiegło z za maski pełne goryczy przekleństwo. Sakura omiotła spojrzeniem pomieszczenie i dodała:
- Dokładnie.. Kurwa mać





środa, 21 lutego 2018

One shot - Świętego Walniętego

Coś zarówno dla miłośników jak i nienawistników Walentynek ;D
Ostrzeżenie! Przekleństwa i lekki erotyzm! ;)

Wioska Ukryta w Liściach była jego domem od zawsze. To tu dorastał, chodził do Akademii, rozpoczynał swoje życie jako shinobi i mężczyzna. To tu przeżywał smutki i radości i to tutaj miał przyjaciół, dla których był gotowy na wszystko. Jednak przez jeden dzień w roku miał ochotę rzucić to miejsce w cholerę i wymeldować się na drugi koniec świata. Dzień w którym od jakiś 5 lat wioska z Ukrytej w Liściach zmieniała się w Ukrytą w Serduszkach. Odkąd urząd objął Naruto, który bardzo celebrował dzień Świętego Walentego to miejsce zamieniało się w miłosne piekło dla każdej normalnej osoby. Oczywiście większość kobiet Konohy piszczała z radości na widok wszechobecnego różu i czerwieni. Dosłownie dostawały pierdolca na punkcie wszystkiego co słodkie i urocze. Naruto, którego filozofię rządzenia w skrócie można podsumować "Kochać się kurwa wszyscy bez wyjątku!" miał przynajmniej 400 listów z pogruszkami w okolicach lutego, jednak z tego co jounin wiedział, Hogake nie przejmował się tym zbytnio. Osobiście Kakashi Hatake nazywał to święto "Dniem Świętego Walniętego" i sukcesywnie brał w tym okresie misje wymagające wymarszu z wioski przynajmniej na 3 tygodnie aby omijała go ta różowo-cukierkowa katastrofa. W tym roku jednak blond włosy Święty Walnięty zakazał mu brać jakiekolwiek zlecenie. Jounin podejrzewał, że drugi Święty Walnięty w postaci podnieconego atmosferą Gaia wyjawił Uzumakiemu jego plan na ten dzień i zwyczajnie w świecie zdradził ich wieloletnią przyjaźń. Nie pozostało mu zatem nic innego jak zaszyć się głęboko w czeluściach swojego domostwa i starać się przeżyć ten dzień. Był na etapie szybkich zakupów w sklepiku nie daleko domu, (wolał nie zbliżać się do centrum, gdy grasowały tam przerośnięte amory i zmuszały ludzi do całowania przypadkowych osób) gdy odebrał sms'a od osoby, którą uważał obecnie za najlepszą kumpelę i najbliższą przyjaciółkę.
"Przetrwajmy to razem.. Koniecznie trzeba to zapić. Przed chwilą zaatakował mnie olbrzymi kupidyn. Myślę że za dwa tygodnie powinni go wypuścić, jak dla mnie to żadnego wstrząsu mózgu nie było no ale obserwacja to obserwacja."
Zaśmiał się i odpisał: "Jasne! O 19.00 u mnie. Kupię piwo i chipsy."
Może wspólnie przetrwają to apogeum. Od czasu kiedy Sakura Haruno została Głównym Uzdrowicielem na Oddziale Urazowym jego ulubioną rozrywką było wypytywanie ilu z pacjentów na oddziale jest tam obecnie z jej winy. Niezmiernie bawiło go obruszenie Haruno, tak jakby wcale nie zapewniała sobie stałego dopływu poszkodowanych. Odkąd Sasuke powrócił do wioski i ku zaskoczeniu wszystkich zszedł się z Naruto (część wioski przypisywała po cichu ekscentryczne obchody Walentynek właśnie homoseksualnym skłonnościom Hokage) Sakura stała się całkiem przyjemnym towarzystwem. Dorosła a jej sarkastyczny humor odpowiadał idealnie jego nastrojom. Dlatego też zakumplowali się i spotykali dość często na oglądanie filmów, treningi lub po prostu chlanie. Przebywanie z nią było dla niego naturalne a kobieta w wieku 25 lat już dawno nie wyglądała w jego oczach na uczennicę. W zasadzie to tylko z nią lubił od jakiegoś czasu przebywać. Rozumieli się jak dwaj starzy kumple. Dlatego też cieszył się na wieczór spędzony z kunoichi. Zakupił odpowiednią dla nich ilość piw oraz zakąsek i ruszył jak najszybciej do swojego domu wykorzystując swoje szpiegowskie zdolności do przemknięcia niemal niezauważonym. Jedyne co go zdradzało to dźwięk stukających o siebie butelek.
Dotarł do domu i zabrał się za przygotowanie kolacji. Sprawdził też stan pokoju gościnnego i łazienki. Często zdarzało się, że Haruno zostawała u niego na noc gdy zbyt mocno zabalowali. Przygotował jej ulubione sushi i już zabierał się za domowe Dango gdy usłyszał łomotanie do drzwi
- KAKASHI WPUSZCZAJ MNIE! ZARAZ MNIE DORWIE!
Rzucił się do wejścia, szarpnął drzwi a do środka wpadła zdyszana i czerwona jak burak Haruno. Gdy tylko zatrzasnął drzwi usłyszeli ogłuszający łomot i stek przekleństw. Zaskoczony jounin zerknął w wizjer i zgiął się w pół nie mogąc powstrzymać wybuchu śmiechu. Zerknął jeszcze raz by zobaczyć oddalającego się wielkiego grubego faceta w skąpej przepasce na biodrach, przekrzywionej aureoli, zaopatrzonego w łuk i strzałę. Masując sobie głowę wymachiwał drugą pięścią najwyraźniej pomstującego na czym świat stoi. Takie atrakcyjne kobiety jak Sakura nie miały łatwego życia w tym dniu.
- Przypomnij mi żeby zabić Naruto za te idiotyczne pomysły. - Haruno najwyraźniej źle zniosła cały atak bo jej mina mówiła wyraźnie: "Nie podchodź jeśli nie chcesz zbierać swoich zębów po całej wiosce". Kakashi wiedział doskonale że nie jest to tylko przenośnia. Humor różowowłosej poprawił się jednak o 100% gdy zobaczyła smakołyki przygotowane przez jounina. Gdyby nie cenił swojego życia to z pewnością nieraz żartowałby sobie z wilczego apetytu kobiety. Lubił ją obserwować gdy obżerała się słodkościami a przy tym wygłaszała niesamowite kazania na temat zdrowego stylu życia. Nie miał jednak powodu aby się jej czepiać. Jej figura w najmniejszym stopniu nie zdradzała ilości jedzenia jakie kunoichi zwykła pochłaniać. Gdy skończyli jeść pomstując na obrzydliwe kupidyny rozwalili się na kanapie i wybrali film na wieczór. Oczywiście była to jakaś jatka - Haruno nigdy nie zgodziłaby się na żadne romansidło. Wyjątkowo cenił w niej to jak mało miała irytujących kobiecych zachowań.
Gdy tylko napisy rozpoczynające pojawiły się na ekranie, szarowłosy przygasił światła i zapalił lampki porozwieszane po pokoju - ich stały klimat do seansów - i z namaszczeniem otwarli pierwsze piwa.
- Za ten wieczór. Aby był jak najmniej cukierkowy a jak najbardziej przyjemny!
Wznieśli toast i rozpoczęli oglądanie. Piwo lało się strumieniami podczas gdy główny bohater miażdżył kolejnych przeciwników. Niemal cały film zajmowały krwiste walki i strzelanina. Coś co odpowiadało im obojgu. Cały film śmiali się z prymitywnych walk i wymyślnych przekleństw. Byli już dobrze pod koniec seansu gdy sceneria zmieniła się na ostrą scenę łóżkową, która nie pozostawiała zbyt wiele dla wyobraźni. Atmosfera nieco zgęstniała. Kunoichi lubiła oglądać filmy rozwalona na kanapie, z głową na jego ramieniu albo z nogami wyłożonymi na jego kolana. Nie przeszkadzało mu to przeważnie, jednak dziś kobieta ubrała wyjątkowo krótką sukienkę a jej gładkie zgrabne nogi spoczywające na jego kolanach zaczęły niesamowicie działać na jego wyobraźnię. Sceny rozgrywające się przed ich oczami, ilość alkoholu oraz wyposzczenie jounina sprawiły, że już po chwili z przodu jego spodni pojawiło się wymowne wybrzuszenie. Starał się założyć nogę za nogę żeby ukryć podniecenie jednak niewiele to dało. Minusy pokaźnego sprzętu. Zerknął na kunoichi zapatrzoną w film i nie mógł powstrzymać strzały podniecenia, przebiegającej przez jego ciało. Haruno była niesamowicie atrakcyjna. Przydługie włosy związała w zgrabny koczek a dopasowana krótka sukienka z zamkiem z przodu aż prosiła się o zdjęcie. Widać było jak na dłoni że i ją podnieca akcja filmu. Rumieńce na policzkach widoczne w słabym świetle lampek, szkliste oczy, szybszy oddech i półotwarte usta sprawiały, że miał ochotę rzucić się na nią tu i teraz. Jakby czytając w jego myślach dziewczyna odwróciła w jego stronę głowę i zmierzyła go wzrokiem. Nie miał wątpliwości. Zauważyła jego podniecenie. Spodziewał się że wyśmieje go, uda że nic nie widziała lub że wyjdzie, jednak miał ogromną nadzieję, że zostanie. I została. Ku jego zaskoczeniu posłała mu łobuzerski uśmiech i przybliżyła się do niego. Nie odrywając od niego wzroku sięgnęła do maski i zdjęła ją nim jounin zdążył zaprotestować. Wbiła się w jego usta całując łapczywie podczas gdy on otrząsnął się z pierwszego szoku i nie pozostał jej dłużny. Złapał ją w talii i posadził na sobie okrakiem bez większych problemów. Całowali się dziko badając swoje ciała tak jakby od zawsze tylko na to czekali. Zdarła z niego koszulę i dobierała się do spodni podczas gdy on niezdarnie starał się rozpiąć zamek czarnej sukienki. W blasku ekranu widział głównie jej zarys a lampki rzucały niewielką poświatę w której czerwień bielizny Haruno zalśniła jak najsłodszy cukierek.
- No nie... I Ty brutusie przeciwko mnie... - zawarczał dobierając się do jej szyi podczas gdy ona drapała go po plecach oznaczając je jak swoją własność.
- Nie bierz tego do siebie.. Ja po prostu.. lubię czerwony - zaśmiała się dźwięcznie jednak już po chwili jej usta zajęte były zupełnie czym innym.
Ta noc była wyjątkowo namiętna jednak żadne z nich w życiu nie przyznałoby się, że obchodzili jakkolwiek Dzień Świętego Walniętego.





Rozdział XI Miseczka sake

Jak widać, nadałam opowiadaniu stosowną nazwę;] "Podwójny szpieg" nie będzie długi, jednak zapewniam, że pełen zwrotów akcji i zaskakujących powiązań. Jeżeli ktokolwiek pojawi się tu i przeczyta - proszę aby pozostawił po sobie ślad. Wiele dla mnie znaczy zdanie czytającego, bo w tedy wiem co poprawić i w jakim kierunku dobrze iść 🙂💗

Jedli w ciszy obserwując płomienie ogniska wykonujące szalony taniec wokół drew podrzucanych na pożarcie ogniu. Gorące jęzory obejmowały nowe gałęzie przypominając jouninowi wszystkie ogniska spędzone niegdyś ze swoją drużyną. Miał prawie tyle lat co Sakura gdy Obito odszedł. Pamiętał ten ból i niedowierzanie gdy Uchiha oznajmił im, że odchodzi z wioski by zdobyć prawdziwą potęgę. I pamiętał okoliczności jego odejścia oraz jego powód. Nie wiedział tylko dlaczego teraz poczuł się tak samo źle. Słowa kunoichi zawisły w powietrzu a on nie wiedząc co odpowiedzieć skupił się na swoim talerzu. Dlaczego nie wiedział, że dwoje jego uczniów się zaręczyło? Obserwował od początku rozwój tej miłości i czuł się niemal za nią odpowiedzialny. Od momentu ich pierwszego drużynowego testu gdy wykorzystał uczucia Sakury przeciwko niej, aż po ostatnią Wielką Wojnę gdy Sasuke triumfalnie powrócił, mógł obserwować rozwój uczucia dziewczyny. I widział również to, że chłopak kompletnie nie zwracał na nią uwagi. Od zawsze ignorował to z jakim poświęceniem go broniła i chroniła. Był zimny, nieczuły i kompletnie obojętny. Jak zatem doszło do zaręczyn? Owszem, zanim Sasuke zniknął spędzali ze sobą znacznie więcej czasu i postronny obserwator mógłby uznać, że młody Uchiha się zmienił. Lecz on - jego sensei - widział więcej. Wiedział, że choć zachowuje się inaczej to wewnątrz wciąż pozostał taki sam. Jakby śmierć brata i odkupienie win niewiele mogły w nim zmienić. Dlatego też odczuwał złość. Sakura całe życie podporządkowała Sasuke podczas gdy on.. miał ją po prostu gdzieś. I choć ciężko mu się było do tego przyznać to do głębi czuł, że jego były uczeń nie zasługuje na tak wspaniałą osobę jaką jest różowowłosa. Jednak to byli jego uczniowie i przede wszystkim powinien czuć radość i wspierać ich w szczęściu, podczas gdy jedyne co czuł do zaistniałej sytuacji to niechęć. I był niesamowicie zły na siebie za podobne odczucia. Prychnął uświadamiając sobie déjà vu, którego był świadkiem. Podobne odczucia miał Obito w stosunku do niego i Rin. I koniec końców miał rację. 
Zerknął przelotnie na uśmiechniętą Haruno uświadamiając sobie, że zapatrzył się w ogień. Przez chwilę świat przysłaniała mu pomarańczowa mgiełka - efekt zbyt długiego obserwowania tańca ognia z drewnem. Gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności obok siebie zobaczył karafkę z sake oraz dwie miseczki do picia - w tym jedną podsuwaną podejrzanie blisko niego.
- Miałbyś coś przeciw wypiciu ze swoją byłą uczennicą paru łyczków sake Kaishi-kun? - spytała przebiegle. Rozejrzał się i gdy był pewny, że poza nielicznym ptactwem są sami, przywołał psy i nakazał im patrolować okolicę. Następnie skinął głową i przyjął swoją miseczkę bez słowa obserwując dziewczynę.
- Za naszą misję. Abyśmy jak najszybciej znaleźli Tsunade - tymczasowa blondynka wzniosła swoją miseczkę i stuknęła w naczynie jounina
- Za nas. Abyśmy oboje bezpiecznie powrócili do wioski - mruknął tymczasowy brunet i łyknął niepostrzeżenie swoje sake.
W milczeniu wnosili kolejne toasty unosząc miseczki w swoją stronę i szybko pijąc zawartość. Nastrój kunoichi wyraźnie się poprawiał podczas gdy jounin coraz bardziej pochmurniał. Musiała to zauważyć.
- O czym myślisz sensei? - spytała przyglądając mu się uważnie.
Na prawdę nie chciał wgłębiać się w myśli, które niechciane zaatakowały jego umysł. Szok wywołany niespodziewaną informacją o narzeczonym przywołał serię wspomnień z okresu kiedy był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.. który upadł na samo dno.
- O czym myślę? - zwiesił na chwilę głos zastanawiając się jak ubrać to bezpiecznie w słowa.
- O swojej byłej drużynie - odparł wymijająco, łyknął zawartość kieliszka i lekko się przy tym krzywiąc. Wypili jeszcze kilka miseczek milcząc po czym jounin układając się bokiem do ogniska i pół - kładąc się na swoim plecaku zwrócił twarz ku gwiazdom jednocześnie nasłuchując odgłosów lasu. Usłyszał szelest i patrząc w bok zobaczył tuż obok siebie zaciekawioną twarzyczkę młodej  dziewczyny zerkającą na niego wielkimi brązowymi oczami. Przemknęło mu przez głowę, że woli jednak gdy są zielone o niesamowitej głębokiej i czystej barwie zieleni. Teraz za bardzo przypominała Rin. Jego Rin... Zaczynało mu lekko szumieć w głowie.
- Opowiedz mi o nich sensei. Proszę. Tak mało wiem o Twojej przeszłości podczas gdy Ty wiesz o mnie tak wiele. Nie uważasz że to trochę nie fair?
Prychnął widząc jak próbuje go uprosić na minę zbitego psiaka. Przeważnie takie rzeczy na niego nie działają, jednak alkohol i jego ogólny ponury nastrój sprawiły, że usta same zaczęły się poruszać.
- Wszystko zaczęło się w akademii. Tam poznałem większość moich obecnych przyjaciół choć w tedy nie byłem specjalnie towarzyski. Od zawsze byłem obiektem zainteresowania. Znacząco wybiegałem poza swój wiek jeśli chodzi o zdolności do sztuk ninja a to sprawiało, że chcąc nie chcąc byłem w centrum uwagi. Ukończyłem szkołę mając 5 lat co było jak wiesz dość sporym fenomenem. Nim się obejrzałem, zdobyłem rangę chuunina. I wszystko szło wspaniale dopóki.. nie wydarzyło się coś co zmieniło całe moje życie. Mój ojciec.. - zwiesił głos odwracając głowę. Wiedział, że Haruno zna tą historię. A nawet jeśli nie znała, nie był jeszcze tak pijany żeby odważyć się ruszyć ten temat. Łyknął kolejny kieliszek, westchnął i kontynuował
- Zamknąłem się w sobie nie dopuszczając nikogo. Całą swoją energię wykorzystywałem na doskonalenie się w sztuce ninja. To było jedyne zajęcie które dawało mi ukojenie. Outsider pracujący na swoją doskonałość raczej nie był zainteresowany spouchwalaniem się z innymi. Jedyne czego pragnąłem to bycie najlepszym i takim się stałem. Nikt i nic nie było mi w tamtym czasie potrzebne. I w tedy trafiłem do drużyny Minato. Odpowiadał mi mój mistrz. Widziałem w nim geniusza, który może poprowadzić mnie na mojej drodze ninja. Istniał tylko jeden problem, a był nim Obito Uchicha. - zaśmiał się gorzko i zerknął na zaciekawioną twarzyczkę kunoichi siedzącej obok. Słuchała go niemal z nabożnym zainteresowanie. Nalała mu bez słowa sake i zbliżyła się bardziej skupiona by dosłyszeć słowa jounina, który mówił głosem graniczącym z szeptem przywołując echa przeszłości.
- Nienawidziliśmy się. Ja perfekcjonista - on lekkoduch. Niepoprawnie marzący o zostaniu Hokage, podczas gdy jego umiejętności przyprawiały mnie o śmiech a jego emocjonalne podejście do wykonywania misji o wściekłość. Kłóciliśmy się przy każdej okazji, zawalając wszelkie zadania drużynowe. Dlatego wolałem działać sam. Gdyby to ode mnie zależało odszedłbym z drużyny lub wykopał jego, jednak było coś co trzymało nas razem. A raczej ktoś. Rin. Rin Nohara. - znów zwiesił głos a jego miseczka znów się napełniła. Dziewczyna jakby wyczuwała, że alkohol jest mu potrzebny żeby w ogóle poruszyć ten temat. Opróżnili już dwie butelki a jego blokady zaczynały słabnąć.
- Była.. była rdzeniem naszej drużyny. Tym co spaja nawet zagorzałych wrogów. I tak było z nami. Zawsze nas godziła. Potrafiła zespolić nas jak nikt inny. Nie sądziłem, że może być na świecie ktoś kto uchyli drzwi które dawno zatrzasnąłem przed innymi. To ona sprawiła, że w mojej ścieżce do doskonałości uwzględniłem dobro moich towarzyszy. Nie sądziłem, że cokolwiek może zmienić moją drogę ninja, jednak jej się to udało. Byliśmy wszyscy jak rodzina i to ona dbała o naszą więź. Dzięki niej po misji w której straciłem oko doszliśmy tak szybko do siebie, a nasza przyjaźń zacieśniła się jeszcze mocniej. Obito zwierzył mi się kiedyś, że to dzięki niej podjął decyzję o oddaniu mi sharingana. Nigdy ponoć nie żałował tej decyzji...
Brunet zamilkł na chwilę i zapatrzył się w gwiazdy. Bardzo nie chciał zgłębiać tego tematu, lecz czuł, że jeśli komuś mógłby powiedzieć o tym co przeżywał to właśnie kobiecie siedzącej obok niego. Kobiecie, która również straciła drużynę i przeżyła równie wiele cierpień co on. Kobiecie która była mu obecnie najbliższa. Kunoichi jakby doskonale rozumiała, że następuje w nim moment przełomowy i stosownie milcząc wyjęła trzecią butelkę i bez słowa nalała do jego pustej miseczki. W kompletnej ciszy przerywanej jedynie ich oddechami wychylił czarkę jeszcze trzy szybkie razy, nim kolejne słowa opowieści wypłynęły z jego ust.
- Zawsze... zawsze wiedziałem, że Obito kocha Rin całym sercem. Tylko ona sama nie widziała jego uczucia, choć dla wszystkich innych było ono jasne jak słońce. Dbała o niego i zdawać by się mogło, że lada chwila zostaną parą. Jednak gdy zostałem jouninem i wstąpiłem do ANBU opuszczając drużynę coś się zmieniło. Rin chciała utrzymać naszą przyjaźń za wszelką cenę. Obito był zajęty własnymi czasochłonnymi treningami w siedzibie Uchiha i spędzał tam większość czasu zatem spotykaliśmy się z Rin tylko we dwoje. I w tedy.. zbliżyliśmy się do siebie.
Urwał gdy przed jego oczami zaczęły pojawiać się migawki z jego tamtejszego życia. Wspólne misje, ogniska, noce we dwoje pod rozgwieżdżonym niebem, codzienne życie, uczucie które zakiełkowało niespodziewanie. Czułość i miłość dziewczyny tak czysta, że jego serce okute w lód zaczynało stopniowo się ocieplać i topnieć. To jak zmienił się pod wpływem kunoichi w otwartego i towarzyskiego chłopaka było przemianą na miarę cudu. Ale Rin tak właśnie działała na swoje otoczenie. Była dla niego jak promyk szczęścia. Napawała go radością i chęcią do życia jakiej nigdy jeszcze nie czuł.
- Obito dowiedział się dość późno o naszym związku. Wrócił ze specjalnego szkolenia Klanu Uchiha w Górach Północnych po prawie pół roku nieobecności, spotkał nas razem i od razu zrozumiał co zaszło. Był tak rozwścieczony, że o mało nie zaatakował mnie na środku wioski. Udało mi się go wyprowadzić poza Konohę, żeby spokojnie porozmawiać ale on pragnął jedynie pojedynku. Wyrzucał z siebie wszystkie obelgi, które przyszły mu do głowy, a zawsze miał bogaty zasób słów - jounin zaśmiał się gorzko do swoich wspomnień i znów łyknął sake.
Pamiętał jak Uchiha wrzeszczał na niego, że zawsze był samolubnym gnojem, egoistycznym i zadufanym w sobie ścierwem, traktował wszystkich z góry i nigdy nie zasługiwał na Rin. Nie mógł nie przyznać sam przed sobą, że przyjaciel miał absolutną rację. Jednak Obito nie wiedział, że Hatake przeszedł przemianę i że na prawdę pokochał Rin.
- Walczyliśmy zaciekle i choć Obito zyskał nowe umiejętności i niewątpliwie podwyższył swój poziom wielokrotnie - pokonałem go. Bardzo źle zniósł porażkę. Na drugi dzień spakował się i odszedł pozostawiając kartkę, w której wymawiał nam swoją przyjaźń, porzucał marzenie o zostaniu hokage i oznajmił, że dołącza do kogoś kto podzieli się z nim swoją potęgą i sprawi, że będzie niezniszczalny. W tedy nie wiedzieliśmy jeszcze że chodzi o Madarę i finalnie co z tego wyjdzie. Dla nas liczył się tylko fakt, że Obito odszedł. I porzucił marzenia, które od zawsze znaczyły dla niego wszystko. Oprócz oficjalnego listu zostawił jeszcze kartkę wyłącznie dla mnie, w której napisał, że byłem jego najlepszym przyjacielem a Rin miłością życia i że zadaliśmy mu cios, którego nic nigdy nie zagoi. Znienawidził mnie lecz kochał ją tak bardzo, że mimo tego co mu zrobiliśmy nakazał mi opiekować się Rin za cenę własnego życia. W tedy zrozumiałem jak wielką miłością ją darzył i jak wielką krzywdę mu zrobiliśmy.
Westchnął pochylając głowę, zamknął oczy i ucisnął nasadę nosa próbując przerwać opowieść nim dotrze do najgorszego zakończenia. Wiedział już jednak, że rozpoczynając tą ponurą historię bez happy endu skazał się na to.
- Staraliśmy się po tym wszystkim przejść do porządku dziennego jednak nic już nie było takie samo. Rin próbowała zdobyć wykształcenie medyczne, jednak zmory przeszłości zbyt mocno się na niej odbiły. Zaczęła wpadać w depresję a ja nic nie mogłem na to poradzić. Nie udało jej się ukończyć szkolenia. Starałem się wypełnić ostatnie życzenie Obito choć nie potrafiłem jej obronić przed samą sobą. Wykonywaliśmy misje, pracowaliśmy na rzecz Konohy, udzielaliśmy się w wiosce jednak na nasze życie padł cień, którego nic nie mogło rozjaśnić. Strata przyjaciela i to z naszej winy. Wszystko skończyło się gdy zostaliśmy wysłani na ściśle tajną misję rangi S. Misję pojmania Isobu z Wioski Ukrytej Mgły.
Blondynka zaczerpnęła gwałtownie powietrza jednak nie skomentowała wyznania jounina nie chcąc mu przerywać. Szarowłosy wziął butelkę i bezceremonialnie pociągnął potężny łyk sake po czym zaciętym wzrokiem dokończył opowieść
- Wszystko szło dobrze. Podążyliśmy do kraju wody i po kilku dniach podróży wdarliśmy się do świątyni w której przetrzymywali Sanbiego. Mieliśmy go już pieczętować gdy niespodziewanie pojawili się Kapłani Trzyogoniastego wraz z ninja Kirigakure. Rozpoczęła się zagorzała walka podczas której straciłem Rin z oczu. Gdy do niej dotarłem była schwytana przez kapłanów którzy odprawiali nad nią swoje rytuały. Jeden z nich odwrócił się i śmiejąc w głos wrzasnął: "Chcieliście Sanbiego? To go wam damy szczury Konohy!". - głos jounina zadrżał a atmosfera w obozowisku zrobiła się nagle przerażająca.
- Krzyczała przeraźliwie a ja nie mogłem nic zrobić. Chroniła ich niesamowicie silna bariera. Robiłem wszystko jednak nie udało mi się przerwać ich barbarzyńskich obrzędów i mogłem jedynie bezradnie patrzeć jak torturują Rin. Gdy skończyli, na jej brzuchu pojawił się znak ogoniastej bestii i już wiedziałem. Została jinchurikim.
Jounin niemal szeptał podczas gdy kunoichi jeszcze nigdy nie słyszała takiego głosu. Głosu człowieka pogrążonego w rozpaczy.
-Kapłani z chwilą przerwania ceremonii padli na ziemię martwi a ona leżała na samym środku wciąż krzycząc. Gdy do niej dobiegłem była na wpół przytomna z bólu.
Pamiętał jak wziął ją w tedy w ramiona i jak szukając wzrokiem odnalazła go. "Kakashi.." wyszeptała. "Nie gniewaj się na mnie..". - Tak jakbym w ogóle mógł ją obwiniać. Najgorsze było jednak to co zobaczył w jej oczach. Ona się poddała. W tamtej chwili mimo wszystkiego co razem przeżyli uderzyła go myśl, że ona się poddała i może jednak popełnił błąd wiążąc się z nią... może faktycznie powinna być z Obito.
- Nim się zorientowałem nawiązała się walka z pozostałymi przy życiu ninja z Wioski Mgły. Rozwścieczony ruszyłem w wir walki kładąc Rin w bezpiecznym jak mi się wydawało miejscu. Walczyłem zaciekle, rozwścieczony tym, jak potoczyła się misja i tym, że nie zdołałem zaopiekować się Rin jak życzyłby sobie tego Obito. Byłem tak skupiony na walce że widziałem wokół siebie jedynie wrogów. I gdy miałem już dobić ostatniego stało się coś... Wykonałem pieczęcie Raikiri, moja ręka zaczęła już opadać.. Wszystko działo się tak błyskawicznie że.. dopiero krew spływająca po mojej ręce uświadomiła mi, że patrzę w szeroko otwarte oczy Rin, która stanęła na drodze mojego Raikiri.
Zduszony okrzyk dobiegł go od strony Haruno, był jednak w swoim świecie pogrążony ponownie w rozpaczy tamtych wydarzeń.
- "Nie gniewaj się na mnie.. Kakashi.." - zdążyła wyszeptać i osunęła się na ziemię z wielką zwęgloną raną na środku klatki piersiowej. Zmarła chwilę później. Dalej nic nie pamiętam aż do powrotu do wioski.
Ucichł a polanę wokół ogniska wypełniła przeraźliwa cisza. Nawet ogień przygasł pozostawiając rozżarzone palenisko. Siedzieli tak w ciszy przerywanej tylko pociąganiem nosa przez Haruno. Kakashi zamarł w miejscu wpatrując się w pustą przestrzeń podczas gdy młoda kunoichi starała się dojść do siebie. Nie wiedziała w którym momencie zaczęła płakać, ale gdy opowieść jounina dobiegła końca jej twarz była mokra od łez. Tak bardzo żałowała swojego sensei. Dopiero teraz zrozumiała, że tak na prawdę nic nie wiedziała o Hatake a ogrom tego czego się dowiedziała w połączeniu z tym co już wcześniej słyszała sprawił, że jej serce wypełnił żal, współczucie i troska. Zerknęła na szarowłosego, który nie odrywając wzroku od pogorzeliska chwiejąc się podniósł butelkę sake i wypił duszkiem pozostałość trunku. Doskoczyła do niego i chciała go powstrzymać ale zdążył wypić do dna. Jego oczy już jakiś czas temu stały się szkliste a ruchy spowolnione. Teraz jednak opuścił gardę i choć było widać tylko jego oczy, czytała z nich prawdziwe oblicze szarowłosego jak otwartą książkę. I gdy tak patrzyła z bliska na tą pełną rozpaczy i bólu twarz jej ciało zadziałało nim zdążyła się powstrzymać. Uniosła rękę i przyłożyła ją do okrytego maską policzka. Nie wiedziała co chce zrobić. Wiedziała jedynie, że pragnie za wszelką cenę uwolnić Kakashiego od cierpienia. Jounin podniósł na nią wzrok, ukazując szalejące w jego duszy piekło. I w tedy podniosła drugą rękę i chwyciła nią twarz Hatake a następnie przyciągnęła do swojej, ucałowała prosto w okute materiałem usta i gwałtownie przyciągnęła mężczyznę do swojej piersi tuląc go jak małe dziecko. Mężczyzna na początku zesztywniał i gdy już myślała że ją odepchnie - uniósł ramiona i przycisnął ją do siebie z siłą imadła. Wypuściła powietrze z płuc jednak pozwoliła się miażdżyć czując jak dłonie zaciśnięte z tyłu na jej bluzce drżą od tłumionych emocji. Jeśli nawet płakał - nie pokazał jej tego. Nie wprost. Trwali tak w desperackim uścisku jakby polana na której byli była ostatnim skrawkiem świata a oni byli rozbitkami na oceanie beznadziei.











Kartoteka AsiorekKP

Moje zdjęcie
Jestem autorką opowiadań, która uwielbia zagłębiać się w niuanse uczuć i skomplikowane emocje, które pisze życie. I porwałam się z motyką na księżyc próbując opisać zawiłe relacje, mogące powstać pomiędzy tą dwójką bohaterów.