Podglądacze

czwartek, 14 lutego 2019

One shot - Tak

Przed wami coś walentynkowego :) Słodki one shot który śmiało mógłby być zakończeniem "Podwójnego szpiega" :) I wiecie co? To mogłoby się zdarzyć!

Za parę dni mamy rocznicę powstania bloga! :D Właśnie zdałam sobie sprawę, że również zaczynałam od shota walentynkowego więc jak to Persefona skwitowała: "Historia zatoczyła koło" ;D

P.s. Jeśli ktoś jest z takich co raczej nie lubi tego święta zapraszam do shota "Świętego Walniętego" ;D U mnie dla każdego coś dobrego!

P.p.s. Pisane przy piosence Demi Lovato - Tell me you love me . Choć tekst raczej mało pasuje to klimat teledysku mnie porwał no i ten ^^



Stali naprzeciw siebie. Spokojni. Szczęśliwi. Pełni miłości.

To była na prawdę piękna wiosna. Ich pora roku.

Dwa lata temu młode pąki liści zieleniły się gdy razem wyruszali na wspólną misję. Tyle w tedy przeżyli... Jeszcze jako przyjaciele.

Ostatniej wiosny razem obserwowali taniec opadających płatków w ogrodzie jego domu. Już jako bliscy.

Tej wiosny kiedy Konoszański park budził się do życia wypełniony śpiewem ptaków, oszałamiający kolorami kwitnących kwiatów i wszechobecnej zieleni - stali tam. W otoczeniu najbliższych. Razem. Trzymając się za ręce i patrząc sobie głęboko w oczy. Szczerzy. Pewni słuszności tego co miało się zdarzyć. Jakby od zawsze tak właśnie miało być.

Stał tam w garniturze. Bez maski. Z uśmiechem na ustach. Patrzył na nią i widział wszystkie te lata przez które ją znał. Od młodej dziewczyny, która szukała swego miejsca w świecie po dorosłą pewną siebie kobietę. Inteligentną. Mądrą. Dobrą. Choć jej ciało było czystą siłą to jej serce było delikatne i kruche. Pełne miłości do innych. Nawet jeśli przez to cierpiała to i tak pomagała innym. Taka właśnie była. I za to ją pokochał.

Na początku ich związku bał się. Nie chciał jej skrzywdzić. Obawiał się, że to co robią jest nieodpowiednie. Najbardziej na świecie nie chciał, żeby cierpiała przez bycie z nim. Ona jednak rozwiała wszelkie jego wątpliwości wkraczając do jego serca jak tajfun i obdarzając go uczuciem, na które miał nadzieję kiedyś w końcu sobie zasłużyć. Dała mu całe swoje serce nie prosząc o nic w zamian.

Stała tam. W białej sukni. Spoglądała na niego i nie mogła uwierzyć. Znała go całe życie. Prawy, szlachetny, altruistyczny. Nigdy nie pomyślałaby, że będzie kiedyś stał przed nią, bez maski, z tym cudownym błyskiem w czarnych oczach, delikatnym niemal nieśmiałym uśmiechem na ustach i będzie przysięgał jej miłość. Wszechogarniające szczęście rozpierało ją od środka i sprawiało, że niemal unosiła się nad ziemią.

Tak wiele w życiu przeszedł. Tak wiele wycierpiał. Jego życie od początku było naznaczone bólem. Przeżył więcej złych rzeczy niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Każdy inny człowiek załamałby się dawno temu. Jednak nie on. I choć nie wiedziała czym sobie na to zasłużyła to On zawsze był przy niej. Zawsze ją wspierał, bronił, pomagał. Był. Stał się oparciem pomimo tego, że sam potrzebował go o wiele bardziej. Ktoś kto mimo swojego cierpienia daje innym radość. Miłość do niego przyszła sama. Szczera, prawdziwa, bezinteresowna.

- ... Miłość nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego...

Oboje uśmiechnęli się porozumiewawczo znad swoich złączonych rąk. Obojgu przed oczami stanęły ich walki. Wciąż gdy spierali się ze sobą, rozładowywali emocje walcząc. Nigdy jednak nie posunęli się za daleko. Nie skrzywdziliby się. Tak na polu bitwy jak i w życiu.


- ... nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli z prawdą...

Błysk w ich oczach nieco przygasł gdy przypomnieli sobie ile kłamstw i niedomówień było kiedyś między nimi. Ile spraw trzeba było naprostować nim otworzyli się przed sobą. Teraz oboje cenili szczerość. Była to najważniejsza cecha ich związku.


- Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma...

Ich oczy ponownie się spotkały. Nie potrzebowali słów. Oboje wiedzieli, że zrobią dla siebie wszystko.


- Miłość nigdy nie ustaje... 

Uśmiechnęli się do siebie wiedząc, że to co ich połączyło przetrwa nawet śmierć.


- Kakashi, czy bierzesz sobie tą kobietę za żonę i przysięgasz jej bronić ze wszystkich sił swoich, kochać ze wszystkich sił swoich, szanować ze wszystkich sił swoich i objąć opieką jako głowa rodziny którą zaraz utworzycie?

Iskierki w czarnych oczach powiedziały jej więcej niż mogły jego słowa.

- Tak 

Przeważnie pewny siebie i twardy głos mężczyzny był tym razem delikatny i czuły. Tylko dla niej taki się stawał. Czuła się z tego powodu niesamowicie wyróżniona.

- Sakuro czy bierzesz sobie tego mężczyznę za męża i przysięgasz bronić go ze wszystkich sił swoich, kochać ze wszystkich sił swoich, szanować ze wszystkich sił swoich i objąć opieką jako strażniczka domowego ogniska rodziny, którą zaraz stworzycie?

Widział ją zawstydzoną, skromną ale i całkowicie szczęśliwą. Zawsze umiał wyczuć kiedy nie jest do końca szczera. Ktoś taki jak ona nie umie ukrywać uczuć. Czytał z niej jak z księgi. A teraz widział w jej oczach prawdę, szczerość i miłość która niezmiennie go zaskakiwała.

- Tak

- A zatem ogłaszam was mężem i żoną! Możecie się pocałować i rozpocząć najtrudniejszą misję w Waszym życiu!

Ich usta spotkały się a po ciałach przebiegł dreszcz. Jak zawsze gdy byli blisko siebie. Wszystko wskoczyło na swoje miejsce. To było zapisane od stworzenia świata. Połączyli się tak jak to było im pisane. Od zawsze.





Powiem wam, że czasem dłużej szukam arta do notki niż ją piszę xD To co pokazał mi internet w tym wypadku to kosmos (łącznie z tym, że jakaś para w Japonii brała ślub jako Kakashi i Sakura cosplay o.O)

Dajcie znać, które arty Wam tu najbardziej pasują ;) 


Ten wydaje mi się najlepszy jednak trochę nie podoba mi się wygląd Sakury ;D


Nr 2 mnie po prostu rozbroił :> Taki słodki że rzygam tęczą :D Chyba najlepszy jednak ten!

Z sensownych artów to jeszcze w oko mi wpadł ten ;)


 Tu Sakura wygląda ładnie ;) Ale chyba trochę przesadzona kiecka?

I taką sukienkę sobię wyobrażam:) Skromna, ładna, delikatna, romantyczna. Tak jak klimat tego shota :)




niedziela, 10 lutego 2019

One shot - Oddział zamknięty

Wybaczcie to opóźnienie ale byłam w trakcie sesji i trochę nie miałam głowy do pisania ;P

Kolejny stary one shot, który piszę od nowa. Jednocześnie się wkurzam i cieszę. Wkurzam bo tamten był naprawdę fajnie napisany. Cieszę bo mogę napisać go jeszcze lepiej ;) Zapraszam na Oddział Zamknięty!

Ostrzeżenie: Będzie przemoc, brutal i ogólny niesmak oraz lekki smutek - czytasz na własną odpowiedzialność  ;]

Obiecuję, że na walentynki będzie coś weselszego!



Przekroczył bramę Głównego Szpitala Psychiatrycznego Konohy czując niemiły uścisk w dołku. Nigdy nie lubił szpitali a zwłaszcza takich, gdzie nie ma klamek. Kiwnął strażnikowi i przeszedł przez główny hol. Dobrze znał ścieżkę, którą podążał. Przechodził nią już o wiele za dużo razy. Pokonywał kolejne strzeżone drzwi kiwając każdemu strażnikowi. Nie mógł znieść widoku ich pozbawionych wyrazu twarzy. Jakby tragedie, które rozgrywały się w tym miejscu w ogóle ich nie ruszały. A może to i lepiej? Może tylko dzięki temu sami nie wariowali? Może to był sposób, żeby nie oszaleć przez pracę w tym ponurym, szarym, pozbawionym współczucia miejscu. Schodził coraz niżej czując się jakby wkraczał w paszczę lwa. Pojedyncze krzyki i śmiechy dochodzące z sal chorych przyprawiały go o gęsią skórkę choć niewiele w życiu potrafiło go wystraszyć.

Dotarł do ostatnich drzwi przed którymi w dyżurce siedziała pielęgniarka odcinkowa. Korpulentna kobieta skinęła mu na powitanie i wygrzebała klucze z szuflady. Wyraz jej twarzy był równie obojętny jak wszystkich w tym miejscu. Nie chciałby mieć z nią do czynienia. Jej męska sylwetka zdradzała, że jeśli tylko by chciała, mogła powalić go na ziemię i przytrzymać na tyle długo, żeby nie mógł złapać tchu.

Otworzyła drzwi przepuszczając go. Szli długim korytarzem pozbawionym okien, na końcu którego były kolejne metalowe drzwi. Za tymi metalowymi były kolejne żelbetonowe i następne ołowiane Tyle zabezpieczeń..

W końcu stanęli przed ostatnimi - najcięższymi i najgrubszymi drzwiami jakie widział.

- 15 minut Hokage -sama.

Kiwnął głową. To była najprostsza metoda komunikacji w tym miejscu. Drzwi z trudem ustąpiły ukazując malutką salę bez okien i drzwi. Jedynym źródłem światła była migocząca jarzeniówka wisząca pod sufitem. Wszedł ostrożnie utkwiwszy spojrzenie w dziewczynie skulonej w kącie sali. I tak jak za każdym razem gdy ją widział poczuł ukłucie w sercu.

Jej skóra kiedyś brzoskwiniowa teraz blado-szara przywodziła na myśl trupa. Podkrążone i przekrwione oczy błądziły po pomieszczeniu lecz nic nie widziały. Jedynym radosnym kolorem były jej różowe włosy - niegdyś delikatne i zadbane - a teraz skołtunione i brudne. Widać po niej było, że bardzo schudła jakby nie mogła jeść albo jedzenie stawało jej w gardle. Obraz nędzy i rozpaczy.

Przestąpił krok na przód a drzwi za nim zamknęły się z hukiem. Dziewczyna nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Była całkowicie w swoim świecie.

- Sakura.. To ja Kakashi

Podszedł dwa kroki w przód jednak dziewczyna nie zareagowała. Wiedział, że musi podchodzić ostrożnie. Nie bez powodu strzegły jej takie drzwi. Już nieraz udowodniła jak silna potrafiła być. Zwłaszcza w momencie kiedy ją znaleźli..  Jednak teraz patrząc na nią Hatake wątpił czy mogłaby cokolwiek zrobić.

- Sakura.. Poznajesz mnie?

Dziewczyna przebiegła po nim mętnym przerażonym wzrokiem i wcisnęła się jeszcze bardziej w kąt pomieszczenia. Stłumił przemożną chęć by ją utulić. Smutek rozlewał się po jego ciele jak zaraza. Co doprowadziło ją do tego stanu?

Po to tu był. Żeby się tego dowiedzieć.

Kucnął przed nią i spróbował złapać jej spojrzenie. Podniosła na niego te niesamowicie zielone przestraszone oczy i jej wzrok na chwilę stał się jakby bardziej przytomny.

- Ka... ka...

Jej spojrzenie znów stało się mętne. Tylko tyle dało się z niej wykrzesać.

Sięgnął powoli do opaski na swoim lewym oku i uniósł ją mówiąc jednostajnie i powoli.

- Przyszedłem, żeby spróbować Ci pomóc. Nie zrobię Ci krzywdy. Nie bój się.

Pochwycił jej ufne spojrzenie i otworzył lewe oko ukazując czerwień sharingana. Widział wyraźnie jak wyraz jej twarzy się zmienia. Jak panika zaczyna ją owładniać. Nienawidził tego momentu ale to było konieczne. Tylko on w całej wiosce potrafił wejść w jej umysł. Aktywował sharingana i zagłębił się w jej myśli.

Tak jak od kilku tygodni, przeglądał dzień po dniu z jej wspomnień. Musiał znaleźć coś co by tłumaczyło jej stan. Co by tłumaczyło dlaczego znaleźli ją w jednym z zaułków kompletnie oszalałą i poranioną jakby zaatakował ją wściekły niedźwiedź.

Każdy dzień wyglądał podobnie. Wstawała, szła do szpitala na praktyki, wracała do domu, szła na spotkanie z narzeczonym, znów wracała do domu. Codzienne czynności, które nic nie wnosiły do sprawy. Znał je już niemal na pamięć. Sprawdzał każdy dzień po kolei na dwa tygodnie wstecz szukając choćby najmniejszej wskazówki. Westchnął zrezygnowany gdy doszedł do ostatniego dnia. Obraz urywał się dokładnie w momencie, kiedy wychodziła z domu na praktyki. Czarna nieprzepastna aura, której nijak nie mógł przebić. Tak jak zawsze. Już miał się wycofać i zrezygnować, gdy do głowy wpadła mu pewna myśl.

A gdyby tak? Może jej zaszkodzić.. Ale z drugiej strony.. Może to jest sposób?

Skupił się najmocniej jak potrafił i w duchu zmówił szybką modlitwę aby nie zrobić jej krzywdy. Splótł ręce i wykonał pieczęcie aktywując Mangekyou. Poczuł, że jego oko pali jakby ktoś wlał mu do niego wrzątek. Wrażenie za każdym razem było tak samo nieprzyjemne, jednak ku jego zaskoczeniu i uldze podziałało. Czarna mgła ustąpiła ukazując ciąg dalszy, który był dotąd nieosiągalny.

Zobaczył jak na zwolnionym filmie Sasuke, staje przed dziewczyną i bez słowa łapie ją w genjutsu. Mroczny cień zagościł w sercu Hatake. Od początku "trening" w Górach Północnych na który Sasuke udał się kilka dni przed odnalezieniem Sakury jest podejrzany. Oraz fakt, że ród Uchiha stanowczo odmówił zbadania dziewczyny z uwagi na jej narzeczeństwo z najmłodszym z rodu. Tłumaczyli się, że mogli by być stronniczy. Jakież było ich niezadowolenie, gdy Kakashi jako Hokage postanowił sam zbadać sprawę. Najwidoczniej zapomnieli o fakcie, że nie tylko oni posiadali sharingana.

Obserwował w napięciu jak Sasuke prowadzi niczego nieświadomą Sakurę do siedziby rodu Uchiha. Podążał za nimi aż do głównego budynku rady rodziny gdzie mijało ich coraz więcej członków kiwając im porozumiewawczo głowami na powitanie. Weszli do ogromnego holu skąd skierowali się do izby obrad. Czyżby Sakura brała udział w jakimś sekretnym spotkaniu?

Wiele razy zasiadał w tej sali uczestnicząc w obradach Policji Konohy jednak po dziś dzień nie miał pojęcia o klapie w podłodze, którą Sasuke otworzył i którą wprowadził zahipnotyzowaną Sakurę wgłąb podziemi.

Czuł, że to co zobaczy wcale mu się nie spodoba.

Wszedł za nimi w ciemność, schodząc schodami coraz niżej i niżej aż w końcu jego oczom ukazało się migotliwe światło pochodni. W końcu schody skończyły się prowadząc do olbrzymiej sali wypełnionej zakapturzonymi postaciami. Na samym środku pomieszczenia stał wielki kamienny stół z rzemieniami wiszącymi z każdego rogu.

Teraz już wiedział, że na pewno nie spodoba mu się to co zobaczy.

- Sasuke Uchiha.. - po sali potoczył się głos lecz nie można było zlokalizować, która postać wypowiedziała te słowa. Jedno było pewne. Znał ten głos bardzo dobrze. Głowa Rodu. Fugaku Uchiha.

- Przybyłeś tu jako dorosły mężczyzna, członek rodu Uchiha. Przybyłeś by prosić Radę o wykonanie Rytuału Próby na kobiecie która ma przyjąć nazwisko Rodu Który Stanowi Prawo.

- Proszę Radę o wykonanie rytuału - słowa Sasuke były w pełni poważne, jednak uśmieszek pełgający po jego ustach sprawił, że Hatake zrobiło się niedobrze.

- Karty Kodeksu mówią, iż Rytuał Próby jest jednym z najstarszych obrzędów przeprowadzanych w naszym rodzie na każdej kobiecie pragnącej przyjąć nazwisko Uchiha. Jest konieczny aby dowieść, że kobieta zasługuje na zaszczyt otrzymania nazwiska Rodu Który Stanowi Prawo. Muszę Cię uprzedzić że Rytuał Próby może przynieść tej kobiecie kalectwo, obłęd lub śmierć. Czy mimo to chcesz się go podjąć?

- Tak - Sasuke skinął głową udając, że jest mu ciężko. Kakashi znał go na tyle dobrze, że wiedział iż wcale tak nie jest.

- A zatem! Niechaj się stanie!

To było chore. Ród Który Stanowi Prawo? Co to do cholery za sekta!

Znikąd zaczęły dobiegać odgłosy bębnów, wyznaczające uderzenia serca Hatake. Mimo iż był tylko świadkiem oddałby wszystko by wyrwać dziewczynę z rąk tych chorych ludzi i uciec z nią jak najdalej. Niestety nie mógł tego zrobić. Patrzył na coś co się już stało. Młody Uchiha poprowadził niczego nieświadomą dziewczynę i brutalnie zdarł z niej ubranie na oczach wszystkich zgromadzonych postaci.

Chciał odwrócić wzrok. Tak bardzo nie chciał tego widzieć, jednak to czego był świadkiem całkowicie go sparaliżowało. Jak zahipnotyzowany patrzył jak Sasuke popycha ją na stół, przypinając ręce i nogi starymi wysłużonymi rzemieniami. W rytmie bębnów obszedł powoli stół jakby odgrywał jakąś niesamowicie ważną rolę. Jego ruchy i postawa wskazywały na pewność siebie i teatralność. Uśmieszek zmienił się w złowieszczy uśmiech szaleńca. Jednym ruchem rozebrał się i wspiął na stół.

Boże.. To na tym polegał "Rytuał Próby"..

Hatake widział dokładnie, jak oczy Uchihy aktywują się patrząc łakomie na dziewczynę, która widząc przerażającą czerwień uwalnia się z genjutsu.

- Sasuke.. Co...

Jednak jej narzeczony nie odpowiedział. Zakrył jej usta dłonią i wszedł w nią gwałtownie. Dźwięk tłumionego przerażającego krzyku przedarł się przez dźwięk bębnów.

Poruszał się gwałtownie i szybko nie przejmując się stróżką krwi wypływającą spomiędzy nóg Haruno. Trzymał ją w żelaznym uścisku nie zważając na jej krzyki i łzy płynące z oczu utkwionych w czerwień Sharingana. Rzemienie puściły, jednak dziewczyna zamiast odepchnąć Uchihę, zaczęła ranić sama siebie.

Boże... To nie był niedźwiedź.. To była ona sama...

Uwolnił się z Mangekyou lądując z powrotem w celi bez okien. Nie mógł się uspokoić. Jego serce szalało bijąc w rekordowym tempie a z oczu nie wiedzieć kiedy pociekły łzy.

Rany boskie... To co spotkało tą dziewczynę było niewyobrażalne. Gwałt. Brutalny gwałt z użyciem kontroli umysłu. Zbezcześcił nie tylko ciało ale i umysł. A dziewczyna wpadła w obłęd.

Był tak zdjęty szokiem i wykończony Mangekyou, że z letargu wyrwały go dopiero ramiona oplatające jego klatkę piersiową.

A więc to tak się skończy. Zostanie zabity w przypływie szału przez własną uczennicę i kobietę, którą uważał za kogoś bliskiego. Nikt nie zdąży zareagować. Nie dadzą rady dostać się przez wszystkie zabezpieczenia na czas.

I w tedy usłyszał słowa, które rozlały w jego sercu niewypowiedzianą ulgę.

- Kakashi... Jesteś... Nie zostawiaj mnie...

Spojrzał w dół by zobaczyć wczepioną w niego Haruno, która łkała utkwiwszy wzrok w jego klatkę piersiową. Wzrok, który nie był już mętny i nieobecny. Wróciła.




Trochę pojechałam po Uchihah ale sami wiecie, że raczej nie darzę ich sympatią ;P 

Ciężko było dobrać arty, mam nadzieję że się udało ;]











wtorek, 29 stycznia 2019

Rozdział XXII - Udało się

Długo bawiłam się z tym rozdziałem ale myślę, że wyszło to w miarę ;) Nie chciałam przedłużać ale sami rozumiecie.. Trochę grozy musi być ;P Kończymy.. wątek! ;D

Kojarzycie te momenty kiedy Kakashi stawał w obronie Sakury? Jak dla mnie bardzo dużo było takich scen i wtedy bardzo mnie to ujmowało... Wszyscy myśleli o sobie tylko Kakashi myślał wtedy o Sakurze :> Wrzucam link do fajnego filmiku na którym widać takie sceny no i autor podaje 75 (!) powodów dla których powinni być razem xD

https://www.youtube.com/watch?v=Lpo11Ox9X4g   - może trochę naciągane ale sami oceńcie!

Liczę na waszą standardową opinię dotyczącą rozdziału! ;)

Ostrzeżenie: w miarę łagodny opis operacji xD




Pierwszą rzeczą jaką zarejestrował jej umysł był potworny ból głowy. Nie pamiętała kiedy ostatnio czuła coś tak przytłaczającego. Miała wrażenie, że czaszka za chwile jej eksploduje. Jęknęła przeciągle i namacała skronie uciskając je mocno. W torbie powinno jej zostać jeszcze trochę
przeciwbólowych tabletek. 

- Wody...

Szepnęła mimowolnie uświadamiając sobie, że straszliwie chce jej się pić. Jakież było jej zdziwienie gdy przed jej oczami ukazała się butelka z wodą. Złapała ją i łapczywie wypiła do dna. Zimny płyn przyjemnie schłodził bolące gardło. Czemu bolało?

- Jak się Pani czuje?

Dziecięcy głos pełen niepokoju dobiegł jej uszu. Co się do cholery stało? Spiła się czy jak?
Otworzyła oczy lecz momentalnie zasłoniła je dłonią. Światło raziło niemiłosiernie. Takiego kaca jeszcze nie miała.

- Saruna-kun? Żyje Pani?

Prychnęła mimowolnie. Tylko dziecko mogło zadać takie pytanie. Ale co to za dziecko?
Ponownie otworzyła oczy - tym razem powoli - i rozglądnęła się wokół siebie. Leżała na ziemi w jakimś hangarze wypełnionym śmieciami. Obok niej siedziała blada jak ściana dziewczynka w wieku około 10 lat. Napięcie malujące się na jej twarzy wskazywało, że panicznie się czegoś bała. Ale czego? Patrzyła wprost na nią jakby.. na coś czekała?

- Saruna-kun? - spytała płaczliwie jakby zaraz miała wybuchnąć płaczem. I nagle jakaś blokada w jej mózgu pękła zalewając ją falą wspomnień. To ona jej pomogła! Hiro!

Radość jaka ją ogarnęła rozprysnęła się jak za dotknięciem różdżki. Wydarzenia ostatnich dni wróciły z całą mocą w końcu niczym nie przyćmione. Przed oczami przemknęły jej straszliwe obrazy, jednak najgorszy był ten ostatni. Kakashi... W celi nr 16..

Zerwała się z podłogi jednak ból który eksplodował w jej głowie natychmiast ją zatrzymał. Jęknęła przeciągle łapiąc się za włosy. Matko co za ból. Miała wrażenie że zaraz zwymiotuje albo zemdleje.

- Torba.. szybko.. - wyjąkała do dziewczynki a ta w sekundę podała jej plecak. Niemal na ślepo wyszukała odpowiedni lek. Przełamała ampułkę i rozcieńczyła w strzykawce odpowiednią ilość.

- Niech Pani już nic nie bierze.. - widać było, że dziewczynką wstrząsnęła jej reakcja na leki odwracające amnezję. Cóż. I tak nie było najgorzej. W końcu mogła umrzeć.

- Spokojnie. To tylko leki przeciwbólowe. Nic mi po tym nie będzie.

Podłączyła strzykawkę do wkłucia i podała sobie zbawienny lek. Po chwili poczuła jak ból głowy zmniejsza się. Nie zniknął jednak całkowicie, zostawiając bardzo nieprzyjemne uczucie ćmienia i pulsowania. Musiało jej to wystarczyć.

Nagle poczuła zimno rozchodzące się po całym ciele. Jak na zwolnionym filmie odwróciła się i zobaczyła swojego towarzysza leżącego w kałuży krwi. Jej oddech przyspieszył. Szloch ugrzązł jej w gardle a po policzkach potoczyły się obficie słone łzy. Podczołgała się do niego i sprawdziła oddech. Bogu dzięki... Żyje.. Omiotła wzrokiem całe jego zmaltretowane ciało. Chwilowa ulga prysnęła jak bańka mydlana. Teraz gdy już wszystko pamiętała fala rozpaczy zalała jej serce przytłaczając ciężarem winy. To przez nią znaleźli się w takim położeniu. To przez jej nieodpowiedzialność zostali złapani. Przez totalną głupotę jej przyjaciel leżał przed nią będąc na granicy życia i śmierci. Jakie cierpienia musiał przeżyć przez jej lekkomyślność.

Nie umiała się opanować. Kolejne strumienie płynęły obficie z zielonych oczu gdy delikatnie dotykała jego twarzy, dłoni i klatki piersiowej. Niewyobrażalne. Sprowokował strażników po to, żeby wzięli jego a nie ją. Teraz kawałki układanki ułożyły się w całość. Musiał dobrze wiedzieć jak działają władze Yamataki. Poświęcił się. Po raz kolejny rzucił się przed nią by ją ratować.

Jak na zwolnionym filmie przed oczami pojawiły się te wszystkie sytuacje kiedy stawał przed nią by ją bronić. Finał egzaminu na chunnina, walka z Sasuke, Czwarta Wielka Wojna.. Wszystkie inne sytuacje kiedy chronił ją gdy nikt inny tego nie robił. Odwracał się wtedy do niej i uśmiechał pod maską chcąc ją pocieszyć. Dodać otuchy. Był wspaniałym sensei i jeszcze lepszym przyjacielem. Kimś kto zawsze był. Kto zapewniał bezpieczeństwo. A ona tak mu się odwdzięczała. Chciała by traktował ją na równi sobie ale na to nie zasługiwała. Nie była nawet w połowie taka jak on.

-Kakashi... Kakashi proszę..

Nawet nie wiedziała o co go prosiła. O to żeby jej wybaczył? O to żeby żył? O to żeby wstał i znów uśmiechnął się do niej pocieszająco?

Zawsze chciała zobaczyć jego twarz. Jednak gdyby wiedziała, ze stanie się to w takich okolicznościach nigdy by sobie tego nie zażyczyła. W obecnym stanie nie przypominał cienia Kakashiego, którego znała.

Teraz gdy wróciła jej pamięć widziała nie tylko człowieka ale i jego rany. Umiała sobie wyobrazić jaki mechanizm doprowadził do tych obrażeń. A to bolało jeszcze bardziej. Jakby sama zadawała mu ciosy. Musiała mu pomóc i to jak najszybciej. Wciąż szlochając sprawdziła jego parametry życiowe by tylko upewnić się co do powagi jego stanu. Musiała działać szybko.

Wyprostowała się i zaczęła zbierać czakrę żeby wykonać pieczęcie techniki diagnostycznej. Jednak coś jej nie pasowało. Była tak oszołomiona, że wcześniej tego nie zauważyła. W jej ciele panował.. Nieład.

Od zawsze była znana ze swojej perfekcyjnej kontroli czakry. Potrafiła robić z tą energią niesamowite rzeczy. Tylko dlatego Tsunade wzięła ją na nauki. Bo perfekcyjnie kontrolowała przepływ energii krążącej po jej ciele. Lecz teraz ta wspaniała moc dosłownie szalała bez ładu i składu. Nie umiała jej należycie uporządkować i zebrać.

Spróbowała wykonać swój codzienny trening kontroli jednak czakra kompletnie się jej nie słuchała. Nie była w stanie przesunąć jej, zgromadzić ani nawet uwolnić. Jedyne co wyszło z jej manewrów to parę zielonych iskier strzelających z jej palców. Otworzyła oczy i przerażona spojrzała na swoje dłonie. Z pozoru nie wyglądały inaczej. Jednak ona czuła jak chaotyczna energia buzuje w nich nie pozwalając się złapać. Nie jest w stanie nic zrobić z tak rozstrojoną czakrą. Nie jest w stanie leczyć. Niech to szlag... Myślała gorączkowo czując na karku uciekające sekundy. Będzie musiała działać bez użycia czakry. To znacznie utrudni jej zadanie jeśli nie uniemożliwi.

Sięgnęła do torby i wyjęła wszystkie przyrządy mogące się jej przydać. Tsunade przygotowała ją na taką ewentualność. Bez użycia czakry również mogła bardzo dużo. Odsunęła smutek i poczucie winy na bok. Teraz musiała działać. Musiała się skupić. Tym razem to ona go uratuje. W końcu nie od parady nazywano ją najlepszą medic ninja od czasów ślimaczej księżniczki!

- Saruna-kun. Możesz.. Możesz na mnie liczyć.

Hiro siedziała wyprostowana z zaciętym wyrazem twarzy. Coraz bardziej lubiła tą dziewczynkę. Przypominała Sakurze ją samą.

- Przygotujcie dużo gorącej wody, najlepiej w dużej i małej miseczce. Oprócz tego przynieście dwie deski różnej długości, świecę oraz czarną farbę do włosów. Resztę wytłumaczę Ci na bieżąco.

Blondyneczka kiwnęła głową i wstała. Zanim odeszła Haruno złapała ją za rękę zmuszając, żeby znów na nią spojrzała.

- Hiro.. Dziękuję.. Dziękujemy.

Dziewczynka uśmiechnęła się i skinęła głową na znak szacunku. Pewnie uznała to za odwdzięczenie się za pomoc jakiej im udzieliła. Gdy zniknęła wraz z innymi dziewczynkami za górą śmieci różowowłosa westchnęła z trudem i kucnęła przy Hatake. Strzeliła złowieszczo na palcach i zaczęła rozkładać swoje przybory. Nie będzie łatwo. Dzięki wiedzy jaką przekazała jej była sensei mogła wykonać bardzo wiele ale proces gojenia będzie musiał przebiegać samoistnie i nie będzie w stanie wszystkiego uleczyć.

Złapała nożyczki i zastygła niespodziewanie speszona. Musiała rozciąć ubrania Kakashiego, żeby móc w pełni go zbadać i rozpocząć leczenie. Jounin leżał nieprzytomny, nie zdając sobie sprawy, że jego była uczennica lada chwila odsłoni go całkowicie oglądając każdy szczegół jego ciała. Miał szczęście - przynajmniej nie mógł być z tego powodu tak speszony jak ona. W jej obolałej głowie rozbrzmiał głos Tsunade.

- Do cholery Sakura! Weź się w garść! Nie widziałaś gołego faceta?! Nie? No i co z tego! Wybierając taki zawód skazałaś się na oglądanie mężczyzn w całej okazałości!

Mimowolnie prychnęła na wspomnienie jej pierwszej operacji. Weszła do sali operacyjnej i zrobiła się czerwona jak piwonia widząc całkowicie nagiego mężczyznę leżącego na stole. Wspomnienie równie wyraźne jak brązowe zezłoszczone oczy - jedyną część twarzy jaką widziała znad maski chirurgicznej swojej sensei.

-Profesjonalizm. To wyróżnia dobrego medyka. Nie mieszaj emocji do leczenia. Z tego nigdy nie wynika nic dobrego.

W jej oczach ponownie zakręciły się łzy. Jej sensei była naprawdę mądrą kobietą. Nie! Nie była! Jest! Jest i czeka na ratunek! Musi dać z siebie wszystko.

Rozcięła czarny golf przylegający do klatki piersiowej jounina. Zadanie okazało się trudne, gdyż zaschnięta krew przyczepiła materiał do ran na ciele mężczyzny. Najdelikatniej jak potrafiła, próbowała oderwać odzienie jednak powodowała przez to krwawienie i ponowne otwarcie się ran. Postanowiła zaczekać na wodę i zdjąć tyle ile się dało. Lekki róż wypłynął na jej policzki gdy rozcinała spodnie. Cisza i spokój jaki panowały wokół sprawiły, że pracowała powoli i pieczołowicie. Pozbyła się reszty garderoby i okryła biodra mężczyzny chustą. Nim wróciły dziewczynki zdołała jeszcze założyć mu wkłucie, przygotować parę kroplówek i podłączyć go do miniaturowego aparatu monitorującego akcję serca. Była gotowa.

Podziękowała za przyniesione rzeczy i poprosiła Hiro by została jej pomóc. Reszta dziewczynek posłusznie zostawiła je choć widać było, że ciekawi je widok nagiego Hatake. Jednak to co zamierzała zrobić Sakura nie nadawało się dla dziecięcych oczu.

Zanurzyły czyste chusty w dużej misce z wodą i ostrożnie obmyły mężczyznę z brudu i zaschniętej krwi. Dzięki temu Sakura mogła oszacować faktyczne obrażenia i zapobiegała możliwym zakażeniom ran. Następnie w małej misce z gorącą wodą obie obmyły ręce i ubrały w czyste fartuchy. Założyły rękawiczki oraz maski i uklękły po obu stronach Hatake.

Różowowłosa zamknęła na chwilę oczy modląc się do wszystkich bóstw tego świata aby pomogły jej w tym trudnym zadaniu. Otwierając je była już w pełni skupiona. Przed sobą miała pacjenta, którego należało zbadać i wyleczyć. Przyłożyła dłonie do jego głowy i rozpoczęła badanie. Nie czuła, żeby głowa miała inny kształt niż normalnie. To dobrze. Nie wyglądało na to, że miał złamanie czaszki. Sprawdziła źrenice utwierdzając się co do braku krwawienia do mózgu. Odetchnęła z ulgą. Operacja na otwartej czaszce bez czakry na wysypisku śmieci? To byłaby katastrofa.

Twarz była zmaltretowana. Oczy spuchnięte, nos złamany, niektóre zęby wybite a całość przedstawiała czerwono fioletową abstrakcję. Część z krwiaków będzie musiała zdrenować, a nos może uda jej się naprawić. Ale to później. Najpierw obrażenia zagrażające życiu. Przeszła niżej. Szyja wyglądała średnio. Opuchnięta i zasiniona wyglądała jakby ktoś złapał go i dusił. Przełknęła ślinę i zeszła niżej. Klatka piersiowa wyglądała o wiele gorzej. Jedna jej strona poruszała się w inny sposób niż druga. Sięgnęła po słuchawki i osłuchała płuca upewniając się, że po jednej ze stron złamane są przynajmniej dwa żebra. Tak jak podejrzewała. Rozwija się odma. Na tą chwilę to będzie priorytet leczenia. Zbadała brzuch i zamarła. Twardy i deskowaty. To oznaczało jedno. Krwawienie. Będzie musiała go otworzyć. Zbadała jeszcze miednicę upewniając się, że jest cała i sprawdziła kończyny w kierunku krwotoku. Jedna z nóg na pewno była złamana a ręka zwichnięta jednak tym można było zająć się później. Teraz najważniejsza była odma i krwawienie wewnętrzne.

Odwróciła się i zdjęła rękawiczki. Szybko obmyła ręce i przygotowała leki usypiające i przeciwbólowe. Może i był nieprzytomny, ale nigdy nie było do końca wiadomo jak głęboko sięga taki stan. Następnie przygotowała narzędzia i rozpaliła świecę. Podłączyła też specjalną kroplówkę, którą sama opracowała. W środku znajdowała się sól fizjologiczna jednak jeśli przerwało się łączenie u nasady worka, do środka wpadały pigułki zmieniające płyn w krew o uniwersalnej grupie. Opracowała ten wynalazek jako pracę zaliczeniową, a Tsunade była tym tak zachwycona, że od razu sfinansowała produkcję kilkuset próbnych kroplówek. Oczywiście jako medic ninja nie byłaby sobą, gdyby nie wzięła paru takich na ściśle tajną misję.

Umyła ręce i założyła jałowe rękawiczki. Obliczyła miejsce nakłucia i poprosiła Hiro o obmycie środkiem dezynfekcyjnym boku mężczyzny. Chwyciła igłę wielkości druta do szydełkowania. Gdyby sytuacja nie była tak poważna pewnie zaśmiałaby się z wielkich oczu Hiro górujących nad maską chirurgiczną. Spojrzała na nią i zdecydowanie wbiła igłę między żebra Hatake po czym nawlekła na nią dren. Usunęła igłę a przez pozostałą rurkę dało się słyszeć syk powietrza. Obie wzdrygnęły się gdy mężczyzna zaczerpnął głęboki oddech. Obserwowały w milczeniu jak wstrzymał powietrze, wypuścił je i przez kilka sekund nie oddychał. Już zaczynało się jej robić gorąco jednak gdy mężczyzna zaczerpnął kolejny - już spokojny oddech, ona również wypuściła z płuc wstrzymane powietrze. Jeden zabieg za nimi. Haruno przyszyła dren do skóry i od razu zabrała się za kolejną procedurę. To będzie o wiele trudniejsze. Zerknęła na dziewczynkę by upewnić się, że młoda nie zemdleje. Trzymała się bardzo dobrze jak na 10-letnie dziecko. Pewna myśl przeszła jej przez głowę ale musiała ją narazie odłożyć. Teraz musiała się skupić.

Poleciła dziewczynce dokładnie umyć brzuch mężczyzny a sama zmieniła rękawiczki i przygotowała kolejne narzędzia. Operacja na otwartej jamie brzusznej w tym miejscu to było szaleństwo ale nie miała wyjścia. Na polu bitwy nie miała nawet takich warunków a jakoś się udawało leczyć nawet gorsze urazy prawda? Jednak wtedy miała czakrę.. Chwyciła skalpel i podała go dziewczynce.

- Hiro, musisz trzymać ten skalpel nad ogniem świecy. Będzie mi potrzebny.

Gdy dziewczynka posłusznie wykonała polecenie Sakura odwróciła się z powrotem do Hatake dodając mu leków. To będzie o wiele gorsze niż odbarczanie odmy.

- Ostrzegam. Może być trochę krwi. Dasz radę?

Dziewczynka patrzyła zahipnotyzowana w skalpel a jej dziecięce niebieskie oczy wciąż były szeroko otwarte. Jakby tak się zastanowić, to Sakura nawet nie była pewna czy Hiro przez cały ten czas choć raz mrugnęła.

- Nie takie rzeczy się widziało.. - nerwowy chichot i drżenie głosu wcale nie przekonało Haruno jednak nie miała wyboru. Potrzebowała jej pomocy.

- Dobrze. Podaj mi skalpel i weź następny. Będę je często wymieniać. Jeśli.. nie będziesz dawała rady to po prostu staraj się nie patrzeć. I.. możesz czuć nieprzyjemny zapach.. Oddychaj wtedy przez usta. O wszystkim mnie informuj.

Dziewczynka coraz bardziej nerwowo kiwała głową. Sakura pochwyciła jej spojrzenie i postarała się uśmiechnąć choć maska chirurgiczna zakrywała jej twarz. Miała nadzieję, że mała pomocnica odczyta wszystko z oczu.

- Hej.. Jesteśmy teraz drużyną. Możemy na siebie liczyć?

- T.. tak.

Hiro wzięła się trochę w garść więc Sakura uznała, że może zaczynać. Chwyciła skalpel i wybrała miejsce. Nie chciała patrzeć na jego twarz. Bała się, że wtedy stchórzy. Zdecydowanym ruchem zagłębiła gorący skalpel w ciele mężczyzny znacząc krwisto-czerwoną pręgę biegnącą wzdłuż brzucha. Nie mogła powstrzymać dreszczy. Uczucie było niesamowite. Każde cięcie takie było. Dreszcz ekscytacji gdy cięło się człowieka. Tym razem jednak nie mogła powstrzymać guli rosnącej w gardle. To nie był obcy shinobi. To był Kakashi. Kakashi Hatake a ona operowała go bez czakry. Tak wiele mogło pójść nie tak że aż bała się analizować. Nie było czasu rozplanować tego zabiegu. Nie było czasu, żeby na wszystko się przygotować. Improwizowała i dobrze o tym wiedziała.

Z brzucha mężczyzny chlusnęła krew. Tak jak się spodziewała. Krwotok wewnętrzny. Jeszcze godzina i byłoby po nim. Chwyciła gazę i starała się wygarnąć nadmiar krwi, żeby dostrzec które naczynie jest uszkodzone. Nie miała czasu zerknąć na Hiro więc rzuciła tylko w jej stronę zdawkowe pytanie

- Wszystko gra partnerze?

- No.. T-trochę krwi to to tooo nie jest..

Uśmiechnęła się pod maską. Dziewczynka była twarda, choć z jej głosu wynikało, że musi się jej zbierać na pawia. Haruno miała jednak ogromną nadzieję, że Hiro nie zemdleje.

Wygarniała krew, koagulowała kolejne naczynia jednak pole operacyjne ciągle zalewane było kolejną jej partią. Hiro zmieniała kroplówki jedna po drugiej a ona wciąż nie mogła znaleźć krwawienia. Sytuacja zaczynała robić się napięta. Jak tak dalej pójdzie braknie jej płynów, które mogły uzupełnić taką utratę. Szukała i szukała klnąc pod nosem, a ciśnienie zaczynało coraz bardziej spadać. Cholera. Nie mogła go stracić! Nie teraz!

Wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy. To nie ma sensu gdy jest zdenerwowana. Emocje. Wycisz emocje. Tak jak mówiła Tsunade. Nie myśl o tym, że ten człowiek uratował ci życie. Nie myśl że jest twoim byłym sensei. Nie myśl o tym, że jest obecnie najbliższym przyjacielem. Nie myśl o tamtym pocałunku. Cholera!

Podniosła ręce i wzięła kolejny oddech. Hiro nie odzywała się za co była jej niezmiernie wdzięczna. Co Tsunade zrobiłaby w takiej sytuacji? Jak na zawołanie przypomniała jej się jedna z ich wspólnych operacji. Podobne krwawienie. Podobne obrażenia.

- Spokój Sakura! Przestań panikować!

Brązowe oczy ciskały pioruny znad maski chirurgicznej bacznie obserwując młodą studentkę medycyny. Jeśli sądziła, że to pomagało się uspokoić siedemnastolatce to grubo się myliła.

- Sprawdź wszystko jeszcze raz. Nie. Nie czakrą! Czakra jest prostym wyjściem. Musisz wiedzieć co jak jest zbudowane i co jak działa bez jej pomocy. A co jak Ci jej braknie? Bez czakry nie jesteś medic ninja?!

- Tsunade-sensei.. Ja nie widzę..

- Szukaj! Jak nie to ten człowiek umrze.

Zawsze była sadystką ale dlaczego chciała poświęcić niewinnego człowieka, żeby ona się nauczyła?!

- Sensei... Ja.. nie dam rady.. 

Krwi przybywało a ona coraz bardziej panikowała. Już chciała złożyć ręce do pieczęci gdy jej sensei górująca nad stołem złapała ją za dłonie. Bynajmniej nie delikatnie.

- Bez. czakry. CZY JA SIĘ WYRAŻAM NIEJASNO?!

Huknęła ile sił w płucach, aż szyby za Haruno zatrzęsły się od siły jej głosu.

- Skup się. Znasz anatomię. Fizjologię masz w jednym palcu. Jakie naczynie może tak krwawić?

Lampka w głowie Haruno zaświeciła się. Zarówno wtedy jak i teraz dziewczyna spojrzała w przestrzeń z niedowierzaniem. Tętnica. Tętnica zaopatrująca jelita. No tak! Trudno się do niej dostać i dlatego nie widać jej na pierwszy rzut!

Chwyciła odpowiednie narzędzia i świeżą gazę. Po kilku chwilach dostała się do tętnicy w której zobaczyła niewielką dziurkę. Taki mały otwór a takie krwawienie.. Złapała igłę z nitką i najszybciej jak mogła zszyła naczynie. Pot ściekał jej z twarzy a ręce drżały. Takiego wysiłku nie miała od dawna. Głowa nie przestawała boleć a osłabione ciało odmawiało powoli posłuszeństwa jednak się udało. Tak wtedy jak i teraz! Spojrzała na Hiro i uśmiechnęła się.

- Kończymy. Wygląda to dobrze

Ostatkiem sił zaszyła ranę powłoka po powłoce. Zdjęła rękawiczki i ściągnęła maskę. Kochana dziewczynka podała jej butelkę wody a Sakura przyjęła ją z wdzięcznością. Pozostawało jedno. Sprawdzić, czy taki ubytek krwi nie uszkodził mózgu. I był na to jeden sposób.

Rozpuściła odpowiednie leki i podała jouninowi. Czuła jak jej serce urządza szaleńczy bieg a oddech przyspiesza. Chwila prawdy. Czy naprawdę się udało?

Patrzyły z oczekiwaniem na Hatake lecz ten nie poruszył się nawet o milimetr. Sekundy mijały, a ani jeden mięsień na jego twarzy nie drgnął. Czyżby.. Czyżby było za późno?

Schowała twarz w dłoniach próbując opanować atak paniki. Zabiła go. Czy to narażając na schwytanie czy przeprowadzając nieudaną operację. Zabiła go. To nie może być..

- Mmmm....

Szept cichszy niż powiew wiatru dobiegł jej uszu. Spojrzała z niedowierzaniem na mężczyznę a potem na Hiro, która zdolna była tylko pokiwać głową na znak, że się nie przesłyszała.

- Kakashi? Słyszysz mnie?

Schyliła się by móc uchwycić choćby najkrótsze słowo.

- Mmm.. my..mmmyliłem... się..

Co jest? Czy to jakiś objaw uszkodzenia mózgu? O czym on mówi?

- Kakashi? Wiesz jak się nazywam? Kakashi?!

Strach ścisnął jej trzewia. A jeśli postradał zmysły?

- W.. wwwtedy.. www.. lesie..

Otwarła usta w niemym szoku. W jakim lesie?

- B..ardzo.. się... nadajesz..

Na jego ustach pojawił się słaby uśmiech a jej zajęło chwilę, żeby połączyć fakty. Gdy ostatnia zapadka w jej głowie kliknęła roześmiała się w głos pierwszy raz od bardzo dawna. Bardzo starała się, żeby nie rzucić mu się na szyję i nie rozpłakać ze szczęścia. Udało się.



Łoo.. trochę długi xD Wybaczcie^^







Kartoteka AsiorekKP

Moje zdjęcie
Jestem autorką opowiadań, która uwielbia zagłębiać się w niuanse uczuć i skomplikowane emocje, które pisze życie. I porwałam się z motyką na księżyc próbując opisać zawiłe relacje, mogące powstać pomiędzy tą dwójką bohaterów.